Biznes

Realia współpracy polsko-ukraińskiej

Były radca ekonomiczny Ambasady RP w Kijowie w latach 2003 – 2007
Ubiegłoroczne wyniki polsko-ukraińskiej współpracy gospodarczej są wielce satysfakcjonujące, czemu dało wyraz m.in. posiedzenie Polsko-Ukraińskiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Gospodarczej, które odbyło się 19 i 20 marca br. w Warszawie. Dotyczy to praktycznie wszystkich głównych jej obszarów, tj. obrotów handlu zagranicznego, współpracy inwestycyjnej i finansowo-bankowej. Obroty handlowe osiągnęły w ub. roku rekordowy poziom 7,2 mld USD, przy ich wzroście o około 40 proc. w stosunku do roku 2006. Rekordowy poziom osiągnął zarówno eksport (5,5 mld USD), jak i import (1,7 mld USD). Dodatnie dla Polski saldo obrotów towarowych ukształtowało się na poziomie około 3,8 mld USD. Polskie inwestycje na Ukrainie przekroczyły (w rachunku skumulowanym) 640 mln USD i tylko w 2007 roku wyniosły 300 mln USD.
Nie wnikając w szczegóły, wyniki te skomentować można krótko: jest dobrze. A to, że tak jest, to zasługa i potwierdzenie wysokiej aktywności polskich przedsiębiorców, eksporterów, inwestorów i finansistów na rynku ukraińskim, ich przedsiębiorczości i skuteczności działania. A z punktu widzenia makroekonomicznego – to rezultat wysokiej dynamiki rozwoju gospodarczego w obu krajach, która generuje i podaż, i popyt. Te dwa czynniki będą występować teraz i w przyszłych latach, choć może z różnym natężeniem. Korzystnie na dalszy rozwój współpracy polsko-ukraińskiej wpływać będą zarówno zmiany dokonujące się w samej gospodarce ukraińskiej, jak i w absolutnie dojrzałej już i koniecznej reformie prawno-legislacyjnej, a w ustawodawstwie gospodarczym nade wszystko. Dotyczy to chociażby zakończenia prac nad uchwaleniem przez Radę Najwyższą kodeksu podatkowego Ukrainy i nad określeniem statusu prawno-funkcjonalnego specjalnych stref ekonomicznych (SSE) czy terytoriów priorytetowego rozwoju (TPR), zwanych też parkami technologicznymi. Trudnym problemem i zadaniem jest sprawa urynkowienia ziemi. Jej rozwiązanie wlecze się latami, a obowiązujące moratorium na sprzedaż-kupno ziemi jest – nie tylko moim zdaniem – jednym z głównych hamulców postępu w rozwoju wsi i rolnictwa. Zniesienie tego moratorium otworzyć może drogę dla absolutnie koniecznego napływu inwestycji zagranicznych, produkcyjnych, jak i infrastrukturalnych. Na to czekają również polscy inwestorzy, a na pewno także m.in. ukraińskie gospodarstwa farmerskie, których jest około 43 tysięcy. To one są jedną z sił przeobrażających rolnictwo ukraińskie i podatnych na otwartą i szeroką współpracę z polskimi rolnikami i z polskimi służbami doradztwa rolniczego. Jeżeli mówimy o ścisłej korelacji wzrostu gospodarczego z dynamiką wzrostu obrotów handlowych między naszymi krajami – to pozytywnie nań wpływać mogą takie czynniki, jak wysoka, a już teraz obserwowana, wysoka aktywność inwestycyjna, w tym związana z pracami nad przygotowaniem do Euro 2012. A prócz tego wysoka aktywność w sektorach produkcji materialnej, związana zwłaszcza z restrukturyzacją i modernizacją oraz innowacyjnością techniczno-technologiczną. Rosnąć powinien popyt konsumpcyjny na rynku ukraińskim w rezultacie wzrostu płac, rent i emerytur. To on będzie w najbliższych latach siłą motoryczną rozwoju gospodarki ukraińskiej, choć w jakiejś mierze również wzrost eksportu. Wzrost popytu przełoży się w znacznym stopniu na popyt na dobra importowane, w tym na towary z Polski. Na perspektywy polsko-ukraińskiej współpracy gospodarczej patrzeć trzeba z co najmniej umiarkowanym optymizmem. Dzisiejsze trudności, które występują, a jest ich jeszcze sporo, mogą i zostaną w końcu przezwyciężone. Mam tu na myśli sygnalizowane przez polskie podmioty gospodarcze m.in. takie zjawiska czy – jak je określają sami Ukraińcy – nedoliki, jak zakorzeniona korupcja, nadmierne uzależnienie decyzji biznesowych od zbiurokratyzowanej do cna administracji i łapówkolubnych urzędasów, brak przepisów chroniących skutecznie prawa własności, nadal aktualne trudności ze zwrotem podatku VAT, a generalnie – luki i braki w ustawodawstwie gospodarczym i przepisach wykonawczych. Patrząc z życzliwością na inicjatywy obecnej ekipy rządzącej i zmagania z odziedziczonymi realiami – z dozą uprawnionej wiary w ich skuteczność – postrzegać trzeba trzy, co najmniej, ścieżki efektywnej współpracy z Ukrainą. Ścieżka pierwsza – klasyczna – to kontynuacja i zwiększanie dostaw eksportowych we wszystkich tradycyjnych grupach towarowych – od wyrobów przemysłu elektromaszynowego, które dominują, po wyroby przemysłu chemicznego i współpracę w budownictwie, rolnictwie i w przemyśle rolno–spożywczym. Trzeba jednak widzieć stałą potrzebę dbałości z naszej strony o wysoką jakość i innowacyjność produktową naszych ofert w związku z nasilającą się konkurencją ze strony innych partnerów zagranicznych na – choć chłonnym i wielkim – coraz bardziej wymagającym i trudnym rynku ukraińskim. Ścieżka druga to obszar współpracy produkcyjno-handlowej i kooperacyjnej. Dotyczy to przede wszystkim współpracy na szczeblu małych i średnich przedsiębiorstw i firm. Na razie widzę większe możliwości takiej współpracy w regionach i obwodach Zachodniej Ukrainy niż na pozostałym obszarze, choć regiony wschodnie, bogatsze, są także podatne na taką współpracę. I ścieżka trzecia – to wręcz bezgraniczny obszar współpracy inwestycyjnej. To jest aktualnie priorytet priorytetów dla Ukrainy, bo bez inwestycji będzie się przedłużać występujący już od wielu lat zastój w zakresie energooszczędnej i nowoczesnej produkcji. Jak kania dżdżu na życiodajny strumień inwestycji krajowych, a zwłaszcza zagranicznych, czeka przemysł ciężki i maszynowy, przemysł spożywczy, a chyba najbardziej – rolnictwo i wieś ukraińska. A teraz kilka uwag i sugestii praktycznych. Dla tych, którzy mają zamiar wejść na rynek, niezmiernie istotną sprawą jest wybór partnera do współpracy. Jest ich wielu, ale trzeba dobrze poznać jego wiarygodność, zwłaszcza płatniczą, jego status prawny i możliwości współpracy, ale nie te deklarowane słownie, a rzeczywiste. Korzystanie z pośredników powinno być ostrożne i raczej niewskazane, bo kieruje nimi chęć tylko szybkiego zysku, prowizji, a nie interes, na którym nam zależy. Jeżeli wybieramy partnera do współpracy, to najlepszą formą jest kontakt bezpośredni, połączony z wizytą w miejscu jego działalności. Kontakt pisemny, internetowy to za mało, bo może się okazać, że takiego partnera w ogóle nie ma lub – jak tonący brzytwy się chwyta – jest w fazie upadłości. Przy załatwianiu formalności trzeba się uzbroić w cierpliwość, bo to proces długotrwały. Na przykład przy tworzeniu wspólnego przedsiębiorstwa, a tym bardziej przy projektowaniu inwestycji. W tym ostatnim przypadku trzeba przewidzieć około 1/3 kwoty inwestycyjnej na tzw. otkaty, czyli różnego rodzaju opłaty, w tym łapówki. Wymuszanie łapówek w urzędach i instytucjach jest praktyką powszechną, z czym bezskutecznie walczą struktury do tego powołane. Fachowości i precyzji wymaga formułowanie warunków kontraktu, a zwłaszcza gdy idzie o warunki i formę płatności, ale i np. dotyczących ubytków w transporcie. Bo później rozstrzyganie sporów w sądach ukraińskich może być i długotrwałe, i kosztowne, i nieskuteczne. Potrzeba znajomości uwarunkowań prawno-legislacyjnych dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej na rynku partnera jest warunkiem sine qua non powodzenia. Znajomość ta dotyczy form prawnych działalności gospodarczej (spółek z o.o., spółek akcyjnych i przedsiębiorstw), systemu podatkowego (a więc VAT, PIT, CIT, podatku akcyzowego, od środków transportu, od nieruchomości, podatków lokalnych), w tym warunków prowadzenia działalności handlu zagranicznego. W zależności od towaru trzeba mieć niezbędne rozeznanie w zakresie wymaganych przy eksporcie na Ukrainę warunków technicznych, fitosanitarnych i weterynaryjnych. Pożądana jest znajomość taryfy celnej, dostępnej, ale i okresowo zmiennej, w tym w odniesieniu do towarów sezonowych. Trzeba się orientować w systemie licencjonowania i ograniczeń kwotowo-ilościowych obowiązujących lub wprowadzanych okresowo (np. w eksporcie zbóż), a obejmujących określone towary w imporcie, ale i w eksporcie. W ubiegłym roku listy takich towarów ogłaszane były przez Gabinet Ministrów i niektóre resorty gospodarcze w formie rozporządzeń. Obowiązywał także system postępowań specjalnych i antydumpingowych i stosowane były sankcje wobec eksporterów, a określane przez międzyresortową komisję ds. takich postępowań przy Ministerstwie Gospodarki Ukrainy. I choć nie dotyczyły tylko Polski, to jednak w kilku przypadkach objęły polskich eksporterów (np. lamp fluorescencyjnych, papy czy łożysk). Należy przewidywać, że tego typu sankcje zniesione zostaną po nabyciu praw członkowskich przez Ukrainę w WTO. Przedstawione przestrogi nie oznaczają, że nie ma lub mało jest normalnie funkcjonujących biznesmenów, przestrzegających prawa, rzetelnych i uczciwych. Wręcz przeciwnie – to oni zdecydowanie dominują. Dla rozeznania możliwości współpracy z Ukrainą pomocna i wielce użyteczna jest działalność polskich placówek ekonomiczno-handlowych, a więc Wydziału Ekonomicznego i Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Kijowie. Nie ma, niestety, potrzebnych służb ds. handlowych i promocji gospodarczej w konsulatach generalnych RP w Odessie, Łucku i we Lwowie, choć jest w Charkowie stanowisko jednoetatowe. A z mojej kilkuletniej pracy w obu wydziałach wiem, że informacje, zwłaszcza branżowe, opracowywane przez pracowników na użytek zainteresowanych firm, eksporterów i inwestorów cieszyły się dużym zainteresowaniem, uznaniem poziomu ich fachowości, aktualności i przydatności. Wysoko oceniana była i jest aktywna pomoc i bezpośrednie zaangażowanie w merytoryczną obsługę imprez promocyjnych. Najbardziej korzystają w tym zakresie małe i średnie przedsiębiorstwa, którym tylko WPHiI udzielają ponad 7 tysięcy informacji pisemnych rocznie. A obsada etatowa pracowników, delikatnie mówiąc, jest w wyniku dokonanych reorganizacji w 2006 r. za szczupła. Dobrze, że aktualnie MSZ prowadzi rekrutację pracowników do służb ekonomicznych w placówkach zagranicznych. Na pewno, przy okazji pobytu na Ukrainie, warto własną wiedzę o rynku i ofertę współpracy przekonsultować z pracownikami wspomnianych wydziałów. Tego wymaga choćby sam proces przeobrażeń społeczno-ekonomicznych u naszych sąsiadów, owocujących nie tylko zmianami kadrowymi, ale i w polityce gospodarczej, w tym we współpracy z zagranicą. O efektach współpracy z Ukrainą decydować będzie nadal ekspansywne działanie wszystkich jej uczestników. Tu nie ma czasu na zastanawianie się, bo konkurencja Niemców, Holendrów, Austriaków czy Włochów rośnie z roku na rok. Wielce pomocna jest i powinna być aktywna, wręcz ofensywna, działalność promocyjna, i – w miarę rosnących potrzeb i konieczności – wspieranie przez rozproszone po resortach i instytucjach fundusze promocyjne. Dobra organizacja i wsparcie promocji eksportu, o co zabiega m.in. Stowarzyszenie Eksporterów Polskich, jest potrzebą chwili. Wybór formy promocji zależy od samych przedstawicieli biznesu. Z moich kilkuletnich obserwacji wynika, że na Ukrainie aktywność promocyjna jest dostatecznie duża, a dotyczy to zwłaszcza udziału w imprezach targowych i wystawienniczych o charakterze branżowym, tak w Kijowie, jak i innych regionach. Sugerowałbym, by – pomnażając ilościowy udział – zwracać uwagę na obecność na regionalnych forach biznesowo-inwestycyjnych (np. w Czerkasach, Żytomierzu, Czerniowcach czy Kirowogradzie), w wystawach na terenie dużych ośrodków przemysłowych (np. w Kremieńczuku), w organizowanych konferencjach i seminariach o tematyce ekonomicznej. Większą uwagę zwracać powinniśmy na tzw. działania postpromocyjne, a więc utrwalające i konkretyzujące efekty udziału w tego typu imprezach. No i – już na koniec – w ekipach obsługujących imprezy, ale i w innych spotkaniach biznesowych zwracać trzeba większą uwagę na znajomość języków obcych, a więc rosyjskiego, bardzo dobrze, jeżeli ukraińskiego, a także angielskiego, chociaż znajomość tego ostatniego jest jeszcze wąska. Język obcy to też forma promocji, przemawiająca do serca partnera.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL