fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Wystawa Iwana Ajwazowskiego

Iwan Ajwazowski niczym poeta zabiera nas w Sopocie w magiczną podróż po swoim świecie
PGS Sopot
Jan Bończa-Szabłowski
Iwan Ajwazowski niczym poeta zabiera nas w Sopocie w magiczną podróż po swoim świecie - pisze Jan Bończa-Szabłowski.
W tym, co namalował, jest moc i bezkres. Jego twórczość unosi widza w świat, w którym nie widać brzegu. Podziwiamy potęgę żywiołu i przypominamy sobie baśnie z dzieciństwa, słyszymy echa oper Wagnera czy Brittena.
Żyjący w latach 1817–1900 Iwan Ajwazowski, którego rodzina przeniosła się z Polski na Krym, potrafił malować morze tak naturalistycznie, że gdy obserwujemy obrazy, niemal słyszymy szum fal, stłumiony krzyk mew i odgłosy statków gdzieś daleko, na widnokręgu. Co ciekawe, romantyk o ormiańskich korzeniach rzadko malował te obrazy z natury. Polegał raczej na swojej wyobraźni. Na płótnach widzimy więc ukazaną z wielką precyzją baśń o morzu, w którą wplecione są marzenia artysty. Morzem pasjonował się od dzieciństwa. Bacznie zgłębiał tajemnicę jego ruchów, obserwując je, czuł się jak zahipnotyzowany. Morze dawało mu spokój i jednocześnie poczucie nieskończoności, silnie pobudzało wyobraźnię. Było czymś fascynującym, tajemniczym i groźnym. Przyglądając mu się, jak każdy człowiek musiał zdawać sobie sprawę z własnej kruchości, samotności i bezbronności wobec żywiołu.
Ajwazowski jest mistrzem nastroju i refleksji, ale też konfliktów i emocjonalnych napięć, z których buduje swój świat. Petersburską Akademię Sztuk Pięknych ukończył ze złotym medalem. Potem doskonalił swój talent we Włoszech, skąd wrócił jako znakomity europejski marynista. Osiadł w swym rodzinnym mieście na Krymie, gdzie wybudował pracownię-studio, oczywiście nad morzem. Przyglądając się dziełom zgromadzonym w sopockiej PGS na wystawie „Iwan Ajwazowski – Czas i wieczność", zgłębiamy tajemnicę wszechświata, w którym człowiek jest jedynie pyłkiem. Łatwo dostrzec w tych pracach zadumę nad istotą człowieczeństwa i umiłowanie wolności. Ponad połowę prac Ajwazowskiego stanowią widoki wzburzonego morza. Człowiek ukazany jest na nich na tle bezkresnego żywiołu. Artysta wielokrotnie przedstawiał katastrofy morskie i ludzi walczących z falami. Jedno z bardziej ekspresyjnych płócien to „Sztorm" namalowany w 1872 roku. Widać tu pełną poświęcenia walkę z czymś nieokiełznanym. Ważne miejsce w twórczości Ajwazowskiego zajmują krajobrazy, które powstały podczas wielu podróży po Rosji, Ukrainie i Kaukazie. Sporo jest też pejzaży ormiańskich. Twórczość Ajwazowskiego spotykała się oczywiście również z krytyką. Fiodor Dostojewski porównał go do pisarza Aleksandra Dumasa, twierdząc, że „prace obu panów robione są dla niezwykłego efektu, ponieważ nie odtwarzają zwykłych rzeczy, oni pogardzają zwykłymi rzeczami". Zaciętego wroga miał też Ajwazowski w rosyjskim malarzu Iwanie Kramskim. Ten jednak po obejrzeniu jego obrazu „Morze Czarne" z 1881 roku napisał: „Na tym obrazie nie ma nic oprócz nieba i wody, ale woda ta jest bezkresnym oceanem, niewzburzonym, lecz kołyszącym się, groźnym, nieskończonym, a niebo, jeśli to jest możliwe, jest jeszcze bardziej nieograniczone. To jest jeden z największych obrazów, jakie widziałem w życiu". Oprócz prac olejnych na wystawie zgromadzono też wiele szkiców i rysunków. W młodości Ajwazowski traktował je jako rodzaj notatek do późniejszych obrazów. W drugiej połowie życia, co pokazuje wystawa, rysunek zyskuje bardziej swobodną manierę, widać w nim pewną lekkość. Z wiekiem Ajwazowski całkowicie przestaje szkicować z natury. Świetlista atmosfera jego płócien przywraca wiarę w potęgę życia, daje poczucie nadziei. Światło przenikające przez spokojną taflę wody wprowadza widza w stan nostalgii. Z upływem lat Ajwazowski osiągał coraz większe nasycenie i jaskrawość barw. Budował koloryt obrazu, ostro przeciwstawiając podstawowe barwy palety. Zamiłowanie do intensywnego kolorytu, kontrastowych zestawień miało – jak uważają historycy sztuki – wyraźny związek z jego ormiańskim pochodzeniem. W czasie swego niemal 90-letniego życia Ajwazowski stworzył dziesiątki obrazów o tematyce ormiańskiej. Mamy tu m.in. pejzaże przedstawiające życie w Tyflisie, mamy jezioro Sewan, górę Ararat oraz dolinę Ararat. Jego dom w Teodozji na Krymie stał się miejscem artystycznych pielgrzymek. Gościli tam ormiańscy pisarze, aktorzy i muzycy. Ostatni jego obraz to pełna bólu i gniewu „Eksplozja tureckiego statku". Namalował go, gdy sułtan Abdul Hamid zarządził rzeź tysięcy niewinnych Ormian. Chcąc obudzić w swych rodakach uczucia patriotyczne, stworzył cykl obrazów o tematyce biblijnej oraz ormiańskiej historii. Trudno znaleźć lepsze miejsce dla tej wystawy niż galeria nad morzem. A warto dodać, że sam pomysł tej ekspozycji zrodził się podczas wizyty Bronisława Komorowskiego w Armenii. Prezydent RP, odwiedzając przywódcę tego kraju, zauważył w jego gabinecie obraz marynistyczny Ajwazowskiego, który dobrze znał z reprodukcji w domu swego dziadka. Kiedy dowiedział się, że Muzeum Narodowe w Erywaniu ma pokaźną kolekcję prac tego autora, postanowił zaprosić ją do Polski, a w drodze rewanżu pokazać w Armenii prace młodopolskiego artysty, także o ormiańskich korzeniach, czyli Teodora Axentowicza. Pomysł spotkał się z zainteresowaniem. Teraz w sopockiej PGS mamy więc Ajwazowskiego i Axentowicza, który za kilka miesięcy pokazany będzie w Erywaniu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA