fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Fed kończy skup obligacji

Bloomberg
Amerykańska Rezerwa Federalna kończy program skupu obligacji z rynku, który miał wesprzeć koniunkturę w największej gospodarce świata. Jeszcze nie ma gotowego planu normalizacyjnego, gdyż kłopot sprawiają jej rynki finansowe, które po globalnym kryzysie zmieniły się nie do poznania.
Zgodnie z planem zarysowanym w sprawozdaniu z czerwcowego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) głównym narzędziem amerykańskiego banku centralnego pozostaną fundusze federalne. Oznacza to, że kluczowym partnerem Fedu pozostaną banki a nie fundusze rynku pieniężnego.
- Nie chcą przeprowadzić wielkich zmian jeśli chodzi o interakcje z rynkami, gdyż będą mieli na głowie tyle innych problemów, kiedy zaczną podnosić stopy procentowe - wskazuje Lou Crandall, główny ekonomista w firmie Wrightson, która działania Fedu monitoruje od trzech dziesięcioleci. Wadą tej strategii jest to, iż nie uwzględnia ewolucji jaką przeszedł rynek pieniężny od recesji. Banki już nie muszą pożyczać pieniędzy na niegdyś aktywnym rynku funduszy pieniężnych by spełnić wymogi dotyczące rezerw tak jako to robiły przed kryzysem, gdyż Fed wpompował w rynek mnóstwo funduszy w ostatnich sześciu latach. W rezultacie handel na rynku funduszy federalnych osłabł, a transakcje zawierają na nim głównie amerykańskie przedstawicielstwa banków zagranicznych operujące w charakterze arbitrażystów, wskazują analizy Federal Reserve of New York.
Aby podtrzymać ten rynek Fed musiałby płacić bankom premię, by chciały na nim handlować, co z kolei zmniejszyłoby jego zyski zasilające kasę rządu. Zresztą, nawet wówczas banki mogłyby nie chcieć zawierać transakcji na rynku funduszy federalnych z powodu surowszych reguł dotyczących ich zadłużenia.
- Nie podobają mi się implikacje polityczne czy też ekonomiczne - przyznaje Joseph Gagnon, były pracownik Fedu i Departamentu Skarbu a obecnie zatrudniony w waszyngtońskim Peterson Institute of Intenational Economics. Podobnie jak Jeremy Stein, były gubernator Fedu zwraca on uwagę na wiążące się z tym koszty podatników i mniej efektywny system. Dennis Lockhart, szef Fedu w Atlancie, w wywiadzie dla Bloomberg News zasugerował iż ostatecznego porozumienia dotyczącego strategii wyjścia można spodziewać się na wrześniowym posiedzeniu FOMC.
Wygląda na to, że Fed nadal będzie określał docelowy poziom referencyjnego oprocentowania funduszy federalnych, którym banki obciążają się nawzajem zaciągając pożyczki jednodniowe. Oprocentowanie jakie Fed płaci bankom za depozyty będzie w tej sytuacji górną granicą widełek a oprocentowanie jakie Fed płaci funduszom rynku pieniężnego i innym za zaciągane przez siebie pożyczki będzie dolnym poziomem.
Członkowie kierownictwa Fedu wolą realizować swoją politykę za pośrednictwem banków, które nadzorują niż za pośrednictwem funduszy rynku pieniężnego, których są poza ich kontrolą.
Ekonomiści skrytykowali strategię Fedu jako nieefektywną i kosztowną dla podatników. Wyższe oprocentowanie oferowane bankom za ściąganą płynność uszczupli zyski z jego portfela inwestycyjnego, które transferuje do kasy rządu. W 2013 r. trafiło tam w ten sposób 79,6 miliarda dolarów. - Wprawdzie Fed nie jest instytucją zorientowaną na maksymalizację zysku, ale w tym przypadku pytanie: dlaczego swoich operacji nie przeprowadza tak tanio jak to tylko możliwe nie jest pozbawione sensu - wskazuje Stein, obecnie wykładowca w Harvard University.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA