fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Plajta Argentyny to nie katastrofa

Bloomberg
Brak porozumienia z tzw. funduszami sępimi doprowadził do kolejnego bankructwa kraju.
Argentyna zbankrutowała – ogłosiła w nocy ze środy na czwartek agencja Standard & Poor's, ścinając argentyński rating kredytowy z poziomu CCC- do „selektywne bankructwo". Stało się tak, gdyż argentyński rząd nie spłacił do północy 30 lipca 539 mln dol. odsetek właścicielom jej zrestrukturyzowanych obligacji.Nie spłacił, bo uniemożliwiły mu to amerykańskie sądy, które zażądały, by spłacił najpierw grupę funduszy hedgingowych (zwanych funduszami sępimi), które nie brały udziału w dwóch restrukturyzacjach argentyńskiego długu w poprzedniej dekadzie. Do północy 30 lipca nie udało się władzom z Buenos Aires porozumieć z grupą funduszy sępich, której przewodził Elliott Capital Management Paula Singera oraz Aurelius Capital Management Marka Brodsky'ego. Instytucje te chciały spłaty 1,33 mld dol. obligacji wyemitowanych przed bankructwem Argentyny, do którego doszło w 2001 r. Po tamtym bankructwie skupowały argentyński dług za bezcen i przez ponad dekadę walczyły o spłatę jego nominalnej wartości.
Administracja argentyńskiej prezydent Cristiny Fernández de Kirchner chciała za wszelką cenę uniknąć spłacania ich w pełnym wymiarze, gdyż mogłoby to zachęcić pozostałych wierzycieli kraju do renegocjacji warunków poprzednich restrukturyzacji argentyńskiego długu. Taka lawina roszczeń mogłaby sięgnąć kilkuset miliardów dolarów. Techniczne bankructwo zostało więc uznane za mniejsze zło.

Rynkowe rozdroże

Kłopoty zadłużeniowe Argentyny początkowo nie wywoływały większego niepokoju rynków. Merval, główny indeks giełdy w Buenos Aires, wzrósł w środę o 6,9 proc., do najwyższego poziomu od 20 lat (wczorajsza sesja rozpoczęła się od ponad 1-proc. spadku). Rentowność argentyńskich obligacji dziesięcioletnich zaś spadała do 8,8 proc., podczas gdy w zeszłym tygodniu przekraczała 10 proc. Sytuacja na argentyńskim rynku w nadchodzących tygodniach będzie w dużej mierze zależała od działań argentyńskiego rządu i tego, jak poradzi sobie on z wierzycielami. Wiele zależeć będzie również od tego, czy w następstwie bankructwa dojdzie do dewaluacji peso.

Procedura upadłości

Bankructwo na części argentyńskiego długu może uruchomić klauzule nakazujące wypłatę wierzycielom 39 mld dol., sumy równej rezerwom walutowym kraju. Uruchomione zostaną wówczas również kontrakty CDS (ubezpieczające przed bankructwem dłużnika), których łączna wartość dla całego argentyńskiego długu wynosi zaledwie 1,04 mld dol.
Stanie się tak dopiero, gdy bankructwo Argentyny oficjalnie ogłosi Międzynarodowe Stowarzyszenie Swapów i Derywatów (ISDA). Argentyna może w ciągu kilku dni uniknąć formalnego bankructwa, jeśli się porozumie z wierzycielami zrestrukturyzowanego długu. Według analityków rząd z Buenos Aires może obejść blokadę amerykańskiego sądu nałożoną na spłatę pieniędzy, wymieniając posiadane przez wierzycieli obligacje na nowe papiery.
Analitycy wskazują również, że teraz kraj jest w zupełnie innej sytuacji niż w 2001 r. Choć jest pogrążony w recesji, a inflacja (według nieoficjalnych danych) sięga 40 proc., to Argentynie nie grozi całkowite załamanie społeczno-gospodarcze. – Bankructwo Argentyny tym razem będzie krótkotrwałym epizodem i nie powinno mieć większego znaczenia dla kraju – twierdzi Mauro Roca, ekonomista z Goldman Sachs.
– Stworzono wiele eufemizmów, by opisać tę sytuację. Ale nie mogło dojść do bankructwa, skoro złożyliśmy pieniądze dla inwestorów na specjalnym koncie. Będziemy nadal spłacać swoje długi – deklaruje Axel Kicillof, minister gospodarki Argentyny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA