fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Jak Peter V. łowił klientów

Rzeczpospolita
Izabela Kacprzak
Miał otwierać rachunki politykom i biznesmenom posiadającym przynajmniej milion dolarów
„Rz” dotarła do niektórych materiałów śledztwa katowickiej prokuratury badającej okoliczności ułaskawienia w 2000 r. przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Petera V. Chodziło o skasowanie kary za brutalne zamordowanie na początku lat 70. 75-letniej kobiety.
Z dokumentów wynika, że po ułaskawieniu V. energicznie zabiegał o pozyskiwanie w Polsce bogatych klientów zainteresowanych założeniem konta w Coutts Banku, którego był wiceprezesem. „[V.] mówi, że zajmuje się szukaniem klientów (...) takich od poziomu miliona dolarów w górę... czy może z mojej strony [jest zainteresowanie], na zasadzie żartu padło [takie pytanie]” – zeznał w połowie 2006 r. przed katowicką prokuraturą Jacek Piechota, były minister gospodarki. Zaznaczył, że aresztowany kilka dni temu szwajcarski bankowiec chciał też, aby polecić mu potencjalnych klientów. „Poznałem, będąc posłem przez tyle lat, wszystkich najbogatszych ludzi w kraju, ale nie interesowało mnie to od strony ich kont, biznesów (...), więc nie miałem mu kogo wskazać” – zeznał.
Konkretne osoby mieli mu za to wskazywać inni politycy, nie tylko lewicy. Wielu z nich V. poznał na początku lat 90., gdy bardzo często gościł w Sejmie. Właśnie tam poznał w 1995 r. Piechotę. Jego nazwisko, podobnie jak nazwisko byłego ministra skarbu Wiesława Kaczmarka, pojawiło się w zeznaniach Marka Dochnala. Lobbysta miał je usłyszeć od samego V., który chwalił się niektórymi klientami. Politycy stanowczo jednak zaprzeczali, jakoby mieli tajne konta. Nowe światło na sprawę może rzucić Janusz Kaczmarek, były prokurator i szef MSWiA, którego wczoraj Ministerstwo Sprawiedliwości zwolniło z tajemnicy państwowej. Nieoficjalnie mówi się o kilkudziesięciu kontach wpływowych Polaków. W materiałach katowickiego śledztwa nie ma jednak, jak podał „Dziennik”, dokumentów przelewów między kontami założonymi przez V. w Coutts Banku. Informacje zdementował Zbigniew Pustelnik, szef Wydziału Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej w Katowicach. Według informacji „Rz” V. oprócz poszukiwania bogatych klientów dla banku był również przedstawicielem kilku przedsiębiorstw. Jak wynika z akt śledztwa, w lutym 1996 r. V. jako przedstawiciel holenderskiej firmy telekomunikacyjnej Telecom podejmował w Amsterdamie delegację polskiego parlamentu. Wśród polityków odwiedzających Holandię był również Piechota, wówczas zajmujący się nowelizacją ustawy o łączności. V. osobiście opiekował się gośćmi. Miał lobbować za niektórymi rozwiązaniami korzystnymi dla firmy. – Czasem odnosiłem takie wrażenie – mówi „Rz” Piechota. V. lobbował także za innymi rozwiązaniami – jako przedstawiciel jednej z zagranicznych firm chciał sprzedać Urzędowi Ochrony Państwa systemy kryptograficzne. W tym celu starał się wykorzystać znajomości w służbach specjalnych. Jaki był w tej sprawie udział jego kuzynki Ireny Popoff, w latach 1993 – 1996 rzeczniczki UOP? „Nic nie wiem na ten temat” – zeznała śledczym Popoff. Peter V. został zatrzymany w Wielkanoc przez oficerów Centralnego Biura Śledczego. Prokuratura postawiła mu zarzut prania pieniędzy w spółkach należących do Dochnala. – Czekam na pisemne uzasadnienie sądu, bo zamierzam zaskarżyć postanowienie o tymczasowym aresztowaniu mojego klienta – mówi adwokat bankowca Jerzy Jamka, który wcześniej bronił m.in. Józefa Oleksego i był doradcą byłego sekretarza PZPR Stanisława Kani. – Budzi moje zdziwienie to, że prokuratura z Katowic zamierza ścigać domniemane przestępstwa popełnione na terenie Szwajcarii. Od tego są miejscowe organy ścigania. Jak ustaliła „Rz”, CBŚ miało informację, że V. przyjechał do Polski, dopiero dwa dni przed jego zatrzymaniem. Dochnal twierdzi tymczasem, że bankowiec przebywał w Polsce od grudnia 2007 r. Od końca lutego, gdy prokuratura zgromadziła wystarczający materiał do postawienia V. zarzutów, bankowcowi założono podsłuch na telefonie, śledzono każdy jego ruch i kontakty. CBŚ czekało, aż V. przyjedzie do Polski. Prokuratura nie chciała wydawać za nim międzynarodowego listu gończego w obawie przed ucieczką. Śledczy z Katowic, wbrew temu, co napisał wczorajszy „Dziennik”, nie zamierzają proponować Peterowi V. statusu małego świadka koronnego. Nie spełnia on podstawowych warunków, m.in. nie działał w zorganizowanej grupie przestępczej. Dyskwalifikują go też postawione mu zarzuty (wyprania kilkudziesięciu milionów złotych z firm Marka Dochnala). Zgodnie z prawem przestępca, który poszedł na współpracę z prokuraturą, może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary. Potocznie nazywa się go małym świadkiem koronnym. Ale ten świadek musi być członkiem grupy przestępczej. W prokuraturze musi ujawnić informacje o okolicznościach przestępstwa, nazwiska osób uczestniczących w jego popełnieniu i korzyści, które dzięki temu osiągnął. Świadkiem koronnym nie może być zabójca ani szef gangu. O przyznaniu statusu decyduje sąd na wniosek prokuratury. —i.k. masz pytanie, wyślij e-mail do autora p.nisztor@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA