fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Siedem tomów zażaleń Grabka

Od 15 miesięcy dwa wyroki nakazujące rodzinie Grabków zwrócić ponad 13 mln zł nie mogą się uprawomocnić. Za to w szybkim tempie rosną akta sprawy
Odwołania, zażalenia i postanowienia zapełniły już kolejnych siedem tomów.
Sąd Okręgowy w Łodzi nakazał w dwóch sprawach firmom związanym z rodziną Grabków zwrócić pożyczki (z odsetkami), które otrzymały z kasy Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi. Pierwszą pożyczkę na kwotę 7,7 mln zł wzięła Anna Grabek, córka Kazimierza, zwanego królem żelatyny. Druga wynosiła niemal 5,8 mln zł, a uzyskały ją trzy firmy związane z rodziną oraz Anna i Halina Grabek. Po kilku ratach pożyczkobiorcy zaprzestali spłat. Sprawa trafiła do sądu, gdzie mimo nieustannych kłopotów ze zdrowiem pozwanych po dwóch latach od rozpoczęcia procesu udało się ogłosić wyroki.
Teresa Kępa reprezentująca rodzinę Grabków odebrała wyrok wysłany z uzasadnieniem w styczniu 2007 r. Odesłała go 10 lutego, informując, że wymówiła klientom pełnomocnictwo. Łódzki sąd – zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego – uznał doręczenie za skuteczne. Apelację złożoną przez kolejnego pełnomocnika Kazimierza Grabka sąd odrzucił jako złożoną po terminie. Ten zażalił się na to postanowienie i wystąpił o zwolnienie z kosztów córki Anny. Wniesienie apelacji to wydatek 100 tys. zł, zażalenia zaś – 20 tys. zł. Sąd co prawda odpowiedział, że nie ma podstaw do korzystania przez Annę z przywileju prawa ubogich, ale zgodził się na obniżenie kosztów apelacji do 50 tys. zł. Korespondencja między sądem i Grabkami trwa, bo pełnomocnik ma w zwyczaju odbierać pocztę przedostatniego lub ostatniego dnia (już po doręczeniu powtórnego awizo). Kilkakrotnie zdarzyło się, że zniknęły potwierdzenia doręczeń przesyłek adresatowi, czyli tzw. zwrotki. Sąd, nie wiedząc, czy rzeczywiście pisma trafiły do adresata, prosił pocztę o wyjaśnienie. Za każdym razem okazywało się, że korespondencja dotarła. Dla sądu oznaczało to przywracanie terminu i wysłanie kolejnego zawiadomienia do pełnomocnika. Ponadto Grabek składa niekompletne oświadczenia, które należy uzupełnić, lub dokonuje częściowych wpłat od apelacji, np. 30 zł opłaty podstawowej zamiast 100 tys. zł. Podczas gdy w pierwszej ze spraw (7,7 mln zł) król żelatyny reprezentował córkę Annę, w drugiej (5,8 mln zł) został pełnomocnikiem także uczestniczących w pożyczce żony Haliny i trzech spółek należących do członków rodziny. W boju o apelację wysłał już 45 zażaleń i 17 wniosków o zwolnienie z opłat. Zdarzyło się, że w imieniu spółki Konsumprod wystąpił o umorzenie postępowania wywołanego własnym zażaleniem! Ogłosił w nim, że jest w bezpośrednim kontakcie z zarządem funduszu ochrony środowiska i prowadzi negocjacje w celu zawarcia obustronnie korzystnej ugody. – O żadnej ugodzie nie może być mowy – odpowiada na to Jarosław Moc, pełnomocnik funduszu. – Oczekujemy zwrotu pożyczek. Nim WFOŚiGW będzie mógł się starać o pieniądze, musi otrzymać prawomocne wyroki, a w ostatnim czasie sprawa ponownie się zagmatwała, bo Anna Grabek wymówiła pełnomocnictwo, którego udzieliła ojcu. – Wystąpiła o wyznaczenie radcy prawnego lub adwokata, który będzie ją reprezentował przed sądem – informuje sędzia Anna Beniak, przewodnicząca wydziału cywilnego. Ponadto złożyła wniosek o zwolnienie jej z kosztów apelacji i zażaleń w związku z pogorszeniem się jej sytuacji finansowej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA