fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Mecz polskich naszych siatkarzy z Brazylią

W pierwszym meczu w Krakowie Polacy wygrali z Brazylią 3:1
PAP, Jacek Bednarczyk Jacek Bednarczyk
Polacy w Lidze Światowej grają coraz lepiej i nie powinno ich zabraknąć w finale we Florencji.
Prawie 16 tysięcy widzów, wspaniała atmosfera w Kraków Arenie, największej hali sportowej w Polsce. Piątkowy mecz naszych siatkarzy z Brazylią, trzykrotnymi mistrzami świata i srebrnymi medalistami ostatnich igrzysk w Londynie, otworzył ten obiekt. Drużyna Stephane'a Antigi nie zawiodła, a Brazylijczycy bili brawo, komplementując grę gospodarzy i chwaląc piękną halę. Polacy wygrali pierwsze spotkanie 3:1 i zrobili kolejny duży krok na drodze do Florencji (finał 16–20 lipca).
Francuski trener naszej reprezentacji nie ukrywa, że chciałby tam się znaleźć i sprawdzić w konfrontacji z najlepszymi formę przed mistrzostwami świata. Do pierwszego meczu z Serbią na Stadionie Narodowym zostały ponad dwa miesiące i na szczęście solidny szkielet narodowej drużyny już jest.
Z Brazylią nie zagrał Mariusz Wlazły z powodu drobnego urazu pleców, ale to nie oznacza, że traci miejsce w kadrze. Na razie jest jej pewnym punktem, ale rywalizacja na pozycji atakującego z Grzegorzem Boćkiem i Dawidem Konarskim tak naprawdę dopiero się zaczyna. Każdy z nich ma swoje atuty, dziś największe szanse na grę w mistrzostwach wydaje się mieć para Wlazły-Bociek, ale Konarski na pewno będzie walczył do końca.
Antiga dał mu już szansę w pierwszym meczu z Brazylijczykami w Krakowie. Francuz prawie w każdym spotkaniu coś zmienia, zaskakuje. Zaczęło się pod koniec maja w Marindze, gdzie Polacy, po raz pierwszy od 1999 roku pokonali Canarinhos na ich terenie. Tam właśnie zagrali Mateusz Mika z Rafałem Buszkiem na przyjęciu i spisali się znakomicie. I wciąż są w tej drużynie ważnym ogniwem, choć ostatnio coraz częściej na plac gry wchodzi też Bartosz Kurek.
Nie chce się wierzyć, ale w piątkowym wygranym meczu z Brazylią w polskim zespole nie było nikogo ze zwycięskiej drużyny, która dwa lata temu w Sofii sięgnęła po historyczny sukces, zwyciężając w finałowym turnieju Ligi Światowej.
To tylko pokazuje, jak autorska jest kadra Antigi, i jak bardzo różni się od tej Andrei Anastasiego. Pierwszym krokiem i jednocześnie istotnym poligonem przed mistrzostwami  świata będzie finałowy turniej LŚ. Na pewno zagrają tam gospodarze Włosi, a obok nich awans zapewniony mają już Amerykanie, którzy z kompletem zwycięstw prowadzą w grupie B. Z drugiego miejsca prawdopodobnie awansują Rosjanie lub Serbowie, a kogo oprócz Włochów zobaczymy tam z polskiej grupy A?
Wszystko wskazuje, że we Florencji zabraknie przeżywającej wyraźny kryzys Brazylii, a o drugie miejsce powalczą Polska z Iranem. Na szczęście z tej grupy kwalifikują się trzy zespoły, bo gospodarz ma miejsce w finale z urzędu.
Najważniejsze, że gra Polaków cieszy, widać gołym okiem, że robią postępy. Sprawdza się w roli rozgrywającego Fabian Drzyzga, znakomicie radzą sobie szybcy środkowi Skry Bełchatów Karol Kłos i Andrzej Wrona. Ale Piotr Nowakowski nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. W Krakowie z Brazylią spisał się świetnie.
O przyjmujących też nie musimy się martwić. Mika jest rewelacją LŚ, pewnie gra były atakujący Buszek, a Kurek i Winiarski z kwadratu dla rezerwowych widzą, co się dzieje.
Na każdej pozycji jest rywalizacja o miejsce w reprezentacji, a przecież chce się do niej włączyć Michał Kubiak, gdy wróci do gry po kontuzji, Marcin Możdżonek, Paweł Zagumny (choć tu jest chyba najwięcej niewiadomych), Michał Ruciak czy Łukasz Wiśniewski. Mocną pozycję wydaje się mieć tylko libero Paweł Zatorski, ale on też czuje oddech Krzysztofa Ignaczaka.
Sytuacja narodowej drużyny na ponad dwa miesiące przed mistrzostwami świata po raz pierwszy organizowanymi w Polsce wydaje się lepsza, niż oczekiwano.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA