fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Stop korupcji

Infoafera i świadek mimo woli

CBA
Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Jak CBA i prokuratura bezskutecznie próbowały przesłuchać wiceprezesa CAM Media.
Prokuratura uznała, że wiceprezes słynnej spółki CAM Media utrudniał czynności w śledztwie dotyczącym korupcji przy przetargach informatycznych i nałożyła na niego wysoką karę porządkową – 10 tys. zł – dowiedziała się „Rz". Sąd nie podzielił tej oceny i karę cofnął, uznając ją za sprzeczną z przepisami.

Wielka akcja biura

Chodzi o Adama Michalewicza, w którego firmie w listopadzie 2013 r. na polecenie warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej zjawili się funkcjonariusze CBA. Michalewicza chciano przesłuchać w tzw. trybie niecierpiącym zwłoki (art. 137 k.p.k.). Ten jednak odmówił. – Tego dnia zostało zatrzymanych 18 osób, a przesłuchanych kilkadziesiąt, w tym wysokiej rangi urzędnicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Głównego Urzędu Statystycznego i nikt – poza Michalewiczem – nie kwestionował takiego trybu wezwania na przesłuchanie – mówi prok. Andrzej Michalski, jeden z prowadzących śledztwo w sprawie infoafery.
Przeszukania i zatrzymania miały miejsce 19 listopada. I odbiły się szerokim echem – jednego dnia funkcjonariusze CBA weszli do blisko 50 miejsc, w tym do MSZ, GUS i wielu firm. Śledczy szukali dowodów potwierdzających, że mogło dojść do zmowy, czyli ustawienia intratnego przetargu na obsługę prezydencji Polski w UE o wartości 34 mln zł. Kontrakt wygrało konsorcjum EasyLog, It.expert i właśnie CAM Media. W efekcie listopadowej akcji CBA do aresztu trafiła m.in. naczelniczka w MSZ odpowiedzialna za organizację przetargu. Według śledczych był on ustawiony, a w zmowie było 12 osób. W tym Janusz J., prezes firmy EasyLog, a prywatnie partner urzędniczki z MSZ. Nikomu z CAM Media nie przedstawiono zarzutów.
W listopadzie funkcjonariusze CBA zjawili się też w CAM Media w Warszawie i na podstawie postanowienia o przeszukaniu i wydaniu rzeczy wystawionego przez prokuraturę zażądali dokumentów związanych ze wspomnianym przetargiem, a następnie je zabezpieczyli.
Kiedy funkcjonariuszka CBA poinformowała Michalewicza, że w związku z czynnościami zachodzi konieczność przesłuchania go jako świadka w sprawie infoafery, ten odmówił. – Państwo z CBA zechcieli mnie przesłuchać, na co ja, nie będąc prawnikiem, poprosiłem naszego mecenasa o konsultację (chodzi o Jaromira Netzla – prawnika z Gdyni i byłego prezesa PZU – red.) – opowiada Michalewicz w rozmowie z „Rz". – Mecenas bardzo szybko się zjawił, w ciągu kilku minut, ponieważ był akurat niedaleko. To mecenas zasugerował mi, żeby nie udzielać odpowiedzi, ponieważ nie zostałem do tego wezwany w odpowiedni sposób.

Spór o procedurę

– Wiceprezes oświadczył, że wezwanie nie spełnia wymogów, zażądał wezwania go w formie pisemnej – mówi prok. Michalski. – Zaznaczył też, że jest to próba przesłuchania go w innym celu niż procesowy, co nas szczególnie oburzyło.
Dlaczego odmówił? – Nie odmówiłem składania wyjaśnień CBA, ponieważ nie zostałem w odpowiedni sposób do nich zaproszony. Nie byłem poinformowany, w jakim charakterze i w jakiej sprawie mam być przesłuchany. Sąd Okręgowy w Warszawie podzielił moje stanowisko i uchylił karę – tłumaczy „Rz" Adam Michalewicz.
Po akcji funkcjonariuszka CBA sporządziła notatkę opisującą przebieg incydentu, a prok. Andrzej Michalski m.in. uznał zachowanie Michalewicza za aroganckie i nałożył na niego 10 tys. zł kary porządkowej. W uzasadnieniu decyzji prokurator stwierdził, że „postawa wykazana przez świadka wskazuje na bezpodstawne odmawianie składania zeznań w sprawie, w której wykonywano czynności niecierpiące zwłoki w zakresie zebrania, zabezpieczenia i utrwalenia dowodów w sytuacji pozbawienia wolności (zatrzymania 18 osób)". Jego zdaniem „zachowanie świadka w oczywisty sposób utrudniało prowadzone czynności procesowe zmierzające do wyjaśnienia okoliczności objętych przedstawionymi podejrzanym zarzutami" – podkreślił w piśmie prok. Michalski.
Michalewicz złożył w sądzie zażalenie na wymierzenie grzywny. Poprzez pełnomocnika nie zgodził się z uznaniem jego zachowania za aroganckie; uważał, że nie został skutecznie wezwany na przesłuchanie. W piśmie do sądu twierdził, że prokuratura bezpodstawnie przyjęła, że w sprawie zachodziły „okoliczności niecierpiące zwłoki", a wzywając go na przesłuchanie, nie podano, w jakiej sprawie i jakim charakterze ma zeznawać.
Jednak z notatki funkcjonariuszki CBA wynika, że był o tym informowany.
Szef CBA zapewnia o profesjonalizmie działań podwładnej. – Nie mam wątpliwości, że funkcjonariuszka CBA dopełniła standardów i prawidłowo powiadomiła tę osobę o konieczności przesłuchania jej w charakterze świadka. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem i procedurą – zapewnia  „Rz" Paweł Wojtunik.

Sąd uchyla ?karę porządkową

W maju Sąd Okręgowy w Warszawie uznał racje wiceprezesa CAM Media. „Nałożenie na Adama Michalewicza kary jest sprzeczne z obowiązującym prawem" – orzekł sędzia Marek Celej.
Sędzia przyznał, że „wprawdzie art. 138 k.p.k. stanowi, że »w wypadkach nie cierpiących zwłoki można wzywać lub zawiadamiać osoby telefonicznie albo w inny sposób stosownie do okoliczności«, ale jednocześnie przytoczył art. 129 k.p.k. mówiący, że „w wezwaniu należy oznaczyć organ wysyłający oraz podać, w jakiej sprawie, w jakim charakterze, miejscu i czasie ma się stawić".
Według sądu świadek nie został poinformowany „ani w jakiej sprawie, ani w jakim charakterze miał być przesłuchiwany". Wytknął, że o terminie przesłuchania powiadomił go „jedynie funkcjonariusz CBA".
Sąd uznał, że w aktach sprawy brak jest jakiegokolwiek potwierdzenia, że funkcjonariusze CBA usiłowali skutecznie wezwać Michalewicza na przesłuchanie.
Decyzja sądu zaskoczyła prokuraturę. – Jest oczywiste, że wiceprezes został powiadomiony o przesłuchaniu w charakterze świadka i o tym, czego sprawa dotyczy. Zresztą, już żądając wydania dokumentów, funkcjonariusze CBA określili, o jaką sprawę chodzi – mówi prok. Michalski. – Mam nadzieję, że zwykłego Kowalskiego sąd potraktowałby podobnie.
Czy niemożność szybkiego przesłuchania wiceszefa CAM Media wpłynęła na tok śledztwa? Prokuratura tego nie komentuje.
Kazimierz Olejnik, były wiceprokurator generalny, uważa, że tak mogło być. – Sprawa infoafery jest arcypoważna, wiele osób było zatrzymanych, więc zapewne chodziło o to, by w trybie ekstrapilnym coś zweryfikować, wyjaśnić. Zeznania tego świadka mogły mieć ogromne znaczenie dla przebiegu śledztwa. Przesłuchanie świadków zawsze rzutuje wprost na sytuację wielu osób, od nich może zależeć, czy ktoś usłyszy zarzut lub czy zostanie skierowany wniosek o areszt – ocenia Olejnik w rozmowie z „Rz".
– Nie mam wątpliwości, że jeśli prokuratura i CBA uznały, że była potrzeba przesłuchania w takim pilnym trybie, to mogły z tego skorzystać. Po to jest przepis w kodeksie. Ale jeśli świadek mówi: proszę o wezwanie, to ma prawo go chcieć – tłumaczy.
Jak mówi Olejnik, wezwanie na przesłuchanie w szybkim trybie, np. ustnie czy przez telefon, nie jest niczym szczególnym i często stosowanym w postępowaniach.
Zdaniem Kazimierza Olejnika sąd przyjął salomonowe rozwiązanie. – Jak sądzę, uznał, że świadek nie do końca się uchylał, tylko postawił bardziej rygorystyczne warunki i żądał powiadomienia w innym trybie.
– Ze stanowiskiem sądu, który uwzględnił zażalenie, trudno się zgodzić. Ale z uwagi na niemożność zaskarżenia decyzji sądu droga została nam zamknięta – uważa Waldemar Tyl, wiceszef Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.
Adam Michalewicz pisemne wezwanie otrzymał na 2 czerwca, ale do przesłuchania nie doszło. Prokurator nie zgodził się na to, by był przesłuchany w obecności adwokata.
– Zgodnie z art. 87 k.p.k. prokurator może odmówić dopuszczenia do udziału w postępowaniu pełnomocnika, jeżeli uzna, że nie wymaga tego obrona interesów osoby niebędącej stroną – mówi Andrzej Michalski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA