fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Malowanie uniwersyteckiej trawy

Rzeczpospolita, Grzegorz Hawałej GH Grzegorz Hawałej
Nie wolno nam oszukiwać studentów, windując uczelnie w rankingach za pomocą kuglarskich sztuczek. Trzeba im dać solidne, nowoczesne wykształcenie – pisze naukowiec.
Jak dokonać tego, aby polskie szkolnictwo wyższe awansowało na 20. pozycję na świecie? Swoją receptę przedstawił niedawno profesor Jerzy Woźnicki, przewodniczący Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego. W opublikowanym 8 maja w „Rzeczpospolitej" wywiadzie profesor stwierdził: „Jeżeli w procesie konsolidacji połączylibyśmy kilka szkół wyższych, to kapitał ich dokonań by się sumował. Taką operację przewiduje prawo o szkolnictwie wyższym, które mówi o tworzeniu ustawą tzw. związków uczelni, czyli uniwersytetów federacyjnych, bez likwidacji szkół wyższych kreujących związek".
W ten sposób „do 2020 r. w rankingu szanghajskim powinniśmy mieć tyle i tak pozycjonowanych uczelni co Austria, która jest obecnie na 20. miejscu". Dalej następują szczegółowe informacje wyjaśniające między innymi, że w ten sposób powstaną „uniwersytety badawcze" oraz że będą koszty: „minister ogłasza konkurs na stworzenie uniwersytetów badawczych z grantami do wysokości np. 1 miliarda złotych". Wywiad jest zaskakująco szczery, bez owijania w bawełnę profesor mówi, że poprawę pozycji szkolnictwa wyższego w Polsce można osiągnąć za pomocą bardzo prostej sztuczki – kreatywnej statystyki. Poza tym jako wieloletni członek Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich chce przy okazji wytargować co nieco dla profesorskiej korporacji.

Ani słowa o wykształceniu

Nie jest to pierwszy tekst na temat konsolidacji uczelni i trzeba uczciwie przyznać, że nie ma tu, jak w innych tekstach na ten temat, opowieści o tym, że na nowych, wielkich uczelniach studenci będą mieli łatwy dostęp do większej liczby wybitnych profesorów, a większe zespoły badawcze szybciej zdobędą nagrody Nobla. Przekaz jest jasny – interesuje nas pozycja w rankingu i nic więcej. Profesor Woźnicki jest jedną z najbardziej wpływowych osób w polskim świecie akademickim. Od co najmniej 2000 r. jest szarą eminencją rektorskiej korporacji, jest prezesem Fundacji Rektorów Polskich, zrzeszającej byłych wybitnych rektorów polskich uczelni, kieruje Instytutem Społeczeństwa Wiedzy, od kilkunastu lat nieprzerwanie jest członkiem prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Ma ogromny wpływ na kształt prawa regulującego polską naukę i szkolnictwo wyższe. Wywiad z nim nie jest więc kolejnym tekstem publicystycznym przypadkowego profesora, z którego opinią nikt się nie liczy. To głos, z którym liczą się politycy. Nigdy nikt mnie nie spytał, jakie miejsce zajmuje moja uczelnia w rankingu szanghajskim Ogromnie mnie ten wywiad przygnębił. Nie ma w nim ani słowa o tym, że na uniwersytetach studiuje młodzież, która z ukończeniem studiów wiąże nadzieję na przyszłą karierę, na życiowy sukces i dostatnie życie. A to nie będzie zależało od pozycji uczelni w rankingu, lecz od tego, co uda się z niej wynieść – jaką wiedzę, jakie umiejętności, jaki sposób patrzenia na świat. Mamy wspaniałych młodych ludzi, znacznie lepiej wykształconych i lepiej zmotywowanych niż w tych pięknych czasach, gdy ja byłem studentem. Mogą oni w przyszłości budować gospodarkę opartą na wiedzy, tworzyć dzieła sztuki, rozwijać badania naukowe. Na dobrze wykształconą młodzież czeka gospodarka. Mimo że podobno jest bezrobocie, jest wielu pracodawców, którzy desperacko poszukują nie tylko ludzi o unikalnych kompetencjach, ale także takich, którzy mają dobre bazowe wykształcenie w poszukiwanych dziedzinach. Na całym świecie jednym ze źródeł dobrobytu i jednym z motorów rozwoju gospodarki są nowe technologie. Absolwenci dobrych uniwersytetów, studiów doktoranckich, nie tylko w Dolinie Krzemowej, ale także w Polsce – zakładają innowacyjne firmy, sami się bogacą i dają ciekawą pracę dobrze wykształconym absolwentom, takim, którzy nie tylko znają rutynowe technologie, ale także potrafią tworzyć nowe. Nie wolno nam ich oszukiwać, windując uczelnie w rankingach za pomocą kuglarskich sztuczek. Trzeba im dać solidne, nowoczesne wykształcenie. O tym nie ma ani słowa w wywiadzie.

Oszustwo się nie opłaci

Na uczelniach prowadzi się badania. Część jest nikomu niepotrzebna, ale część może pomóc w zrozumieniu świata, prowadzić do poprawy jakości życia lub zwyczajnie do wzrostu dobrobytu. Utworzenie „związków uczelni" w żaden sposób nie wpłynie na jakość prowadzonych badań. Nie poprawi też prestiżu polskich uczonych ani polskich uniwersytetów. Na prestiż wpływają konkretne osiągnięcia: odkrycia naukowe, rozwiązania technologiczne, prestiżowe międzynarodowe nagrody, a ostatnio w Europie także granty ERC – Europejskiej Rady Nauki. Kręcę się po naukowym świecie od ponad 40 lat i nigdy nikt mnie nie spytał, jakie miejsce zajmuje moja uczelnia w rankingu szanghajskim. To nie ma wielkiego znaczenia. Prestiż MIT i Stanfordu nie wynika z ich pozycji w rankingach, lecz z dokonań uczonych, którzy tam pracują. Nie mam wpływu na decyzje polityków ani poparcia w środowisku, ale jestem optymistą. Wierzę, że mamy w Polsce i w diasporze potencjał, który odpowiednio zagospodarowany mógłby w krótkim czasie doprowadzić do rewolucyjnych zmian w polskiej nauce, a w konsekwencji także w gospodarce. Potrzebne jednak są właściwe decyzje, a przede wszystkim wiara, że jest to możliwe. Z wywiadu wynika, że profesor Woźnicki jest, w odróżnienie ode mnie, skrajnym pesymistą. Nie wierzy w możliwość polepszenia jakości nauczania i badań naukowych, a żeby poprawić samopoczucie politykom i profesorom, proponuje malowanie trawy. Wierzy, że podatników i zagranicznych studentów da się oszukać. To nic nie da, nawet jak na papierze będziemy mieli w Polsce siedem „uczelni badawczych", ambitni polscy studenci uciekną za granicę, studenci z Indii nie dadzą się oszukać, a Polska dalej będzie rezerwuarem taniej siły roboczej i największym „call center" na świecie. Oszustwo się nie opłaci. I jeszcze jedno – może się pojawić argument, że konsolidacja nikomu nie zaszkodzi. To nieprawda – proces konsolidacji będzie kosztowny, pochłonie fundusze, których brakuje na sensowne działania, a przede wszystkim energię liderów akademickiego świata, której nie mamy w nadmiarze. Autor jest profesorem matematyki na Uniwersytecie Wrocławskim. W latach 2005–2008 był rektorem tej uczelni
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA