fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Gazprom pożałuje Ukrainy

Janusz Lewandowski
Fotorzepa, Robert Gardzin?ski Robert Gardzin?ski
Jędrzej Bielecki
Unia energetyczna to właściwa odpowiedź na imperialne zapędu Kremla - mówi "Rz" Janusz Lewandowski, unijny komisarz ds. budżetu.
Rz: Polsce nie udało się przeforsować pomysłu wspólnych zakupów gazu przez kraje Unii. To porażka idei unii energetycznej?
Janusz Lewandowski: Absolutnie nie. To jest projekt, który składa się z wielu elementów. Do programu przyjętego przez Komisję Europejską udało się włączyć 3/4 pomysłów zgłoszonych przez Polskę. Mówienie jednym głosem z dostawcami zewnętrznymi gazu to taka wisienka na torcie. Ale i tu uczyniliśmy postęp. Komunikat Komisji Europejskiej przyznaje, że wspólne zakupy zwiększają siłę przetargową Unii. Przywołano także model Euratomu, unijnej agencji, która kupuje uran na potrzeby całej Wspólnoty. Kierunek myślenia jak najbardziej prawidłowy. Na przerwy w dostawie rosyjskiego gazu w 2006 i 2009 r. Unia zareagowała niemrawo. Teraz robi to bardziej zdecydowanie.
Dlaczego?
Bo szuka odpowiedzi na kryzys gospodarczy i imperialne zapędy Kremla, objawione na Ukrainie. Kryzys był zbyt dotkliwy, by uprawiać politykę klimatyczną i ekologiczną w dotychczasowym stylu, tolerując  ceny elektryczności dwukrotnie wyższe, niż w USA a ceny gazu – czterokrotnie wyższe. To podcina konkurencyjność europejskich przedsiębiorstw. Ale jest też drugi powód. Spadła maska z twarzy Putina. Cała Europa zrozumiała, że kryzys ukraiński to wielka rozgrywka geopolityczna, w której Rosja jest gotowa użyć broni gazowej, a nawet odciąć dostawy dla swoich odbiorców na Zachodzie byle odbudować imperium. Unia energetyczna ma zapewnić trwałe bezpieczeństwo dostaw, ale chodzi też o przygotowanie na zagrożenia jeszcze tej zimy.
W jaki sposób?
Chcemy asekurować przede wszystkim sześć krajów, które są w 100 procentach zależne od Gazpromu: Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Słowację i Bułgarię.Działania bieżące przypominają nieco pierwsze reakcje Brukseli na kryzys Grecji, Portugalia, czy Irlandii, zanim powstał trwały mechanizm stabilizacji. Chodzi o ochronę gospodarstw domowych przez uzupełnienie rezerw gazu w Unii, bo ropy wystarczy na 120 dni. Trzeba rozbudowywać urządzenia pozwalające na zwrotne pompowanie gazu ( tzw. reverseflow). Taki mechanizm od kwietnia istnieje na granicy Polski z Niemcami, co w razie potrzeby pozwoliłoby na zaspokojenie niemal 1/3 zapotrzebowania naszego kraju. Podobne instalacje działają na granicy Czech i Słowacji, Austrii i Słowacji, Włoch i Austrii oraz Niemiec i Austrii. Potrzebne są kolejne tak, aby żaden kraj Unii nie pozostał osamotniony.
Kiedy kryzys ukraiński zostanie rozwiązany a strach przed Kremlem minie, Unia nie wróci do starach zasad prowadzenia biznesu z Rosją?
Propozycje Komisji Europejskiej z 28 maja 2014 roku zwiastują głęboką zmianę podejścia UE do energetyki, czyli także do Rosji, co odpowiada polskim interesom. W zeszłym roku rozegrała się istotna dla Polski batalia o budżet. W roku 2014 wybiła godzina energetyki. W styczniu, w tzw. pakiecie klimatyczno-energetycznym udało nam się przeforsować zasadę, iż nie można narzucać ograniczeń emisji dwutlenku węgla bez uwzględniania skutków dla konkurencyjności gospodarki. Co prawda Niemcy, Francja, Włochy, Wielka Brytania wymusiły  ograniczenie o 40 proc. emisji CO2 do 2030, ale zostało to sformułowane w sposób bardzo ogólny, z zastrzeżeniem, że trzeba sprawiedliwie rozłożyćkrajowe koszty tej redukcji (tzw. burdensharing). Równie ważne było przyjęcie miękkich zaleceń, a nie twardego prawa w sprawie wydobycia gazu łupkowego: na przykład na Kaszubach nie stanowią one żadnych przeszkód dla przeprowadzenia odwiertów. W kwietniu Komisja Europejska przyjęła wytyczne, które poważnie zaostrzają zasady pomocy państwa w stosunku do odnawialnych źródeł energii, otwierając zarazem możliwość pomocy publicznej dla modernizacji sieci energetycznych, opartych na istniejących zasobach, czyli w polskich realiach na węglu. Teraz mamy propozycje na czerwcowy szczyt Unii, w zakresie bezpieczeństwa energetycznego, idące śladem wiosennej misji Tuska.
Unia energetyczna poszłaby jednak o wiele dalej, gdyby nie opór Niemiec. Skąd taka postawa Berlina?
Niemcy są respektowanym przez Moskwę partnerem, przez co mogą sprowadzać z Rosji gaz po niższych cenach, a ich koncerny, zaangażowane na wschodzie nie są prostym wykonawcą woli Berlina, jak Gazprom dla Kremla. Trzeba czasu, by nowa geopolityka zmieniła więzi handlowe z Rosją Putina. Gdy jednak patrzę na działania, jakie podejmuje komisarz ds. energii GuntherOettinger i widzę ostatni dokument, który firmuje niemiecki komisarz, nie mam wrażenia, aby Berlin blokował unię energetyczną.
Może dlatego, że jest chadekiem? To współrządząca w Niemczech SPD wykazuje największe zrozumienie dla działań Putina.
Mamy unikalną sytuację, gdy przywódcy Niemiec, kanclerz Merkel i prezydent Gauck, pochodzą z b. NRD, pamiętają komunizm i doceniający historyczną rolę "Solidarności". Z tego bierze się osobista „chemia" w relacjach z Polską, o ile nie mówimy o Niemczech językiem Gomułki i nie jesteśmy postrzegani jako kraj zapiekłych rusofobów.
Bez zgody Niemiec idea wspólnych zakupów nie będzie możliwa?
Niemcy się liczą, ale przekonywanie Europy, że gra zespołowa w energetyce jest korzystna dla wszystkich, daje efekty. Dowodzi tego nie tylko Euratom, ale też np. Nordpool - wspólny rynek elektryczności w  Skandynawii. Wspólne zakupy gazu na dziś trudno przeprowadzić w gronie wszystkich krajów członkowskich, ale krokiem w tym kierunku może być inicjatywa grupy państw, rozumiejących, ze daje to korzystne ceny. Co w połączeniu z dywersyfikacją importu, rozwojem magazynów i interkonektorów oraz wydobycie gazu łupkowego postawi wkrótce Gazprom w zupełnie innej pozycji negocjacyjnej.
Dla Rosji to oznaczałoby strategiczną porażkę: połowa budżetu kraju pochodzi z dochodów z eksportu nośników energii.
Już teraz Putin musi się asekurować kontraktem na dostawy gazu do Chin, którego warunki dyktowała raczej strona chińska niż Rosja. To dowód, że unia energetyczna jest właściwą odpowiedzią na imperialne zapędy Kremla. Bowiem Rosja pozostaje zagłębiem surowcowym Unii i w tym sensie przegrała globalizację. Jeśli Unia będzie konsekwentna, wedle polskich podpowiedzi, Rosja może pozostać dostarczycielem surowców dla Europy, tyle że na zupełnie innych warunkach.

Unia liczy na gazowe porozumienie

Dziś rozstrzygnie się, czy Rosja i Ukraina porozumieją się w sprawie gazu. W piątek Gunther Oettinger, unijny komisarz ds. energetyki, oświadczył, że Naftogaz, ukraiński operator gazowy, przelał Gazpromowi 786 mln dol. Jest to kwota za gaz otrzymany w lutym i marcu. Komisja Europejska ma nadzieję, że Rosja i Ukraina w poniedziałek podpiszą porozumienie w sprawie ceny gazu. Ukraińcy chcą, by było to 268 dol./1000 m3, a wtedy spłacą cały dług w dziesięć dni, dodał Oettinger. Sprawiedliwa cena dla Ukrainy to jego zdaniem 340–390 dol. Ukraina nie będzie natomiast kupować gazu po 500 dol./1000 m3, jak to sobie teraz liczą Rosjanie. Ukraina przygotowuje się na każdą ewentualność. Naftogaz wynajął norweską kancelarię do ochrony swoich interesów w sporze z Gazpromem. Premier Arsenij Jaceniuk domaga się też od Gazpromu 1 mld dol. rekompensaty za przejęcie krymskiego Czernomornieftiegazu. Według Gazpromu Naftogaz jest już winny ponad 5 mld dol.
—i.t. więcej www.ekonomia.rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA