fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Maciej Rybiński: Warchoł polski redaguje i czyta gazety

Maciej Rybiński
Fotorzepa, Darek Golik
Próbowałem sobie wyobrazić obiektywny felieton. Musiałby być pozbawiony myśli własnej, agresji i dowcipu. Po prostu nudny. Mamy paru takich obiektywnych felietonistów, ale to jeszcze nie jest klasa europejska w znaczeniu propagowanym przez OBWE – pisze felietonista Maciej Rybiński
Wielkanoc, tak mnie zapewniały przez ostatnie dni wszystkie media, wierzące i niewierzące, jest okresem refleksji nad kondycją ludzką, sensem istnienia, przemijaniem i nadzieją. To prawda. Sam zadumałem się podczas śniadania Wielkanocnego nad kierunkiem, w którym zmierza świat, zanim z zamyślenia nie wyrwał mnie apel: nalej na drugą nogę i przysuń sałatkę.
W tym momencie moich rozmyślań byłem akurat w punkcie wiary, że wszystko idzie ku dobremu, bo nad właściwym kierunkiem rozwoju ludzkości czuwają potężne instytucje, korygujące błędy i prostujące drogi. Jak na przykład Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, która na Wielkanoc sprezentowała nam pisankę obiektywizmu. Zanalizowała polskie media z okresu kampanii wyborczej i wystawiła cenzurki. Kto był obiektywny, a kto, wręcz przeciwnie – stronniczy. Obiektywnie, zdaniem OBWE wygrał tę rywalizację „Dziennik”, cała reszta z telewizją publiczną przepadła z kretesem. Nawet „Gazeta Wyborcza”. Przed OBWE stoi teraz kolejne, jeszcze ambitniejsze zadanie. Sporządzenie listy dziennikarzy obiektywnych i nieobiektywnych. Kto pisze całkowicie obiektywne komentarze? Tylko ten, kto osobiście jest w tych komentarzach nieobecny. Ten, kto zamyka się w klozetce, zostawiając na zewnątrz siebie, swoje doświadczenie życiowe, poglądy, lektury, przemyślenia, sympatie oraz antypatie i wsłuchany w szum muszli leje obiektywizmem na papier.
Próbowałem sobie wyobrazić obiektywny felieton. Musiałby być pozbawiony myśli własnej, agresji i dowcipu. Po prostu nudny. Mamy paru takich obiektywnych felietonistów, ale to jeszcze nie jest klasa europejska w znaczeniu propagowanym przez OBWE. Polacy ciągle nie są jeszcze dostatecznie martwi i skamieniali, aby się trzymać, jak ostryga skały, umysłowych wytycznych. Ta cała tradycja polski szlacheckiej, zaścianka, liberum veto, wolnoć Tomku w swoim domku, szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie kładzie się ponurym cieniem na obiektywizmie polskich mediów i ich autorów. Dziennikarz wydaje się być oswojony, je z ręki, macha chwostem i staje słupka, a tu nagle napada go atawizm i jak nie wierzgnie subiektywnie. Aż się wszystkim obiektywnie robi nieprzyjemnie. Ale, z OBWE w awangardzie zmierzamy nieuchronnie we właściwym kierunku. Wolność, jak słusznie zauważył nieśmiertelny Lenin, to uświadomiona konieczność. Idziemy w stronę obiektywizmu absolutnego wielkimi krokami. I już wkrótce znajdziemy się z powrotem tam, skąd wyszliśmy. W latach 70. byłem służbowo w Sofii i zaprowadzono mnie do redakcji gazety „Rabotniczesko Deło” na spotkanie z kierownictwem. Na moje szczere pytanie – Jak u was działa cenzura? – zapanowała pewna konsternacja, po czym poinformowano mnie, że w Bułgarii cenzury nie ma. – Jak to, nie ma? – zdziwiłem się – a jak ktoś napisze coś niestosownego, niewłaściwego? Zapadło długie milczenie i po głębokim namyśle redaktor naczelny zapewnił mnie: – Ee, nie napisze. Po czym zaproponował szklaneczkę grozdowej. To jest ideał, do którego wiodą nas instytucjonalne i moralne autorytety Europy. Nie chodzi o to, żeby zakazać, tłumić, nie pozwalać i zmuszać w końcu do obiektywizmu. Chodzi o to, żebyśmy sami, z własnej i nieprzymuszonej woli, wyniesieni na wyższy szczebel świadomości stali się obiektywni aż do bólu. Ludzie, którzy rezygnację z samodzielnego myślenia i ogłaszania jego owoców publicznie uważają za miarę postępu moralnego i intelektualnego poddają nas na razie ocenom, które mają nas przyprowadzić do opamiętania i dobrowolnego samoograniczenia. Jak się nie ugniemy, to czekają nas surowe przepisy i numerus clausus. Skończy się tak, że ktoś, kto będzie chciał do obowiązujących i posiadających imprimatur poglądów dodać coś od siebie, będzie jechał do Puszczy Białowieskiej i tam, w rezerwacie ścisłym upewniwszy się, że nie ma w pobliżu ani gajowych ani nawet żubrów wykrzyczy to, co go w duszy gniecie w obojętne niebo. Choć nie ma pewności, czy i wtedy nie strzeli grom z jasnego nieba. OBWE czuwa. Zawsze fascynowała mnie głupota traktowana filozoficznie, jako czynnik kondycji ludzkiej. Rozważałem miejsce głupoty i jej opozycji – mądrości – w ewolucji i przetrwaniu gatunków. Uczeni odkryli znaczenie rozkładu plam brzusznych u ryb karpiowatych dla przetrwania zimy w zamarzających zbiornikach wodnych, albo wpływ owłosienia uszu na szanse spłodzenia potomstwa przez surykatki. Nauce nie wiadomo natomiast nic o tym, aby dla przetrwania, zajęcia wysokiej pozycji w stadzie, rozmnożenia się, objęcia przywództwa i odbierania czci od innych przez osobnika gatunku homo sapiens jakiekolwiek znaczenie miała obecność i jakość tego sapiens. Gdyby głupota była czynnikiem negatywnie wpływającym na szanse życiowe jednostki, zaś mądrość (nie mylić z cwaniactwem, przebiegłością, sprytem – największy dureń jest z reguły najcwańszy) miała efekty pozytywne, już dawno w procesie selekcji naturalnej głupcy by wiginęli, pozostali zaś tylko mądrzy płodząc coraz mądrzejszych. Skoro tak nie jest, to mądrość i głupota nie mają żadnego głębszego znaczenia. Być może nawet samo rozróżnienie pomiędzy mądrością i głupotą pozbawione jest sensu. Dziś na dodatek takie rozróżnienie jest niepoprawne politycznie. Od Rewolucji Francuskiej ludzie są sobie równi, co zinterpretowano między innymi i tak, że wszyscy są po równi mądrzy, lub inaczej – jednakowo głupi. Przepraszam, jednakowo mądrzy inaczej. Zamieszanie powiększa całkowite zatarcie różnicy między kwalifikacjami umysłowymi i moralnymi. Jeśli zdarzy się ktoś mądry, kto głosi prawdy niewygodne dla głupców, powiada się – jeśli te prawdy stanowią ewidentną mądrość – że są one niemoralne. Kiedy z kolei głupiec mówi głupio głupstwa pożądane, zyskuje poklask jako wyraziciel nadzwyczaj moralnych idei. Brak obiektywizmu jest stanem niemoralnym, jak każdy rodzaj indywidualizmu, odłączenia się od stada, samodzielności, odwrócenia się tyłem do kolektywu. Tym niemniej nie widzę szans, aby w najbliższej przyszłości Polacy z przewodnikiem OBWE po polskich mediach z dołączoną listą rankingową obiektywizmu podejmowali w kiosku decyzję, kogo czytać a kogo nie. Co kupić, a co ma iść na makulaturę. To smutne rozeznanie, że i w tym przypadku Polacy wolą warcholstwo. Autor jest publicystą i felietonistą dziennika „Fakt” Skomentuj na blogu
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA