fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Zielona energia na końcu świata

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Iwona Trusewicz
Gdyby całą świąteczną aktywność Nowozelandczyków zamienić na prąd, to kraj miałby najtańszą energię na świecie.
Postanowiłam spędzić Wielkanoc na Wyspie Steward - najmniejszej, położonej najbardziej na południe i najmniej znanej - trzeciej nowozelandzkiej wyspie. Tak jak u nas - Nowozelandczycy w Wielkanoc też mają wolne, a świętowanie zaczynają już w Wielki Piątek. Pakują mianowicie plecaki i wyruszają jak najdalej od domów, na szlaki wędrowne, których we wszystkich częściach kraju nie brakuje.
Najeżdżają też Wyspę Steward i jej blisko 400 stałych mieszkańców. Wyspa jest bardzo górzysta i wcale nie mała - 45 km szeroka, 75 km długa i mająca ok. 700 km linii brzegowej. Porastają ją gęste lasy deszczowe i busz. Jedyna miejscowość - Oban należy do najpiękniejszych w Nowej Zelandii. Każdy dom, położony tarasowo na wzgórzach nad Morzem Tasmana zanurzony jest w bajkowej zieleni będącej mieszanką lasu deszczowego i rajskiego ogrodu.
Z Wyspą Południową łączy Oban prom (godzina rejsu) przez Cieśninę Cooka, na której królują „ryczące czterdziestki". Dalej na południe są już tylko wyspy subantarktyczne i sama Antarktyda.
I choć na Steward jest tylko 20 km asfaltowych dróg, to szlaków do wędrowania - ponad 200 km. To one przyciągnęły tu w Wielkanoc gości z plecakami i w odzieży trampingowej. Wszystkie miejsca noclegowe w Oban zostały już dawno zarezerwowane, podobnie jak noclegi w chatach na najsłynniejszym szlaku Rakiura, zaliczanym do tzw. Great Walks - Wiekich Narodowych Wędrówek Nowej Zelandii.
Na szlak wybrałam się więc przed świąteczną gorączką. Wiedzie lasami deszczowymi, w których królują paprocie drzewiaste i strzeliste drzewa rimu, a nocą z kryjówek na żer wychodzą pierzaste kiwi. Ciągną się wielkimi plażami z białym piaskiem, klifami, górami i wzdłuż zatok w zapierającymi dech widokami.
Szlakiem wędrują całe rodziny, piechurzy w wieku emerytalnym i studenci. Pozdrawiają się, uśmiechają, czasami rzucą miłe słowo. Gdy wieczorem wszyscy docieramy do chaty (światła nie ma, tylko bieżąca woda, materace i wygódki w lesie, śmieci zabiera się ze sobą), to najpierw wędrowcy rzucają się na gotowanie, a potem można rozmawiać przy blasku świec.
Jill przyleciała na Steward z Christchurch - największego miasta Wyspy Południowej. Na co dzień jest pracownicą socjalną, ale każde święta spędza na szlaku z grupą przyjaciół. Mówi, że Wielkanoc to kolejna okazja do aktywności i ruchu, do poznawania nowych miejsc.
Rzeczywiście z Wielkanocą na tym południowym skrawku świata nie wiąże się ani zakupowe, ani jedzeniowe, ani dekoracyjne szaleństwo. W Invercargill (60 tys. mieszkańców) - znalazłam jedną wystawę z jajami, króliczkami i kurczątkami. W jedynym sklepie Oban zapytana o Wielkanoc sprzedawczyni wskazała na niewielki koszyk czekoladowych jaj. Coś jednak z tradycji pozostało. W Wielką Sobotę, po potężnym sztormie mieszkańcy urządzili sobie przy głównej plaży festyn z domowymi wypiekami sprzedawanymi na charytatywny cel oraz poszukiwaniem zakopanych w piasku jajek z czekolady. Plażę przekopywali więc równo rodzice i dzieci.
Największym bólem głowy Wyspy Steward są dziś koszty energii. Prąd jest tu średnio trzy razy droższy aniżeli na „kontynencie", stąd wszędzie prośby o jego oszczędzanie. Prąd wypracowuje tutaj pięć generatorów na olej napędowy sprowadzany z Wyspy Południowej. Taka energia kosztuje rocznie 400 osobową społeczność i budżet państwa ok. 0,5 mln dol..
A przecież wyspa ma potencjał, który już dawno mogłaby zamienić na tanią energię. I nie myślę tutaj o tych tysiącach wędrowców na szlakach. Jeszcze nie mamy technologii, która pozwalałaby zamienić ludzką aktywność na kilowaty. A szkoda, bo w Nowej Zelandii na pewno by się sprawdziła.
Na razie na Steward szczególnie jesienią i zimą szaleją porywiste wiatry. Żadne wiatraki jednak tu nie stoją. Jak powiedziała mi Aline, która z mężem prowadzi małe biuro turystyczne, wiatraki w Oban nie mają raczej szans, bo oszpeciłyby niezwykłej urody krajobraz okolicy. Lokalna społeczność skłania się natomiast do wykorzystania słońca. Deputowany Andrew Williams w marcowym raporcie na temat energii na wyspie dowodzi, że przy 1650 godzinach słońca rocznie właśnie energia solarna jest przyszłością Steward.
Prędzej czy później, a raczej prędzej, do Oban czyli tam gdzie kończy się lub zaczyna (zależy jak patrzeć) ludzka cywilizacja, dojdzie więc też energetyka odnawialna. Są bowiem na świecie miejsca, gdzie innej alternatywny po prostu nie ma.
Źródło: energianews.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA