fbTrack

Świat

Jak Europa powstrzymała amerykańskie wyroki śmierci

sala wyroków stanu Missouri
commons.wikimedia.org
Skończył się już pierwszy kwartał, a w Stanach Zjednoczonych, które wciąż znajdują się w czołówce państw wykonujących wyroki śmierci (43 wyroki w 2012 r.) stracono w tym roku zaledwie jednego więźnia.
19 stycznia Department of Rehabilitation and Correction stanu Ohio wykonał wyrok śmierci na Dennisie McGuire. Problem w tym, że umierał on bardzo długo i najprawdopodobniej w męczarniach. Jak relacjonował obecny podczas wykonania wyroku ksiądz Lawrence Hummer skazaniec ciężko dyszał, dusił się i ściskał pięści. Zgon nastąpił dopiero po 11 minutach. Obrońcy praw człowieka uznali, że wyrok wykonano w sposób niehumanitarny, dlatego czasowo wstrzymano stosowanie kary śmierci.
Powodem kłopotów amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości jest solidarne stanowisko państw Unii Europejskiej, które nie godzą się na eksport substancji chemicznych potrzebnych do wykonania zabójczej mieszanki wstrzykiwanej skazańcom. Amerykanie są bezsilni. Produkcja potrzebnych składników nie jest problemem z chemicznego punktu widzenia, jednak wymagałoby to złamania patentów, które bez wyjątku posiadają firmy europejskie. Zastosowanie środków zastępczych na co zgodził się stan Ohio przyniosło marny efekt. Na skutek protestów po doniesieniach o przebiegu egzekucji McGuire'a federalny Departament Sprawiedliwości zawiesił w lutym wykonywanie kary śmierci. Wprawdzie w niektórych stanach wciąż dopuszczalne jest stracenie skazańca przez pluton egzekucyjny albo na krześle elektrycznym, ale to raczej wyjątki. Metodą najszerzej stosowaną stały się zastrzyki z trucizną, które uznano za najbardziej „humanitarne".
Zastrzyk składa się z trzech substancji. Tiopenal usypia skazańca, pankuronium paraliżuje mięśnie i zatrzymuje oddech, wreszcie chlorek potasu zatrzymuje serce. „Koktajl śmierci" został opracowany w 1977 r. przez koronera Jaya Chapmana. Od tego czasu dwa pierwsze składniki kupowane były wyłącznie od europejskich dostawców. Unia Europejska od dawna krytycznie odnosiła się do amerykańskich wyroków śmierci. Wreszcie w 2010 r. uznano, że jedyną skuteczniejszą metodą ich powstrzymania będzie zakaz eksportu trucizn, nawet mimo naruszenia w ten sposób zasad wolnego handlu. Państwa europejskie wprowadzały zakaz stopniowo. Żadnych oporów nie mieli Niemcy, jednak np. Brytyjczycy wahali się, twierdząc że pankuronium ma różne zastosowania i nie jest tylko trucizną do zabijania ludzi. Wreszcie w 2011 r. Komisja Europejska wymogła zakaz eksportu na wszystkich państwach członkowskich UE. Produkcja tiopenalu została nawet całkowicie zarzucona we Włoszech. Amerykanie zwrócili się nawet do niemieckiego ministra gospodarki o pomoc, ale Philipp Rösler znany jako praktykujący katolik odmówił powołując się na swoje przekonania. Zapasy środka zostały wyczerpane pod koniec zeszłego roku, zresztą z powodu krótkiego okresu przydatności do użycia tworzenie większego magazynu nie miało sensu. Wygląda na to, że na razie Europejczycy postawili na swoim. Oficjalnie wciąż trwają poszukiwania środka, którym można by zastąpić tiopenol, ale amerykańscy biochemicy nie są przesadnie gorliwi w tej dziedzinie. Najbardziej zadowoleni są przeciwnicy kary śmierci, którzy od kilkunastu lat prowadzą kampanię na rzecz ogłoszenia moratorium jej wykonywania. Ich zdaniem czwarte miejsce USA pod względem ilości wykonywanych na świecie wyroków to wstyd, zwłaszcza w sytuacji gdy ostatnio z kary śmierci zrezygnowały państwa uważane w Ameryce za zacofane, takie jak Mongolia, Benin czy Madagaskar. Co ciekawe za rezygnacją z kary śmierci optują też krytycy wysokich wydatków amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Okazuje się bowiem, że przeciętne koszty wszystkich procesów, procedur i badań koniecznych do wykonania kary śmierci są średnio dziewięć do dziesięciu razy wyższe niż statystyczne wydatki na dożywotnie utrzymanie więźnia.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL