fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Starość wymaga wsparcia

Starszy człowiek nie musi być niedołężny – przekonują specjaliści geriatrzy
RZ: Czy starość jest chorobą cywilizacyjną?
Dr Jarosław Derejczyk: Nie. Starość to etap życia, który dzięki postępowi nauki udało się wydłużyć bardziej, niż to kiedykolwiek miało miejsce. To sukces cywilizacyjny, na który nie udało nam się zawczasu przygotować. Co to znaczy?
Prof. Barbara Bień: Za 20 lat zestarzeją się ludzie urodzeni w powojennym wyżu demograficznym. Na dodatek zaczniemy wtedy odczuwać skutki niżu demograficznego lat 70. Te dwie fale nałożą się na siebie. Z zapewnieniem opieki starszym ludziom społeczeństwo będzie miało poważny problem. J. D.: Bez ubezpieczeń pielęgnacyjnych nie uda się tego rozwiązać. Pieniądze z systemu emerytalnego nie wystarczą. W Polsce oddanie bliskiego do domu starców jest wciąż traktowane jako ostateczność. To dobrze czy źle? B. B.: Chyba dobrze. U nas jest więcej rodzin wielopokoleniowych, niż na Zachodzie. Obie strony jednak na tym korzystają: dziadkowie zajmują się małymi dziećmi w rodzinie, młodsi zapewniają starszym opiekę.Problem w tym, że to się zmienia. Młodzi coraz częściej chcą mieszkać samodzielnie. To jak powinno być? B. B.: Trzeba zapewnić starszej osobie wsparcie, by mogła jak najdłużej mieszkać samodzielnie: państwo powinno płacić za opiekunkę. Dom opieki to ostateczność, powinni tam trafiać tylko ludzie samotni. Czy starzenie można zatrzymać? B. B.: Na pewno znacznie opóźnić. Nie wolno dopuścić do zniedołężnienia, człowiek powinien być samodzielny tak długo, jak to możliwe.J. D.: Lekarze często uważają, że stary człowiek musi być niesprawny, mieć kłopoty z pamięcią, depresję... A nie musi? B. B.: Nie, jeśli interweniuje się w odpowiednim czasie: gdy występują pierwsze zaburzenia pamięci, pierwsze symptomy choroby Parkinsona... Niestety, do specjalistów trafiają ludzie z już zaawansowanymi chorobami. Lekarze rodzinni nie umieją leczyć starszych ludzi? J. D.: Popularne jest zdanie: wyleczę jedną chorobę, potem zajmę się następnymi. A nasi pacjenci mają wiele problemów naraz. B. B.: Kontakt z pacjentem zaczynamy zawsze od redukcji leków, które bierze. Człowiek powinien być samodzielny tak długo, jak to możliwe prof. Barbara Bień geriatra J. D.: Lekarze nawet nie wiedzą, że leczą skutki uboczne leków, które przepisał kto inny. Pacjent idzie do lekarza, bo ma zawroty głowy, a ten wypisuje mu receptę, zamiast odstawić lek, który je wywołał. Kolejny lek to kolejne skutki uboczne. Na dodatek nawet dość samodzielna osoba na starość może się mylić przy ich przyjmowaniu. To chyba powinien kontrolować lekarz rodzinny?! J. D.: Tylko połowa akademii medycznych prowadzi jakiekolwiek zajęcia o leczeniu ludzi starych. Szacuje się, że 350 tysięcy ludzi niesprawnych jest w domach. W domach opieki mamy 80 tys. miejsc, a specjalistów geriatrii zaledwie 120 w całej Polsce. Potrzeby są dużo większe. Jak się dostać do specjalisty? J. D.: Skierowanie wypisuje lekarz rodzinny. Ale są regiony, w których dostępu praktycznie nie ma, np. na Opolszczyźnie czy w Warszawie. Tymczasem takie leczenie jest opłacalne: koszty leczenia pacjenta, który był u geriatry, spadają w ciągu roku o jedną trzecią. Dlaczego więc tak mało się mówi o tej dziedzinie medycyny? J. D.: Kiedyś nikt nie traktował pediatrii jako odrębnej specjalizacji. Teraz z trudem wprowadzamy geriatrię do powszechnej świadomości. Nie mówi się o tym chętnie. Strach przed starością mamy zapisany w genach. Prof. Barbara Bień jest wojewódzkim konsultantem do spraw geriatrii na Podlasiu, a dr Jarosław Derejczyk – na Śląsku masz pytanie, wyślij e-mail do autorki s.szparkowska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA