fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Kobieta, która ma siłę

Rzeczpospolita
Wystawa nosi tytuł „Double check“. Co jest tym razem sprawdzane podwójnie? Rzeczywistość. Za pośrednictwem dwóch wrocławianek – Małgorzaty Skrzetuskiej i Aleksandry Urban
Najpierw słowo o Galerii Leto. Powstała niecały rok temu, a już odniosła sukces. Wyróżnia się, bo stawia na młodych z pozawarszawskich środowisk. Jej oryginalny program to jeden atut. Drugi – to świetna atmosfera. Klimat starej Warszawy, cudem ocalały w samym pępku miasta. Jest coś wyzwalającego wyobraźnię w tych 100 metrach na parterze starej kamienicy na Hożej, we wnętrzu ukrytym w kącie odrapanego podwórka, gdzie znalazła swe lokum Galeria Leto.
A gdyby kogoś interesowała etymologia nazwy galerii, wyjaśniam: wzięta ze sfery prywatności szefowej. Marta Kolakowska, absolwentka historii sztuki, uhonorowała dwójkę swych dzieci – córeczkę Lenę i syna Tobiaszka. Jak widać, ma skłonność do dubeltowych rozwiązań. Potwierdza to obecna wystawa „Double check”. Czyli podwójnie sprawdzana przez Małgorzatę Skrzetuską i Aleksandrę Urban nasza rzeczywistość. Bohaterki pokazu, choć to zaprzyjaźnione trzydziestolatki, reprezentują odmienne twórcze osobowości. Małgorzata Skrzetuska ma coś wspólnego z fotorealizmem, a Aleksandra Urban – z surrealizmem. Pierwsza maluje miejski pejzaż nocą, druga – krajobraz wewnętrzny, raczej po bitwie. Ale co je łączy? Otóż... wątpliwości. Obie nie ufają rzeczywistości w jej zewnętrznym, powierzchownym kształcie. Malują świat w taki sposób, żeby pod makijażem optymizmu widać było niepokój. Jakieś strachy, prawdziwe bądź urojone.
Skrzetuska szwenda się nocą po opustoszałym mieście. A może jeździ samochodem. I co? Widzi ciemność, jak bohater „Seksmisji”. Czasem w ciemnej czeluści zamajaczy jakiś jaśniejszy kształt. Ale brak mu konturów, kontekstu, sensu. Zabawne, lecz jeden z obrazów tej autorki (jak inne, bez tytułu) skojarzył mi się z na poły abstrakcyjnymi, na poły metaforycznymi kompozycjami Jana Tarasina. U wrocławianki role form-znaków odgrywają miejskie światła na tle ciemnej planszy nieba. Neony i oświetlone jarzeniówkami witryny, latarnie, reflektory, lampy, migacze. Wszystkie te jasne i niekonkretne formy otaczają „aureole”, rozmywające ich kontury. Jak u Tarasina. Przyznam, że ta sztuka wywarła na mnie mniejsze wrażenie niż malarstwo w sąsiednim pomieszczeniu. Spośród 13 płócien Aleksandry Urban kilka mnie zachwyciło. Co za niezwykła baba – potrafi wyrazić sprzeczności. Niepewność i chęć prowokowania. Potrzebę zaszycia się w mysią dziurę, a tam – próbę kokietowanie mysiego króla. Raz psychiczny dół, zaraz potem zryw do życia, lot ku górze, a z nim gotowość do występów w świetle jupiterów. Ale są też przypadki beznadziejne, jak na przykład przedstawiony w obrazie „Valium”. Jest tutaj delikatny, perłoworóżowy świt i zabytkowa wieża. A w tej malowniczej scenerii przyciąga moją uwagę malutka figurka, cała ubrana na czerwono. Kapturek? Nie, to nie ta bajka. To mit o próbie latania. Jak wiadomo, bez happy endu. W dodatku ten Ikar jest groteskowy – spadają mu kapcie, piżama nieelegancko zakrywa głowę. Kompromitacja. Telewizja tego nie kupi. Co z tego, że to ostatni akt z życia tego pana – tej pani? Nie potrafili zachować się medialnie i teraz mają przechlapane. Moim faworytem jest praca „Dolce & Gabbana”. W centrum – bezkształtna, kuląca się na łóżku kupka nieszczęścia. Co ma wspólnego z trendowymi ciuchami włoskiej firmy? Nic – bo choć je nosi, i tak czuje się przegrana. Z kąta jak insekty wyłażą złe wspomnienia. I nagle coś wyciąga z depresji, coś wyzwala mechanizm samoobronny. Trach! I smukła noga na obcasie depcze jakieś paskudztwo. Ona jeszcze wstanie, jeszcze pokaże, co potrafi. Ona ma siłę, nie wiesz jak wielką. Czego życzę jej i wam wszystkim na święta. Galeria Leto, Warszawa, l. Hoża 9c, tel. 022 499 59 16, www.leto.pl, wystawa czynna do 7.04
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA