fbTrack

Świat

Narkotykowy boss zaskoczony o świcie

Koniec legendy „El Chapo”. Aresztowanie Joaquina Guzmana Loery, herszta kartelu Sinaloa.
AFP, Alfredo Estrella Alfredo Estrella
W walce z kartelami narkotykowymi rząd?ma sukcesy, ale na ogłoszenie zwycięstwa jeszcze za wcześnie.
Prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto miał w zeszłą sobotę powód do otwarcia dobrego szampana – po 13 latach polowania siły bezpieczeństwa zatrzymały wreszcie najbardziej poszukiwanego bossa narkotykowej mafii, Joaquina Guzmana Loerę, zwanego „El Chapo".
Powód do zadowolenia tym większy, że to kolejna schwytana gruba ryba z mrocznego świata toczących krwawą wojnę z władzami (i z konkurentami) meksykańskich karteli narkotykowych.

Pułapka na „El Chapo"

Guzman stał na czele najlepiej zorganizowanego meksykańskiego kartelu Sinaloa. To armia bezwzględnych zabójców, niecofających się przed okrutnymi torturami i spektakularnymi zabójstwami mającymi odstraszyć przeciwników. Jej wyposażenia nie powstydziłaby się niejedna prowadząca wojnę partyzantka – gangsterzy posiadają najlepszą broń strzelecką, magazyny pełne materiałów wybuchowych, bazooki, a nawet rakiety przeciwlotnicze do walki z wojskowymi helikopterami. Właśnie taki arsenał zajęli policjanci, którzy 22 lutego złapali Guzmana. „El Chapo" siedział już raz w więzieniu, ale w 2001 r. zbiegł i ślad po nim zaginął. Szybko wrócił do swojego „wojska" i po krótkiej walce o wpływy stanął na czele kartelu Sinaloa. Okazał się tyle bezwzględny, co skuteczny, rozwijając przemyt twardych narkotyków do USA na niespotykaną wcześniej skalę. Amerykanie uznali go za tak groźnego przestępcę, że za jego schwytanie wyznaczyli nagrodę 5 milionów dolarów. Rząd Meksyku dorzucił do tego 30 mln peso (ok. 2,2 mln dolarów).
Współpraca meksykańskich policjantów i agentów amerykańskiej agencji antynarkotykowej (DEA) okazała się owocna. Pętla wokół Guzmana zaczęła się zaciskać już w listopadzie zeszłego roku, gdy wojskowi komandosi złapali kilka płotek z jego otoczenia. Dzięki informacjom uzyskanym podczas przesłuchań udało się im namierzyć wyższych rangą „oficerów". W połowie lutego śledczy dowiedzieli się, że Guzman ukrywa się w mieście Mazatlan na wybrzeżu Pacyfiku. Uciekł tam z kwatery głównej w Culiacán, pod którą rozciąga się sieć podziemnych tuneli. Tworzą one labirynt, w którym sprawnie potrafią poruszać się tylko wtajemniczeni. Jesus Murillo Karam, prokurator generalny Meksyku, przyznał, że szefowie kartelu już raz zdołali uciec, gdy ścigających ich komandosów zatrzymały stalowe drzwi w jednym z tuneli. Nie udało się ich sforsować nawet przy użyciu ładunku wybuchowego. Tym razem „El Chapo" przegrał z nowoczesną techniką. Mimo stosowania systemów mających uniemożliwić wykrycie sygnału Amerykanie namierzyli telefon komórkowy szefa kartelu. Jak dowiedzieli się reporterzy gazety „Reforma", tajny numer wyciągnęli od aresztowanego wcześniej „oficera" gangu. Przygotowywana przez tydzień akcja komandosów tym razem zakończyła się sukcesem. Guzman obudził się o świcie z lufą karabinu przyłożoną do głowy. Wraz z nim wpadło kilkunastu kompanów, w tym kilku wysoko postawionych w strukturze kartelu. Nie padł ani jeden strzał. Agenci przejęli spory zapas broni i 43 samochody. Po kilku godzinach Guzman był w najlepiej strzeżonym meksykańskim więzieniu nieopodal miasta Toluca. O jego ekstradycję wystąpili już Amerykanie. To już kolejny w ostatnim czasie sukces w walce z kartelami. Prezydent Nieto od początku urzędowania prowadzi wojnę z gangsterami, kontynuując wysiłki poprzednika Felipe Calderona. To on w 2006 r. zaangażował armię i siły specjalne do walki w przestępcami, którzy zaczęli zagrażać stabilności państwa. Wojna z kartelami, w której zginęło już ponad 92 tys. ludzi, toczyła się ze zmiennym szczęściem. Siły policyjne i wojsko przeprowadziły wiele spektakularnych akcji (jak np. operacja Michoacan), ale dochodziło też do prawdziwych bitew między gangsterami różnych ugrupowań walczących o strefy wpływów. Walkę z przestępcami utrudnia powszechna w Meksyku korupcja. Zdarzało się wręcz, że oddziały sił specjalnych wykonywały zlecenia gangów. W 2008 r. generał Sergio Aponte wywołał skandal, ujawniając, że w stanie Baja California oddział do zwalczania porwań sam uprowadzał ludzi. W 2010 r. pojawiły się oskarżenia, że funkcjonariusze pomagali kartelowi Sinaloa w zwalczaniu konkurentów. Według raportów rządowych na „listach płac" gangsterów było kilka tysięcy urzędników i policjantów. Problemem okazuje się też słaba motywacja źle opłacanych żołnierzy i policjantów. Dziennikarze meksykańskiego radia twierdzą, że od początku wojny z kartelami aż 150 tys. byłych żołnierzy zasiliło szeregi gangsterów. Dopiero po objęciu prezydentury przez Enrique Pena Nieto w grudniu 2012 r. działania przeciwko kartelom zaczęto traktować naprawdę priorytetowo, a ze służby musiało odejść kilka tysięcy funkcjonariuszy, których lojalność okazała się mocno wątpliwa. Pomoc udzielaną południowemu sąsiadowi znacząco zwiększyli też Amerykanie.

Polowanie na hersztów

Ostatnia seria udanych akcji zaczęła się jeszcze w listopadzie 2011 r., kiedy wpadł Francisco Hernanez Garcia z kartelu Beltran Leyva, który już wcześniej stracił kilku ważnych kolegów. Kilka tygodni później schwytano Raula Herandeza Lechugę, szefa gangu Zetas, uznawanego za bandę najokrutniejszych sadystów. Kolejnego, wyjątkowo bezlitosnego herszta tej grupy Heriberto Lazcano kule komandosów dosięgły w październiku 2012 r. W lipcu zeszłego roku wpadł jego zastępca Miguel Trevino Morales. Z kolei w styczniu tego roku wielkim sukcesem okazało się schwytanie szefa kartelu Templariuszy, Dionizio Loya Plancarty, zwanego „El Tio" (Wujaszek). W sumie z opublikowanej w marcu 2009 r. listy 37 najbardziej poszukiwanych mafijnych przywódców 27 jest za kratami lub nie żyje. Problem jednak w tym, że kartele są niczym smok, któremu odrastają nowe głowy. Wciąż pojawiają się nowi mafiosi, przewyższający poprzedników skutecznością i okrucieństwem. Niektórzy, jak urodziwa i bezwzględna Sandra Avila Beltran, doczekali się wręcz legendy. O wyczynach „Królowej Pacyfiku" – jak jest nazywana szefowa kartelu Sinaloa – są nawet śpiewane ballady. W wojnie z kartelami chodzi nie tylko o przywrócenie praworządności i zatrzymanie strumienia kokainy płynącego do Stanów Zjednoczonych. Terroryzujący połowę kraju bandyci paraliżują działania administracji i wymiaru sprawiedliwości. W wielu miejscowościach nie można znaleźć chętnych do objęcia stanowiska szefa policji, a często nawet burmistrza czy wójta. Liczba zamordowanych funkcjonariuszy państwowych idzie już w tysiące. Do roli symbolu urastają takie wydarzenia, jak objęcie stanowiska komendanta policji w miasteczku Praxedis Guerrero na granicy ze Stanami Zjednoczonymi przez ledwie 20-letnią studentkę prawa Marisol Garcię Valles. Podjęła się ona kontynuacji misji swojego poprzednika, zamordowanego przez gangsterów. Ten gest nie na wiele się zdał, bo po kilku miesiącach Garcia Valles sama została zmuszona do ucieczki za granicę.

Bunt ofiar wojny

Bezsilność władz doprowadziła w kilku stanach do buntu mieszkańców, mających już dość panoszenia się gangsterów terroryzujących zwykłych ludzi. W stanie Michoacan z inicjatywy lokalnych aktywistów powstała straż ludowa, która za cel postawiła sobie wygnanie kartelu Templariuszy. W połowie stycznia uzbrojeni członkowie grup samoobrony stoczyli walkę z bandytami w miasteczku Nueva Italia. Władze zareagowały wezwaniami do rozbrojenia nielegalnych stróżów porządku. Ostatecznie członkowie samoobrony zobowiązali się do współpracy z policją, ale władze musiały podjąć bardziej zdecydowane działania wobec bandytów. Na efekty nie trzeba było długo czekać – wystarczyło kilkanaście dni, by za kraty trafił osławiony „Wujaszek", przywódca templariuszy z Michoacan. Rząd Meksyku nie ma wyboru. Do działania zmuszają go zarówno radykalizacja nastrojów, jak i naciski z USA. Musi też bronić meksykańskiej gospodarki, bo zdaniem ekonomistów chaos powodowany przez panoszące się kartele powoduje, że wzrost PKB jest w ostatnich latach co najmniej o jeden punkt procentowy niższy, niż mógłby być w warunkach wewnętrznego spokoju. Nic dziwnego, że na wieść o aresztowaniu Guzmana wartość peso lekko wzrosła, a według optymistycznych przewidywań do końca roku może zyskać nawet 3–4 proc. w stosunku do dolara. Pozostaje jednak pytanie, czy po serii spektakularnych zwycięstw władze zdołają do końca zdusić kartele w najbardziej dotkniętych przestępczością regionach. Nie jest jednak wykluczone, że głowy meksykańskiej hydry znów odrosną.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL