fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bohaterowie "Kamieni na szaniec" są prawdziwi...

Bo film pokazuje ich jako prawdziwych ludzi. I chwała za to jego twórcom. Zarzuty wobec filmu są absurdalne.
Widziałem "Kamienie na szaniec". I najpierw o tym, co mi się w filmie nie podoba.
Nie podobają mi się pierwsze 20 minut filmu. Prezentacja bohaterów jest jakaś taka rwana, to jakby zbiór różnych scen, które mają nam pokazać różne ich oblicza - od młodzieńców szukających intymności po rwących się do walki żołnierzy, którzy nie rozumieją, dlaczego mają zrywać flagi, zamiast podjąć z okupantem prawdziwą walkę z bronią w ręku. Ale w momencie, gdy Niemcy aresztują "Rudego", zaczyna się prawdziwy film. Sama Akcja pod Arsenałem jest sfilmowana fenomenalnie, to jedna z najlepszych scen wojennych w polskim kinie. Doskonałą decyzją było zatrudnienie przez reżysera do głównych ról młodych, jeszcze nikomu nieznanych aktorów. Jeszcze, bo nie mam wątpliwości, że Tomasz Ziętek ("Rudy") i Marcel Sabat ("Zośka"), jeśli tylko będą chcieli, zostaną gwiazdami. Oczywiście, obecność Chyry, Globisza i Stenki w drugoplanowych, ale ważnych rolach, filmowi bynajmniej nie szkodzi.
Głównym walorem filmu jest dla mnie to, co będą mu zarzucać jego krytycy. Reżyser nie pokazuje głównych bohaterów na kolanach. Trzeba być jednak wyjątkowo wyjałowionym z ludzkich uczuć, by wierzyć w to, że "Zośka", "Alek" czy "Rudy" myśleli o Bogu, honorze i ojczyźnie przez 24 godziny na dobę. Bardzo młodzi ludzie w ekstremalnej sytuacji, jaką była okupacja, chcieli żyć. Dla mnie to oczywiście i fakt, że "Zośka" śpi ze swoją dziewczyną, sprawia, że staje się on prawdziwym człowiekiem, a nie postacią płaską, jednowymiarową, jak z propagandowego plakatu. Ci ludzie tacy nie byli i pokazywanie ich jako takich ubliża ich pamięci i prawdzie historycznej. Wielu krytyków tego filmu nawet go nie widząc zakłada, że jest on obrazoburczy, bo przecież harcerze z Szarych Szeregów, wiadomo, byli święci. Otóż nie byli. Najwyższa pora, byśmy przestali wymagać od naszych bohaterów narodowych świętości. "Zośka", "Alek", "Słoń", "Rudy" i wielu innych byli prawdziwymi polskimi patriotami. Byli i są naszą narodową dumą. Fakt, że myśleli o dziewczynach wiedząc, że każdy dzień może być ostatnim dniem ich życia, jest dla mnie zrozumiały i oczywisty. W filmie podoba mi taka inna, ale także ludzka scena - czekając pod Arsenałem na więźniarkę z "Rudym" jeden z harcerzy pali papierosa. Gdy jego kolega widzi nadchodzącego dowódcę, szapie go za rękaw, żeby wyrzucił peta - wiadomo, harcerzom palić nie wolno... Film jest opowiedziany bardzo nowoczesnymi metodami - od sposobu narracji i montażu po supernowoczesną ścieżkę dźwiękową. I bardzo dobrze, bo ten film powinni przede wszystkim zobaczyć ludzie młodzi, a ci nie chcą oglądać staroci. Chcą w bohaterach tego filmu zobaczyć siebie. I zobaczą. Wiele lat temu byłem harcerzem w hufcu imienia Szarych Szeregów. Brałem udział w tzw. Rajdach pod Arsenałem, pomagałem opiekować się siostrą "Rudego" mieszkającą w Alejach Niepodległości, w tym samym mieszkaniu, w którym Gestapo aresztowało jej brata. Uwielbiam Szare Szeregi, ci ludzie są do dziś moimi idolami. To, że byli przy okazji ludźmi, jest dla mnie oczywiste i zrozumiałe. I fakt, że towarzysz walki "Rudego" złamał przysięgę harcerską paląc papierosa na minuty przed akcją, w której mógł polec, sprawa, że szanuję go jeszcze bardziej. Przy okazji - w filmie ważną postacią jest oficer AK (Andrzej Chyra), który jest łącznikiem KG AK z Szarymi Szeregami. To, jak się zachowuje i co mówi, to ważny głos w dyskusji o sensie Powstania Warszawskiego. Dawid Podsiadło w "Kamieniach na szaniec"
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA