fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Podróże XXI wieku: marzenia w tłumie

Schirn Kunsthalle Frankfurt
We Frankfurcie 30 artystów z całego świata pyta, czym jest masowa, zorganizowana turystyka
Wystawa „All inclusive” we frankfurckiej Schirn Kunsthalle (do 4 maja) jest pierwszą próbą artystycznego zinterpretowania zjawiska masowych podróży. Czym są? Zaprzeczeniem przygody i pochwałą owczego pędu? Modą? A jeżeli, to czym w przyszłości grozi ten trend?
Korzystanie z usług biur turystycznych oznacza dla wojażera zero ryzyka. W formule „all inclusive” w cenę usługi wliczone są też nielimitowane posiłki i drinki. I dobrze, bo dziś mało kogo gna w egzotyczne kraje ciekawość świata, chęć zdobycia nowych doświadczeń czy potrzeba sprawdzenia się w trudnych warunkach. Cele wyjazdów to słońce, w którym można się smażyć jak rok długi, wygody i wyżerka. Frankfurcka prezentacja jest inteligentną, przewrotną interpretacją realiów i stereotypów związanych z przemysłem turystycznym. Śmieszna i straszna zarazem. Już w hallu słyszymy charakterystyczny dźwięk elektronicznie zmienianych informacji na tablicy odlotów. Cz-cz-cz. Stop. Po sekundzie znów to samo. Instynktownie patrzymy w stronę, skąd dobiegają odgłosy. Owszem, jest tablica. Ale na niej – żadnych danych. Klapki obracają się „na pusto”. Kiedy zobaczyłam tę pracę w Schirn, potraktowałam ją jako surrealistyczny żart. Tydzień później zobaczyłam to samo. Na lotnisku Okęcie nawalił system informacyjny. Życie naśladuje sztukę czy odwrotnie? Wchodząc na wystawę, przeżywa się lekki stres. W bramce wykrywającej metale odzywa się sygnał alarmowy. Cofnąć się, zdjąć buty, czy poddać bardziej szczegółowej kontroli? Na szczęście pani pilnująca eksponatów pozwala przejść. W pierwszej sali kolejne odniesienie do rzeczywistości. Znów powód do zdenerwowania. Samotna walizka kręci się na ruchomej taśmie („Uncollected”, duńskiego duetu Elmgreen/Drasset). Nikt się po nią nie zgłasza. Zapewne właściciel czeka na nią w innym kraju, przy innej taśmie. Oj, niefart. Lecz nie miejmy pretensji – to koszty masówki. Turystyczna taśma dnia dzisiejszego to tylko przedsmak tego, co czeka nas w przyszłości. Fotograf z Seulu Ho-Yeol Ryu podsuwa proroczą wizję: kawalkada samolotów różnych przewoźników startujących jednocześnie jak stado owadów („Flughafen”, 2005). Fotograficzny kolaż wykonany za pomocą komputera. Horror. Podobnie złowieszczo postrzega przyszłość holenderski zespół architektoniczny NL Architects. Oto w dali błękitnieje morze. Na pierwszym planie – nadbrzeżna osada dla turystów. Zabudowana tak gęsto, że statki pasażerskie płyną kanałami pomiędzy budynkami. Wygląda to jak parodia Wenecji z klocków lego. A plażę wcięło. W czasie wakacji mamy nadzieję na ekscytujące przeżycia. Ale marzenia też uległy standaryzacji, o czym przekonują prace australijskiej gwiazdy Tracey Moffatt. Jej „Seria przygód” to seria banałów. Synteza tego, co nam się kojarzy z egzotyką, luksusem oraz ekscytującym przeżyciem. Fotograficzne minikomiksy złożone z dwóch, trzech obrazków, bez słów. Oto dwaj czarni półnadzy obywatele, zapewne dzikusy. Obok – wypoczywająca na leżaku biała piękna lady. Dookoła pustynia, ale ona w pełnym makijażu, z drinkiem w dłoni, jak przeniesiona z żurnala. Można sobie wyobrazić, co będzie, gdy dojdzie do interakcji. Albo taki kadr: bezludny teren, na niebie – sylwetka orła. Poniżej drugie ujęcie: twarz dziewczyny na tle muru, na to pada cień orła. Wakacyjne spotkanie z dziką przyrodą. Niemiec Sascha Pohle marzy na wakacjach o sportowych wyczynach. Bohaterem jego wideo „Pływak” (2002) jest samotny młody człowiek przemierzający ciąg nadbrzeżnych hoteli, chyba w Tunezji. W każdym miejscu „zalicza” basen i idzie dalej. Może za jakiś czas będzie to nowa konkurencja olimpijska. Są takie miejsca, gdzie przez cały rok można się opalać, pływać lub jeździć na nartach; gdzie jak na tandetnym landszafcie widać wciąż niebieskie niebo, szmaragdowe morze i palmy kokosowe lub skrzący się bielą śnieg. Spełnienie zbiorowych marzeń o idealnym wypoczynku. Te tereny, choć rozrzucone po globie, należą do tego samego królestwa, które nazywa się przemysł turystyczny. Dobry władca gwarantuje rozmaite atrakcje. Na przykład – spływ w kołach ratunkowych po sztucznie uformowanym strumieniu. Pejzaż otaczający kanał też jest fałszywy: starannie pielęgnowana „dżungla”, plaża z betonu, stylizowane chatki z rafii. Reiner Reidler sfotografował taką scenę, ironicznie tytułując zdjęcie „Wildewasser” (rwące wody). Natomiast praca Hiszpana Santiago Sierry ma gorzką wymowę. Tłum białych turystów na malowniczej plaży Teneryfy, w tle skała. Na klifie wielki banner „Wyspiarze won”. Nie pierwszy przypadek w historii, kiedy tubylcom podziękowano. W mniej lub bardziej parlamentarnej formie. Nie zawsze podróżujemy tylko po to, żeby byczyć się na plaży. Niekiedy pragniemy zwiedzać obce miasta. Ale czy potrafimy naprawdę je zobaczyć? Poznać? Chłonąć ich specyficzną atmosferę? Sądząc z instalacji „Portable cities” Yin Xiuzhen, w drogę zabieramy bagaż stereotypów, obciążający naszą świadomość. Chińska artystka pokazała pięć gigantycznych waliz. Każda szeroko otwarta, jak podczas kontroli celnej. Jednak zamiast ciuchów i rzeczy osobistych, widzimy… miniatury metropolii. Makiety uszyte ze skrawków różnobarwnych tkanin, na konstrukcjach z drucików. Jest Frankfurt, Nowy Jork, Hongkong, Hamilton i Minneapolis. Xiuzhen, jedna z najbardziej wziętych chińskich artystek, odwiedziła te miejsca w ciągu ostatnich pięciu lat. Wybrała najbardziej charakterystyczne fragmenty panoram. Okazuje się, że w tekstylnej wersji też można je rozpoznać. Bo najłatwiej zapamiętujemy ujęcia z filmów, folderów reklamowych, pocztówek. Widoczki w skali mniejszej niż rzeczywista. Konfrontacja z realiami często przynosi rozczarowanie: na zdjęciu było ładniej… Więc wyrzucamy z pamięci prawdę, a zachowujemy mit. I ruszamy w kolejną podróż z gotowym wyobrażeniem. Masowa turystyka jest zjawiskiem stosunkowo nowym. Jej początki sięgają lat 50. Już wtedy w ciągu jednego roku podróżowało za granicę ok. 25 milionów osób. Dziś – ponad 450 milionów. Liczby te odzwierciedlają jednak tylko część zjawiska, ponieważ aż dwie trzecie turystów podróżuje w granicach własnego kraju. Ogromne pieniądze zostawiane przez turystów zasilają budżet odwiedzanych krajów, jednocześnie jednak gwałtowny rozwój turystyki doprowadził do niepożądanych i często nieodwracalnych zmian w środowisku naturalnym wielu regionów. Dzięki działaniom m.in. ekologów, a także konserwatorów sztuki, szuka się dziś alternatywy dla turystyki masowej. Do tzw. miękkiej turystyki, do której należą m.in. agroturystyka, ekoturystyka, turystyka sportowa, turystyki społeczne (tzw. turystyka dla każdego, trzeci wiek, ludzie młodzi), turystyka sezonowa i turystyka kulturalna (wystawy, festiwale) – namawiają Światowa Organizacja Turystyki, kraje członkowskie UE, narodowe organizacje turystyczne, organizacje ekologiczne. —m.j.-l.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA