fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Filozofia do reanimacji

Dziś wolno mówić, co się chce, bo nie istnieje uchwytna prawda ?na żaden temat. Nie ma znaczenia, jakim posługujemy się językiem, ?bo wszystkie języki są tyle samo warte i nie ma podstaw do twierdzenia, ?że jedne opisują świat lepiej, a inne gorzej – pisze filozof.
Filozofia nie tylko przestała być atrakcyjnym kierunkiem studiów na wielu uczelniach, ale w życiu publicznym nie pełni już zauważalnej roli. Łatwo rozpoznawani reprezentanci tej dyscypliny angażują się w walkę polityczną, korygowanie błędów Kościoła, wychowywanie cudzych dzieci, krytykę Unii Europejskiej, lansowanie zdrowego odżywiania lub komentowanie aktualnych wydarzeń. W tej roli mogą ich doskonale zastąpić inni ludzie.

Lustro epok

Filozofia przestała również pełnić zasadniczą rolę intelektualnego lustra, w którym przegląda się cała epoka. A w przeszłości miała takie ambicje.
W średniowieczu patronowała badaniom logicznym i debatom ontologicznym. Spór o uniwersalia pozostał do dziś jednym z najciekawszych zagadnień wiążących język ze światem ogólnych idei i realnością fizyczną. W tym samym czasie podjęto studia nad sposobem mówienia de re i de dicto, czyli z jednej strony o tym, co znamy, ale chcemy lepiej opisać, a z drugiej strony o tym, co umiemy dobrze opisać, mimo iż nie wiemy dokładnie, o czym mówimy. Do dziś korzystać można z tych odróżnień w psychologii, fizyce lub polityce.
W renesansie filozofia skupiła się na stworzeniu fundamentów epistemologii. „Zwodniczy duch" Kartezjusza, który wymuszał takie rozważania, straszy niezmiennie na obrzeżach mechaniki kwantowej i w teorii alternatywnych światów wywoływanych z nicości przez akty woli. Tym ostatnim zagadnieniem zajmują się kognitywiści – David Chalmers i nieżyjący już Hugh Everett III.
W oświeceniu filozofia sformułowała postulat jasnego myślenia i na zawsze ugruntowała styl badań w naukach empirycznych. W tym samym czasie wspierając konstytucjonalizm, położyła podstawy pod demokratyczny porządek, który panuje dziś na niemal całej północnej półkuli. W romantyzmie inspirowana pracami Moore'a i Nietzschego rozbijała filisterskie samozadowolenie epoki wilhelmińskiej i wiktoriańskiej. W modernizmie sprzyjała nowym prądom estetycznym pojawiającym się w malarstwie, muzyce, architekturze i rzeźbie. W XX wieku domagała się oddzielenia ideologii od nauki i albo idąc za Popperem, pokazywała, że teorie niewywrotne służą wyłącznie dogmatom, a nie prawdzie, albo popularyzując myśl Tarskiego i Koła Wiedeńskiego dowodziła, że prawda ma zawsze wersję syntaktyczną lub semantyczną i poszukiwanie jednej prawdy na wszystkie okazje jest pobożnym, ale złudnym życzeniem. Do początku naszego wieku filozofia była dziedziną badań zasadniczych, odważnych i odkrywczych.

Nieodpowiedzialne wizjonerstwo

To wszystko zmieniło się wraz z postmodernizmem i dekonstrukcjonizmem. Derrida, Lyotard, Lacan i Rorty głosili rozmaite redukcjonistyczne tezy, np. że filozofia zawsze zajmowała się tylko filozofią, że badanie tekstów kończy się na badaniu tekstów, że skupienie na problemach realnych jest nieodpowiedzialnym wizjonerstwem. Zatem wolno mówić, co się chce, bo nie istnieje uchwytna prawda na żaden temat. Nie ma znaczenia, jakim posługujemy się językiem, bo wszystkie języki są tyle samo warte, i nie ma podstaw do twierdzenia, że jedne opisują świat lepiej, a inne gorzej. Wreszcie zdaniem postmodernistów nie mamy dostępu do samych faktów i musimy poprzestać na ich arbitralnej wizji zawartej w teoriach, a jakie tworzymy teorie, to nasza sprawa. Ten hiperliberalizm poznawczy spowodował, że filozofia przestała cenić samą siebie. Bełkot zdobył sobie popularność, a dyscyplina myślowa uznana została za skostniałe doktrynerstwo. Filozofia wycofała się z rozważania spraw zasadniczych i skarlała na własne żądanie.
Konfrontacja przypadkowych poglądów przed kamerą to nie debata filozoficzna, tylko medialna rozrywka
Publikacje naukowe w filozofii są, jak się wydaje, nadal na dobrym poziomie, ale nikogo nie interesują i niewiele wnoszą do rozwiązania spraw budzących intelektualne zaciekawienie wśród niefachowców. Szczątkowe zainteresowanie budzi filozofia medialna, ale tym bardziej jest popularna, im bardziej jest płytka. W mediach pojawiają się osoby, które perorują w próżnię. Chwalą ulubionych autorów, ale ich nie cytują. Wygłaszają kazania do nawróconych. Przedstawiają schemat własnego poglądu tak, jakby na świecie nie było innych opinii i jakby własnych nie trzeba było bronić przed poważną krytyką. W dyskusjach publicznych króluje werbalizm i deklaratywność, ślepe zacietrzewienie i pogarda dla nieobecnego oponenta.
To jest po prostu niepoważne. Wszyscy wiemy, jak powinna przebiegać inteligentna dyskusja. Do poważnej rozmowy nie bierze się dziesięciu przypadkowych ludzi, którymi steruje niekompetentny redaktor. Wystarczy dwóch dyskutantów, z których każdy zawczasu przygotuje sobie po pięć tez, z góry poda je do wiadomości swojemu oponentowi i potem w debacie będzie się starać ich bronić przed istotnymi zarzutami. Retoryka, krasomówstwo i emocjonalne deklaracje są w filozofii zbędne. Czemu nikt tak dziś nie dyskutuje, nie mam pojęcia.

Rynek i internet

Metodę współczesnego dialogu filozoficznego dobrze ujął Karl Popper, zwalczając mit schematu pojęciowego: „Dyskusja między ludźmi podzielającymi wiele poglądów nie może być owocna, choć może być przyjemna, natomiast dyskusja między rzecznikami bardzo różnych schematów pojęciowych może być niezwykle owocna, choć niekiedy może być niezwykle trudna i bodaj nie tak przyjemna".
Tak jest istotnie. Filozofia nie musi być przyjemna, ale powinna być angażująca, rzeczowa, skupiona na poważnych zagadnieniach, oparta na solidnych argumentach. Konfrontacja przypadkowych poglądów przed kamerą to nie debata filozoficzna, tylko medialna rozrywka. Filozofia nie ma popularyzować niczyich przekonań, tylko ma szukać dobrze uzasadnionych stanowisk. Nie powinna tłumić jakichkolwiek poglądów, tylko powinna powstrzymać się przed promowaniem naiwnych uzurpacji. Nie powinna wyczerpywać się w płytkim rezonerstwie, tylko powinna dążyć do pełnego zrozumienia trudnych problemów, które nie należą do żadnej nauki o specjalistycznym zakresie zainteresowań. Natomiast na wielkie osiągnięcia poznawcze w zakresie filozofii finansowane z grantów rozsądny człowiek nie będzie dziś liczyć.
Filozofia ma się dziś gorzej niż kiedyś nie dlatego, że „mamy słabych filozofów". Działają potężniejsze przyczyny. Filozofia nie pasuje do świata, w którym rządzą rynek, internet i fascynacja rozrywką. Filozofia wymaga powagi i rzetelności, konsekwencji i bezinteresowności, namysłu i skupienia. W internecie nie ma w ogóle odpowiedzi filozoficznych, bo w internecie nie ma zastanowienia, są informacje, a nie argumenty. W grze rynkowej filozofia nie bierze udziału, bo nie daje się sprzedać i nie można jej kupić. Aby ją kupić, trzeba by płacić za swe własne myśli, te mianowicie, które udało się nam wybronić przed krytyką oponentów, a płacenie za własne myśli jest niedorzeczne i niewykonalne. Jak pisał Wittgenstein, „lewa ręka nie może dać pieniędzy prawej ręce".
Filozofia nie pasuje też do rozrywkowego stylu przekazywania myśli, bo opiera się na subtelnym dowcipie, a nie na facecjach, które rozśmieszają widzów w cyrku. Wreszcie filozofia nie da się zawrzeć w scenariuszach, które z góry wszystko przewidują i ustalają. Nie polega na odgrywaniu fikcyjnych ról, ale jest autentycznym poszukiwaniem rozwiązań. To bardzo niewdzięczne i często kompromitujące zadanie, jeśli dyskutant zorientuje się, że bronił stanowiska słabo uzasadnionego lub dał się ponieść emocjom. Takich doświadczeń nie da się wyreżyserować.
Filozofia jest niedopasowana do naszych czasów. To prawda. Ale czy my wszyscy czujemy się w pełni szczęśliwi w świecie opanowanym przez rynek, internet i rozrywkę? Czy istotnie chcemy przeżywać swój los w wyreżyserowanych powtórzeniach i próbach, w wersji dającej się sprzedać w mediach, włożonej do internetu i rozśmieszającej widzów do rozpuku? Nie wierzę. Filozofia ma w każdym z nas cichego sojusznika, który chętnie do niej wróci, jeśli ona wróci do swych zwykłych i trudnych zadań.

Przywrócić dawny status

Tę trudną zmianę można przyspieszyć i ułatwić. Warto zrobić kilka rzeczy, łatwych do ponumerowania, by przywrócić filozofii właściwe dla niej miejsce na wyższych uczelniach. Popatrzmy na ten problem praktycznie – ta bardzo potrzebna zmiana nie będzie drogo kosztować. Ilu znajdzie się poważnych filozofów w Polsce, nawet gdyby wszystkie władze zechciały być dla tej dyscypliny najbardziej życzliwe? Może tysiąc, może dwa tysiące.
Filozofię można reanimować, wprowadzając kilka zasadniczych zmian mających na celu nadanie jej statusu, jakim się cieszyła przez kilkaset minionych lat.
Po pierwsze: warto nadać filozofii na wyższych uczelniach status wydziału, a nie katedry, instytutu lub luźnego kierunku badań doczepionego do socjologii, humanistyki czy kognitywistyki.
Po drugie: warto rozważyć, czy godność uniwersytetu nie wymaga tego, by wśród jego wydziałów zawsze znalazł się wydział filozofii. Uczelnie niemające tego wydziału powinny być nazywane wyższymi uczelniami lub jakoś inaczej, ale nie uniwersytetami.
Po trzecie: warto przywrócić filozofii nauczanej w ramach zajęć usługowych profesjonalny charakter, wprowadzając wymaganie, by wykładowcą akademickim filozofii mogła być tylko osoba mająca doktorat z filozofii.
Po czwarte: warto przyjąć finansowanie dwufilarowe dla filozofii, tak by jakaś część budżetu pozostawała stała i była dostosowana do rangi wydziału, a tylko druga część była zmienna i zależała od liczby studentów.
Po piąte: warto przywrócić możliwość studiowania filozofii jako drugiego kierunku studiów bez dodatkowej opłaty dla wszystkich chętnych.
Po szóste: warto przyznać prawo nadawania doktoratów z filozofii tylko tym szkołom, które prowadzą program magisterski z filozofii.
Po siódme: warto przywrócić stopień doktora filozofii dla osób specjalizujących się w tej dyscyplinie i zmienić aktualne nazewnictwo, które nadaje im stopień doktora filozofii w zakresie nauk humanistycznych.
Ponadto warto dostrzec, że proponowane tu zmiany są ze sobą wewnętrznie powiązane i wprowadzenie kilku wybranych przy pominięciu pozostałych nie rozwiąże obecnych trudności tej dyscypliny. Ale trzeba coś zrobić. Warto pamiętać, co powiedział Seneka – lekceważenie filozofii prowadzi do pogardy dla samego siebie, a dosłownie: „Omnis stultita laborat fastidio sui" („Wszelka głupota pracuje na własne obrzydzenie").
Autor jest profesorem ?w Instytucie Filozofii UW i redaktorem naczelnym „Przeglądu Filozoficznego"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA