fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Ucięta głowa wyklętego artysty

Tę historię Caravaggia czyta się jak powieść kryminalną, a czasem jak poetycki esej o poszukiwaniu piękna - pisze Jan Bończa-Szabłowski.
Burzliwe i awanturnicze życie włoskiego artysty doby baroku zwanego Caravaggiem, a dziś uznawanego za jednego z najbardziej fascynujących mistrzów w historii malarstwa europejskiego, doskonale nadaje się na scenariusz filmu. Zobacz na Empik.rp.pl
Udowodnił to choćby głośny i skandalizujący film Dereka Jarmana z 1984 r., bo też Caravaggio bulwersował nie tylko swą sztuką, ale i życiem. Teraz na polskim rynku pojawiła się książka Tilmana Röhriga, która tamtą opowieść uzupełnia. Röhrig też pokazuje ciemne strony swego bohatera, nie przemawia do czytelnika jak wnikliwy i nudny teoretyk sztuki. Źródła historyczne traktuje jako inspirację, ale korzysta też z domysłów, własnej wyobraźni.
Autor oddaje jednak hołd Caravaggiowi jako rewolucjoniście, który zerwał z tradycją wielkich mistrzów renesansu. W celu ukazania realizmu wprowadził do swych dzieł ostry światłocień. Przedstawia go również jako twórcę, który na co dzień musiał zmagać się z własną wyjątkowością i który tak naprawdę został doceniony dopiero w XX stuleciu. To nie jest jednak tylko opowieść o Michelangelo Merisim, który przeżył niespełna 40 lat (1571–1610). Do historii przeszedł jako Caravaggio – od miejscowości, w której wzrastał. Autor stara się zatem nakreślić w swej książce również obraz skomplikowanych losów artysty przeklętego, którego wychowała ulica. Röhrig przypomina, że Caravaggio jako 11-letni chłopiec został sierotą – jego rodzina padła ofiarą panującej wówczas w Mediolanie epidemii dżumy. Zwraca uwagę na skomplikowane życie uczuciowe osieroconego nastolatka, którego dziadkowie wysłali na lekcje rysunku, a on stał się obiektem fascynacji jednego ze swych nauczycieli. To uwiedzenie najprawdopodobniej przesądziło o późniejszej orientacji seksualnej samego malarza, co Röhrig akcentuje przy okazji opowieści o powstawaniu kolejnych płócien. Pokazuje wówczas szczególnie bliskie kontakty Caravaggia z modelami, zwłaszcza tymi o rysach efebów. Röhrig wspomina też o artystycznych początkach malarza, który terminował kilka lat w Mediolanie, a potem malował święte miniatury. Jako wynagrodzenie otrzymywał wówczas porcję sałaty i skromny nocleg. Zwraca uwagę na nieprzeciętną wrażliwość artysty, który potrafił dostrzec urok zwyczajnych, pozornie banalnych zdarzeń i podnieść je do rangi sztuki, a na modeli wybierał często tzw. postacie z ludu. Takie były choćby jego obrazy, które zaczął malować, osiadłszy w Rzymie. Losy człowieka niestroniącego od romansów, przygód erotycznych, skandali towarzyskich, a często i pijackich awantur, a taki był Caravaggio, to także fascynująca opowieść o artyście, który zrywa z tradycją. Kiedy malował np. Jana Chrzciciela, pokazał go nie jako szacownego świętego, lecz pewnego siebie, nagiego młodzieńca z prowokacyjnym uśmiechem. Pokorny baranek, który powinien być w jego pobliżu, został zamieniony w narowistego barana, którego przyszły święty chwyta za rogi. Caravaggio sam chwytał życie za rogi. Ale też – na co zwraca uwagę Röhrig – żył w poczuciu zagrożenia. Źródłem tego ostatniego był epizod z 1606 r., kiedy sam dopuścił się zbrodni. Zabił w pojedynku młodego mężczyznę. Konsekwencją był wyrok śmierci i trwająca cztery lata ucieczka. Artysta przemieszczał się wówczas z miasta do miasta, cały czas zabiegając o uniewinnienie. Ta sytuacja znalazła odbicie w jego twórczości. Słynne dziś płótno „Dawid z głową Goliata" przekazane kardynałowi Scipione Borghese było dramatycznym błaganiem o łaskę. Odcięta głowa Goliata miała rysy samego Caravaggia. Autor wydanej przez Muzę „Tajemnicy Caravaggia", Niemiec Tilman Röhrig, jest z wykształcenia aktorem. Wyczucie sceny sprawiło, że jego cieszące się powodzeniem powieści historyczne czyta się jak dobrze skonstruowane dramaty. Nie zdziwiłbym się, gdyby np. duet Julia Holewińska i Kuba Kowalski po sukcesie inscenizacji „Wichrowych wzgórz" w warszawskim Teatrze Studio sięgnęli po tę powieść Röhriga i przenieśli ją na scenę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA