fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Zielony osioł czasami śpi

Plus Minus
Jak co roku na początku grudnia przyznano Wielkie Splendory, czyli nagrody Teatru Polskiego Radia.
Tym razem otrzymali je Maria Pakulnis i Mariusz Bonaszewski, artyści znani z wybitnych ról w radiowym teatrze wyobraźni. Dlatego można sobie wyobrazić ich interpretacje słuchowisk austriackiej pisarki Ilse Aichinger, zebranych wraz z opowiadaniami i wierszami w tomie „Mój zielony osioł". Są to bowiem teksty zaskakujące, błyskotliwe i wieloznaczne, koniecznie wymagające zaangażowania aktora dużej klasy. Choćby taka „Ambasada Francji": dialog policjanta i służącej toczący się na ulicy, pozornie bezładny, z którego nieoczekiwanie wychyla się ku nam miłosny kod. Aichinger wskazuje na różne możliwości odczytania rzeczywistości.
Opowiadania austriackiej pisarki operują z kolei ogromnym ładunkiem poetyckiej wyobraźni, baśniowości i groteski. Dziewczynka pragnie za wszelką cenę zobaczyć anioły na nocnym niebie, mieszka razem z siostrą i matką. Dopiero śmierć dziecka zapewnia upragnioną wizję, a płyta grobowa przykrywająca je zamienia się w śnieg. („Nocne anioły") Czyż to nie jest cudownie dołująca historia w stylu starego Andersena?
Ilse Aichinger, urodzona w 1921 roku w Wiedniu, jest dzieckiem Holokaustu. Urodzona z matki zasymilowanej Żydówki i ojca chrześcijanina, wedle nazistowskiego rasizmu uznana została za „mieszańca pierwszego stopnia" i jako taka dotrwała do końca wojny. Jej siostra bliźniaczka wyjechała do Anglii z ostatnim transportem dzieci, których rodzice obawiali się o ich życie. Wybuch wojny przeszkodził siostrze i matce w dołączeniu do tamtej. Lata dojrzewania Aichinger odcisnęły piętno na twórczości, dotkniętej lękiem, smutkiem i niepewnością. To pokolenie Paula Celana i Ingeborg Bachmann, z którymi potem połączyła ją znajomość. Po wojnie pisarstwo Aichinger było i nadal jest postrzegane jako głos literatury, pragnącej dzięki językowi ocalić świat wartości przed barbarzyństwem, którego doświadczyła sama i jej bliscy. Wielowątkowe, niejednoznaczne, bez ogródek poruszające tematy takie jak śmierć i przemoc, stawiające pytania o potrzebę życia w świecie zdominowanym przez zło, jak choćby w znakomitym monologu spod szubienicy czy w toczącej się wspak „Lustrzanej historii", w której pogrzeb kobiety zmarłej w następstwie aborcji jest początkiem fabuły. To zresztą proza jak najbardziej pro life.
W opowiadaniu „Mój zielony osioł" widzimy Aichinger, jak zmaga się z wyobraźnią, która w postaci zielonego osła wędruje po moście. Czy to rzeczywiście osioł? A może mężczyzna w zielonym płaszczu? Osioł nakazuje się zastanowić, czy należy o nim zapomnieć. „Ale póki nie jestem gotowa, lubię pomarzyć, że ma zielonego ojca, zieloną matkę, na którymś cichym podwórku z tamtej strony wiązkę siana, a w uszach śmiechy młodych ludzi, którzy chowają się w bramie elektrowni. Że nie umiera, tylko czasami śpi".
Ilse Aichinger, „Mój zielony osioł. Opowiadania, wiersze, słuchowiska", Biuro Literackie, Wrocław 2013.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA