Historia

Honory dla generałów PRL

Porozumienie o współpracy z Klubem Generałów resort obrony podpisał we wrześniu. Na zdj. gen. Roman Harmoza, prezes KG (z lewej) i Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej
Rzeczpospolita
MON współpracuje z Klubem Generałów, którego członkowie wprowadzali stan wojenny. Przyjął też ich prezydent.
„Udział w uroczystościach wojskowych i państwowych oraz innych o charakterze patriotycznym" oraz „opieka nad pomnikami i miejscami pamięci narodowej" – m.in. takie zadania ma dla MON realizować Klub Generałów Wojska Polskiego. Porozumienie z resortem w tej sprawie podpisał przed tygodniem. Problem w tym, że w skład klubu wchodzą głównie wojskowi, którzy karierę robili w PRL. Niektórzy byli zaangażowali we wprowadzenie stanu wojennego.
Po pytaniach „Rz" MON obiecało sprawdzić, czy we władzach klubu znajdują się osoby skompromitowane. Jednak o rosnącym znaczeniu stowarzyszenia może też świadczyć fakt, że przed tygodniem generałów przyjął prezydent Bronisław Komorowski. – Takie kontakty są formą legitymizacji dawnych działań tych osób – ostrzega historyk prof. Andrzej Paczkowski.

Klub byłych dygnitarzy

Stowarzyszenie generałów powstało w 1996 roku, a w jego skład wchodzi obecnie około 80 osób. – Klub jest organizacją apolityczną, a jego członkowie mają zróżnicowane poglądy – podkreśla w rozmowie z „Rz" jego prezes gen. Roman Harmoza, który karierę zrobił głównie po 1989 roku. Był m.in. dyrektorem generalnym w MON i zastępcą szefa Misji OBWE w Gruzji.
MON współpracuje z komunistycznymi generałami (wideo) Jednak klub od początku przyciągał głównie wojskowych związanych z PRL. Jego szefami byli w przeszłości m.in. gen. Franciszek Puchała, który brał udział w opracowywaniu planów stanu wojennego, oraz gen. Mieczysław Dachowski, w latach 80. zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Na liście klubowiczów jest też nazwisko gen. Józefa Baryły, byłego członka WRON i Biura Politycznego KC PZPR. Klub nie ukrywa też dobrych kontaktów z gen. Wojciechem Jaruzelskim. W internecie zamieścił zdjęcie z obchodów dziesięciolecia w 2006 roku, podczas których był gościem honorowym. – Chcieliśmy w jakiś sposób uczcić w lipcu 90. rocznicę urodzin generała, ale niestety nie udało się z powodu jego stanu zdrowia – mówi gen. Harmoza. Dlaczego MON zdecydowało się na współpracę z takim stowarzyszeniem? – Wykorzystywanie osób, które wcześniej pełniły ważne stanowiska w wojsku, to dobry model, z którego powinniśmy korzystać, tak jak robi to wiele innych państw – mówił szef MON Tomasz Siemoniak, podpisując porozumienie. Relację zamieścił portal Polska-zbrojna.pl.

MON żąda wyjaśnień

W odpowiedzi na pytania „Rz" rzecznik resortu Jacek Sońta tłumaczy, że MON ma umowy z kilkunastoma organizacjami i nie „nie ma zwyczaju i możliwości badania wszystkich ich członków". – Minister jednoznacznie negatywnie ocenia wykorzystywanie przez komunistyczne władze PRL Wojska Polskiego przeciwko obywatelom. Szef resortu zwróci się do prezesa Klubu Generałów z prośbą o wyjaśnienie, czy w składzie znajdują się osoby skompromitowane działalnością w służbie struktur PRL. Ponadto zalecił też departamentowi odpowiedzialnemu za współpracę z organizacjami pozarządowymi przegląd wszystkich zawartych w ostatnim czasie umów – tłumaczy Sońta. Jednak MON z klubem współpracował już w latach 2005–2007. Zerwanie porozumienia zbiegło się z artykułem „Rz", w którym napisaliśmy o przeszłości niektórych jego członków. Z informacji na stronie internetowej Klubu Generałów wynika, że relacje z  kierownictwem MON znów zaczęły się intensyfikować na początku 2012 roku. To pod wpływem klubu resort zgodził się na asystę honorową podczas marcowego pogrzebu gen. Floriana Siwickiego. Sprawa wzbudziła kontrowersje, bo Siwicki współdowodził interwencją Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w 1968 roku, a w stanie wojennym stał na czele Sztabu Generalnego. – To człowiek, który splamił polski mundur. Czuję niesmak i zażenowanie, że podjęto taką decyzję – oburzał się historyk dr Piotr Gontarczyk.

Problemy z tożsamością

Zdaniem byłego ministra obrony Romualda Szeremietiewa, współpraca z Klubem Generałów jest dowodem na to, że wciąż mamy problem z określeniem tożsamości polskich sił zbrojnych. – W wyjątkowo dużym stopniu panuje w nich duch Okrągłego Stołu. Po 1989 roku nie odcięto się jednoznacznie od tradycji Ludowego Wojska Polskiego, a w armii wciąż służyło wielu generałów z tamtego okresu – tłumaczy. Jednak Klub Generałów sukcesy odnosi ostatnio nie tylko w kontaktach z MON. W ubiegłym tygodniu jego członkowie spotkali się z prezydentem Bronisławem Komorowskim. – To była pierwsza historyczna wizyta u głowy państwa. Cieszymy się, że pan prezydent, który zna doskonale wojsko, docenił naszą organizację – mówi gen. Harmoza. W spotkaniu w Belwederze uczestniczył m.in. gen. Józef Szewczyk, który w stanie wojennym był naczelnym prokuratorem wojskowym i osobiście angażował się w najważniejsze śledztwa. Na początku 1982 r. po wyroku na członków komitetu strajkowego kopalni Wujek interweniował, bo jego zdaniem strajkujący otrzymali zbyt niskie kary. Z okazji 90. urodzin drobny upominek od prezydenta otrzymał z kolei gen. Piotr Przyłucki. W grudniu 1970 roku był zastępcą dowódcy Pomorskiego Okręgu Wojskowego, którego wojska pacyfikowały robotników na Wybrzeżu. – Pan prezydent przyjął generałów na ich prośbę. Podczas spotkania mówił o kierunkach zmian w siłach zbrojnych. To grupa osób zainteresowanych tym tematem – podkreśla Joanna Trzaska-Wieczorek z Kancelarii Prezydenta. Do takich działań krytycznie odnosi się jednak prof. Paczkowski. – Członkowie klubu to raczej nie są osoby osobiście odpowiedzialne za przestępstwa. Jednak ich działania trudno zaklasyfikować pozytywnie – ocenia.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL