fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Porucznik Borewicz potrafi

Mariusz Cieślik
Fotorzepa, Robert gardziński RG Robert gardziński
Powiedzieć, że polska popkultura szoruje dziś brzuchem po dnie, to nic nie powiedzieć. Poziom dna cały czas skutecznie się obniża i nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy to się skończy.
Kolonizują nas nie tylko Amerykanie czy Anglicy, co byłoby jeszcze jakoś zrozumiałe, bo z dominacją anglosaskiej kultury masowej walczy cały świat. Ale i Szwedzi, Niemcy, Włosi czy Holendrzy. Warto przeprowadzić eksperyment i sprawdzić, które z nowych produkcji wprowadzanych na anteny stacji telewizyjnych we wrześniu, zostały wymyślone w Polsce. Zaręczam, że będzie ich nie więcej niż 10 procent. A wszystkie pozycje wysokobudżetowe to tzw. formaty, czyli swojskie wersje seriali, reality shows czy programów rozrywkowych wymyślonych gdzie indziej. Cóż, widocznie Polak nie potrafi.
Były jednak czasy, że potrafił i tak się złożyło, że przypadły one na okres PRL. Bo właśnie spektakularny sukces serialu „07 zgłoś się" na antenie TVP zainspirował mnie do spisania powyższych uwag. Ów cykl, który powtarzano już w telewizji niezliczoną ilość razy, bił w tym roku na antenie telewizyjnej Jedynki rekordy. Średnio oglądało go niemal 4 miliony widzów (i to codziennie!), co w wakacje jest rezultatem imponującym. Zresztą prawdziwym sondażem popularności zawsze jest tzw. propaganda szeptana, a w tym przypadku od wielu znajomych słyszałem, że oglądają z wielką przyjemnością.
Przy tej okazji odezwał się dawno niesłyszany Bronisław Cieślak, który komentując sukces powiedział, że młodzi ludzie chcą poznać prawdę o tamtej epoce przedstawianej dziś w czarnych barwach i dlatego oglądają serial. Cóż, aktor był posłem SLD, a jako że o jego politycznych dokonaniach niewiele wiadomo, można sądzić, że został wybrany na fali nostalgii za PRL. Nie wydaje się jednak, by podobne motywy kierowały współczesnymi widzami. „07 zgłoś się" to po prostu na tle współczesnych polskich seriali perełka: ma obdarzonego wdziękiem bohatera, dobry pomysł, dowcip, jest przyzwoicie zrealizowany, a na dodatek, nawet jeśli to momentami propaganda, mówi coś ciekawego o tamtej Polsce.
O współczesnych formatach nie da się tego powiedzieć. Nikt niczego ważnego o naszych czasach się z nich nie dowie. No, chyba że staną się przyczynkiem do dyskusji na temat smutnego upadku polskiej kultury masowej w czasach wolności.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA