Reklama

Kandydat do KRS: Nie wiem, gdzie były te „szerokie konsultacje” w sprawie listy

Narracja o szerokich konsultacjach przy tworzeniu tzw. praworządnościowej listy kandydatów do KRS ma przykryć w rzeczywistości fakt, że zestawienie to ma pomóc realizować grupowe interesy członków stowarzyszeń sędziowskich.
Kandydat do KRS: Nie wiem, gdzie były te „szerokie konsultacje” w sprawie listy

Warszawa, 04.12.2024. Sędzia Paweł Dobosz na sali Sądu Okręgowego w Warszawie

Foto: Leszek Szymański/PAP

"Grupa 15 kandydatów do KRS z tzw. listy praworządnościowej to sędziowie wyłonieni po szerokich konsultacjach w środowisku sędziowskim, nie tylko w stowarzyszeniach”. Przytoczone słowa sędziego Wojciecha Buchajczuka z wywiadu opublikowanego w „Rzeczpospolitej” 10 marca 2026 r. sprowokowały mnie do zabrania głosu w sprawie, która porusza obecnie środowisko sędziów.

Od razu, by jasno zaznaczyć też moją pozycję, chcę stwierdzić, że poprzez pełnomocnika zgłosiłem swoją kandydaturę na członka Krajowej Rady Sądownictwa. Nie jestem reprezentantem ani jednych, ani drugich skłóconych ze sobą stowarzyszeń sędziowskich (w szczególności Sędziów RP, Themis i Iustitii). Nie jestem też reprezentantem żadnego z prezesów sądów apelacyjnych. Inicjatywa zgłoszenia mojej kandydatury zrodziła się właśnie z poczucia braku możliwości partycypacji w tych „szerokich konsultacjach” w środowisku sędziowskim, które doprowadziły do ukształtowania tej tzw. praworządnościowej listy sędziów. Moja inicjatywa wynika z potrzeby przywrócenia odpowiedniej rangi samorządowi sędziowskiemu, pominiętemu przy tych „konsultacjach”.

Konsultacje w sprawie listy do KRS. Setek sędziów nikt nie zapytał?

Orzekam od kilkunastu lat w Sądzie Okręgowym w Warszawie, największym sądzie w Polsce, w którym orzekają również publicznie znani sędziowie, będący prominentnymi działaczami stowarzyszeń sędziowskich. Obawiam się, że Sąd Okręgowy w Warszawie nie jest w tym zakresie wyjątkowy, ale żaden z tych działaczy stowarzyszeń sędziowskich, prowadzących te „szerokie konsultacje”, nie zwrócił się do swoich koleżanek i kolegów z tego samego sądu, by uzyskać od nich jakiekolwiek stanowisko na temat sposobu kształtowania tej listy, a już tym bardziej jej składu osobowego.

Pomimo że listę tę tworzyli również prezesi sądów apelacyjnych, sędziowie Sądu Okręgowego w Warszawie nie uzyskali żadnej informacji od prezeski własnego sądu, choć zapewne pozostaje ona w stałym kontakcie z prezesem Sądu Apelacyjnego w Warszawie, na temat propozycji kandydatur na ww. listę.

Czytaj więcej

Ile jest polityki w wyborach do KRS? „Stan wyższej konieczności”
Reklama
Reklama

Nie sądzę, by te szerokie konsultacje dotarły do innych sądów w Polsce, a akurat nie dotarły do największego z nich. Nie słyszałem, by organy samorządu sędziowskiego zaproponowały jakichkolwiek kandydatów na tę listę 15 sędziów, a przecież to właśnie zgromadzenia ogólne poszczególnych sądów reprezentują głos środowiska sędziów.

Narracja o szerokich konsultacjach przy tworzeniu tej tzw. praworządnościowej listy sędziów ma przykryć w rzeczywistości fakt, że lista ta stworzona została również dlatego, by realizować grupowe interesy członków stowarzyszeń sędziowskich. Wzmacniać te interesy ma również towarzyszący procesowi opiniowania kandydatów szantaż moralny, pochodzący od członków tych stowarzyszeń, by głosować wyłącznie na osoby z listy praworządnościowej, gdyż wskutek rozproszenia głosów, do KRS wybrane zostaną niewłaściwe osoby.

Nie słyszałem, by organy samorządu sędziowskiego zaproponowały jakichkolwiek kandydatów na tę listę 15 sędziów, a przecież to właśnie zgromadzenia ogólne poszczególnych sądów reprezentują głos środowiska sędziów.

Paweł Dobosz, sędzia SO w Warszawie

Te uwagi mogłyby być uznane za drobny, jedynie środowiskowy spór, gdyby nie to, że ich źródłem są tendencje, które prowadzą do monopolizacji przekazu na temat kryzysu praworządności w wymiarze sprawiedliwości. Stowarzyszenia sędziowskie, w szczególności Iustitia i Themis, które m.in. wpływ miały na ukształtowanie „praworządnościowej listy sędziów”, zajmują jednorodne stanowisko dotyczące rozwiązania tego problemu, czego rezultatem było udzielone poparcie projektowi ustawy o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa przez uregulowanie skutków uchwał KRS podjętych w latach 2018-2025, wyartykułowane chociażby w trakcie wysłuchania publicznego.

Związki między Ministerstwem Sprawiedliwości a sędziami. Czy to nowa praktyka?

W tym zakresie występuje korelacja między stanowiskiem ministra sprawiedliwości a tymi stowarzyszeniami, czemu zresztą trudno się dziwić, jeśli część sędziów pracujących w Ministerstwie Sprawiedliwości, włącznie z jego szefem, z tych stowarzyszeń się wywodzi. Potwierdzeniem takich powiązań jest wybór przez większość sejmową dwojga kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, prominentnych członków tych stowarzyszeń sędziowskich.

Czytaj więcej

To ich wybierze Sejm do KRS? „Iustitia” opublikowała listę kandydatów
Reklama
Reklama

Takie zbliżenie sędziów do władzy wykonawczej i ustawodawczej nie jest czymś szczególnie nowym. To przecież w przeszłości minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w odniesieniu do kandydatów na członków KRS stwierdził, że „(…) na tym polega mechanizm demokratyczny – w ramach funkcjonowania mechanizmów demokracji każde środowisko może zgłosić takich sędziów, za których bierze odpowiedzialność. A więc myśmy zgłosili takich sędziów, którzy byli naszym zdaniem gotowi współdziałać w ramach reformy sądownictwa.” (sprawozdanie stenograficzne 3. posiedzenia Senatu RP X kadencji z 15 stycznia 2020 r.).

Krajowa Rada Sądownictwa jest organem, który ma stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Z pewnością problematyczne będzie wypełnienie tego wyzwania, jeżeli powiązania wywodzące się ze środowiskowej solidarności stowarzyszeń oraz ich związków z przedstawicielami środowisk politycznych, oddziaływać będą na przebieg sporu dotyczącego kryzysu praworządności w wymiarze sprawiedliwości.

Środowisko sędziowskie. Sędzia: Stowarzyszenia to kalka politycznych podziałów

Uwaga ta odnosi się do obu stron tego konfliktu skupionych wokół stowarzyszeń sędziowskich, które prowadzą jałowy spór bez perspektyw na porozumienie. Odtwarzają one jedynie polityczne podziały i plemienną wojnę polsko-polską, której jedynym celem jest mobilizowanie własnego elektoratu.

Wedle jednych okres „dobrej zmiany” w sądownictwie nie naruszył żadnych konstytucyjnych ani konwencyjnych standardów prawa obywatela do sądu.

Wedle drugich rozwiązaniem tego kryzysu jest wyłącznie degradacja sędziów sądów powszechnych, powołanych na podstawie przepisów ustawy z 8 grudnia 2017 r. o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, choć żadne orzeczenie międzynarodowego trybunału nie pozbawia tych sędziów uzyskanego z woli Prezydenta RP statusu.

Czytaj więcej

Dagmara Pawełczyk-Woicka: Grozi nam wydmuszka Krajowej Rady Sądownictwa
Reklama
Reklama

„Praworządnościowa lista sędziów” ma zatem stwarzać wrażenie, że wyłącznie osoby wskazane na tej liście, zaakceptowane przez niektóre stowarzyszenia sędziowskie, są zdolne do pracy nad skutecznymi rozwiązaniami dla polskiego sądownictwa. Jednocześnie ukształtowana, bez udziału organu samorządu sędziowskiego, lista ma marginalizować te poglądy, które nie powielają polaryzacyjnego sporu.

Z pewnością na tej „praworządnościowej liście” są również osoby zacne i wartościowe, niepowiązane ściśle ze stowarzyszeniami sędziowskimi. Nie ma jednak mowy o równości między poszczególnymi kandydatami na członków Krajowej Rady Sądownictwa, jeżeli środowiska sędziów skupione w stowarzyszeniach, zajmujące silniejszą pozycję, wydają swoje rekomendacje i w ten sposób dokonują wyboru kandydatów.

Działalność stowarzyszeń sędziowskich a niezależność sądów

Oczywiście nie można mieć pretensji, że te stowarzyszenia korzystają ze swoich zasobów kadrowych i organizacyjnych. W przeszłości przecież wykorzystywane one były w organizacji protestów wobec ograniczania niezależności sądów i wspieraniu represjonowanych sędziów. Należy jednak zwracać uwagę na to, że w ten sposób również realizują własne grupowe interesy swoich członków. Utrwalają swoje wpływy w strukturach sądownictwa. Tworzą układy powiązań, które w konsekwencji mogą mieć wpływ na niezależność sądów.

Czytaj więcej

Sędzia Piotr Schab: Kto kandyduje w prawyborach, wpisuje się na listę hańby

Jednocześnie to te właśnie środowiska odpowiedzialne są za radykalizację sporu, bo też krańcowo zarówno jedni, jak i drudzy chcieliby pozbawiać sędziów ich stanowisk. Jedni dlatego, bo sędziowie stosują międzynarodowe standardy i przeprowadzają testy bezstronności innych sędziów, a drudzy dlatego, by przywracać standardy praworządności. Choć motywy odmienne, to skutek ten sam.

Reklama
Reklama

W tym wszystkim pomijany jest natomiast samorząd sędziowski. W mojej ocenie dlatego, że żadne z tych radykalnych poglądów nie ma powszechnego wśród sędziów poparcia. Dlatego jedne środowiska uznają proces opiniowania kandydatów za nielegalny, choć trudno sobie wyobrazić pełniejszy sposób realizacji konstytucyjnej zasady wyboru kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa spośród sędziów, niż przy udziale właśnie organów samorządu sędziowskiego, czyli zgromadzeń ogólnych poszczególnych sądów.

Czytaj więcej

„Prawybory” do KRS. Czy czeka nas jeszcze większy bałagan w sądach?

Wybory do KRS, czyli profilowanie sędziów

Inne środowiska natomiast, by zapewnić sobie poparcie, promują „praworządnościową listę 15 sędziów”, w ten sposób próbując narzucić narrację o tym, że osoby z tej listy dają jedyną gwarancję dla stosowania zasad praworządności w wymiarze sprawiedliwości. Taki przekaz wynika jednak z braku zaufania do wyboru sędziów, który trzeba odpowiednio sprofilować, by stowarzyszenia sędziów uzyskały oczekiwaną reprezentację w KRS.

Ta gra interesów nie przyczynia się do rozwiązania problemów obywateli w dostępie do sądu. Wskazane środowiska są niezdolne do porozumienia. Trwają jedynie w oczekiwaniu na zmianę polityczną, która umożliwi przejęcie całej władzy przez jedną opcję polityczną i neutralizację przeciwnika. Nie proponują rozwiązań, które wytłumiłyby skutki dla sądownictwa politycznego wahadła.

Opinia Komisji Weneckiej z 27 lutego 2026 r. dotycząca rządowego projektu ustawy o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu, popierana przez część stowarzyszeń sędziowskich, krytycznie odnosi się do jego istoty polegającej na ustawowej degradacji sędziów sądów powszechnych (grupa żółta) i opowiada się za przeprowadzeniem nowych konkursów, podlegających kontroli i zatwierdzeniu przez sąd. Nawet jednak ta propozycja nie spotka się z akceptacją tych środowisk sędziów, którzy czekają jedynie na powrót „dobrej zmiany” do sądów. Należy zatem poszukiwać nowych rozwiązań. Taką propozycją jest jednolity status sędziego, który eliminuje źródło konfliktu, bo usuwa problem kwestionowanych awansów na stanowiska sędziowskie w sądach wyższego rzędu.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Maciej Gutowski, Piotr Kardas: Żółta kartka dla ustawy praworządnościowej

Namawiam czytelników, innych niż sędziowie, do obserwacji tego sporu właśnie z tej perspektywy. W rzeczywistości bowiem jedynie trwałe zmiany, oparte na kompromisie są w stanie skutecznie zapewnić obywatelowi realizację jego prawa do sądu. Proszę wsłuchiwać się w te głosy sędziów, które poszukują porozumienia i unikają jałowego konfliktu pogłębiającego jedynie polaryzację.

Autor jest sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie, kandydatem do KRS

Opinie Prawne
Paweł Rochowicz: W relacjach fiskus–podatnik lepiej stworzyć dobre przepisy niż rzucać monetą
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Bank Pekao przyjął Plan Dekarbonizacji
Opinie Prawne
Piotr Zamroch: Wyrok TK w sprawie P 10/16 z perspektywy trzech miesięcy jego (nie)stosowania
Opinie Prawne
Mariusz Cholewa: Rynek informacji kredytowej nie powinien być rozproszony
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Drybling w Trybunale Konstytucyjnym
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama