fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Polacy nie chcą interwencji w Syrii

Pieniądze na pomoc dla Syryjczyków zbierano wczoraj podczas imprezy charytatywnej w Nałęczowie, zorganizowanej przez Polską Akcję Humanitarną
Fotorzepa, Wojtek Jargilo Wojtek Jargilo
77 proc. Polaków nie zgadza się, by nasi żołnierze wzięli udział w ewentualnej wojskowej interwencji.
Dyskusja o tym, czy interweniować w Syrii, gdzie trzeci rok trwa brutalna wojna domowa, rozwija się w Stanach Zjednoczonych. Także w Polsce wpływowi analitycy rozważają sensowność operacji.

Inercja też kosztuje

„Ewentualna interwencja zbrojna, aby była akceptowalna i skuteczna, musiałaby mieć jasny mandat RB ONZ" – napisał na Twitterze gen. Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Marcin Zaborowski, szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, pytał, czy decydując się na interwencje w Syrii, Zachód ma wizję tego, „jak ma ten kraj wyglądać po Assadzie"? „Mam wątpliwości" – napisał.
„To niestety pewność" – odpowiedział gen. Koziej.
Zaborowski sądzi, że media nawołujące, żeby „coś zrobić" w Syrii jutro będą mówić o „błędach, kosztach i okupacji".
Do interwencji przekonuje natomiast Beata Górka-Winter z PISM. Jak zauważa, konflikt w Syrii nie zaczął się wczoraj. Był czas na przygotowanie planu awaryjnego. „Teraz czas na działanie" – podkreśliła analityczka. Szef BBN odpowiedział jej, że podziwia „taki pęd do działania". „A co po nim, jeśli to nie będzie działanie całej społeczności międzynarodowej?" – pytał.
Górka-Winter tłumaczy, że nigdy nie jest tak, że działa cała społeczność międzynarodowa. „To stan idealny nie do osiągnięcia. Działanie nie musi oznaczać interwencji, ale mocarstwa muszą okazać swoją stanowczość wobec tak drastycznych wydarzeń. Inercja też kosztuje" – przekonuje.
Nastawienie opinii publicznej jest jednak jednoznacznie niechętne wobec udziału naszych żołnierzy w ewentualnej interwencji syryjskiej. „Nie" mówi mu 77 proc. uczestników sondażu Homo Homini dla „Rz". „Za" jest tylko 15 proc.
Podobnie przeciwni wysyłaniu swoich żołnierzy na nową wojnę są Amerykanie. Jak wynika z badań przeprowadzonych dla agencji Reuters, 60 proc. stwierdziło, że Stany Zjednoczone nie powinny interweniować podczas wojny domowej w Syrii. Przeciwnego zdania było 9 proc.
Najwięcej polskich żołnierzy jest obecnie w Afganistanie. Nasi służą też w misjach obserwacyjnych w Kosowie, Bośni i Hercegowinie oraz szkoleniowej w Mali. Niechętny stosunek do nowych misji demonstrował ostatnio prezydent Bronisław Komorowski. – Koniec z polityką łatwego wysyłania polskich żołnierzy na antypody – mówił 15 sierpnia w dniu Święta Wojska Polskiego.
Dlaczego świat nie interweniuje w Syrii?

Chleb dla uchodźców

Przeciwni udziałowi w wojskowej interwencji Polacy angażują się w pomoc dla ofiar wojny domowej. Wczoraj w Nałęczowie odbyła się impreza SOS dla Syrii zorganizowana przez Polską Akcję Humanitarną (PAH). Zbierano datki na pomoc dla ofiar konfliktu, wystąpił chór „Gospeople", były pokazy taneczne, aukcja obrazów i rękodzieła. Gdy zamykaliśmy to wydanie, nie było jeszcze wiadomo, ile pieniędzy zebrano.
Organizacja zbiera podpisy pod apelem do Baracka Obamy oraz Władimira Putina, aby podjęli działania na rzecz rozmów pokojowych w Syrii. „Jako organizatorzy rozmów pokojowych muszą współpracować ze wszystkimi stronami konfliktu w celu pilnego określenia ram czasowych jego rozwiązania. Brak takich uzgodnień oznaczać będzie jeszcze większy rozlew krwi i jeszcze większe cierpienie milionów Syryjczyków" – podkreśla organizacja.
Jest ona obecna w Syrii oraz w Turcji i Libanie, gdzie pomaga syryjskim uchodźcom. – W Syrii dostarczamy kupony na chleb i cysternę z wodą. W czerwcu pomogliśmy w ten sposób ponad tysiącu rodzin – mówi Beata Bosiacka, rzeczniczka PAH. Dodaje, że cały czas trwa akcja PAH SOS: – Wśród osób, które do niej przystąpią, zbierane są comiesięczne datki na Syrię.
– Pomagamy dzieciom syryjskich uchodźców, którzy trafili do Jordanii i Libanu – mówi z kolei Marta Titaniec, koordynator projektów zagranicznych Caritas. Dodaje, że dzięki Caritasowi dzieci, które mieszkają w sześciu miastach w Jordanii mogą się uczyć i integrować z miejscową społecznością. – W najbliższym czasie wyjadą tam dwaj nasi wolontariusze – dodaje Titaniec.
Polski Czerwony Krzyż już od ubiegłego roku zbiera datki na zakup niezbędnych rzeczy poszkodowanym w wojnie domowej. – Na miejscu są przedstawiciele Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, który współpracuje bezpośrednio z Syryjskim Czerwonym Półksiężycem – opowiada Magdalena Stefańska z działu międzynarodowego PCK.
Dodaje, że w ramach akcji koordynowanej przez PAH zbierano koce, które trafiły do Syrii. – Prowadzimy też zbiórkę pieniędzy, która przeznaczona jest na zakup odzieży, jedzenia, wody, środków medycznych czy tworzenia szpitali polowych. Chętni mogą się zgłaszać do nas, pieniądze można też przelać na konta Międzynarodowego Czerwonego Krzyża – mówi.
Od lipca 2012 r. syryjskim uchodźcom pomaga też w Libanie Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, współfinansowane przez MSZ.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA