fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Raport na koniec wakacji

Fotorzepa, Rafał Guz rg Rafał Guz
29, a najpóźniej 30 sierpnia członkowie zarządów blisko 180 spółek giełdowych będą musieli być w pracy. Choćby po to, by podpisać raporty półroczne. W ostatnim tygodniu tego miesiąca raporty ogłosi grubo ponad 200 firm.
Sierpień to okres giełdowych wakacji. Także dla wielu członków zarządów notowanych na warszawskiej giełdzie spółek. Podobnie jest w innych krajach, zwłaszcza tych z południa Europy.
Wakacje rzecz święta i dobre wychowanie nakazuje, by ich nie zakłócać. Zapewne dlatego przez większość sierpniowych dni raporty półroczne pojawiają się w ograniczonej liczbie. Za to koniec miesiąca przynosi ich kumulację.
Przyznam, że nie do końca rozumiem, dlaczego olbrzymia część spółek publikuje raporty półroczne w ostatniej chwili. Przecież, jak pokazuje przykład niektórych naprawdę dużych firm, można to zrobić na przełomie lipca i sierpnia, czyli przed giełdowymi wakacjami.
Przykłady ze świata pokazują, że w dobrze zorganizowanej korporacji międzynarodowej przygotowanie raportu zajmuje trzy, czasami cztery tygodnie. W tym czasie nie tylko wszystko jest policzone i podsumowane oraz opisane, ale także z raportem udaje się zapoznać biegłemu rewidentowi. Tymczasem grubo ponad 200 polskich spółek giełdowych na sporządzenie raportu, który w przytłaczającej większości przypadków wymaga mniej pracy niż np. sprawozdanie finansowe Apple, Intel, czy France Telecom, potrzebuje aż ośmiu tygodni.
Albo nasze spółki są dużo gorzej zorganizowane niż zagraniczne firmy, albo publikacje raportu odkładają na ostatnią chwilę z premedytacją. I jedno, i drugie jest równie prawdopodobne. I jedno, i drugie nie najlepiej świadczy o firmie.
Z obserwacji wiem, że w korporacji robienie na ostatnią chwilę jest czymś tak normalnym jak przerwa na lunch. To styl pracy. Tak przygotowywane są nie tylko giełdowe raporty finansowe, ale także ważne biznesowe projekty i oferty, jak również dokumentacja na kluczowe dla przyszłości firmy przetargi.
Taki styl pracy niesie ze sobą zagrożenia. Brakuje czasu na popatrzenie na końcowe dzieło świeżym okiem i – co za tym idzie – uniknięcie błędów, które spółki giełdowe, korygując swe raporty, eufemistycznie nazywają „oczywistymi pomyłkami pisarskimi". Odsuwanie w czasie publikacji raportu może być także próbą ukrycia go w natłoku innych ogłaszanych tego samego dnia informacji. Jestem przekonany, że część spółek z premedytacją z tego powodu wybiera ostatni albo prawie ostatni możliwy termin publikacji. Robią to zwłaszcza te firmy, które komunikację z rynkiem traktują jako uciążliwy obowiązek.
Lawina raportów publikowanych w tym samym terminie nie ułatwia życia inwestorom i analitykom. Dla tych, którzy chcą je uczciwie przeanalizować, jest niemal tak samo irytująca jak stanie w korku na autostradzie. Utrudnia również samym spółkom ewentualne sprzedanie dobrych wyników w mediach. W tłoku przebiją się tylko najwięksi.
Marzy mi się, by spółki z indeksu WIG30 i te, które do obecności w tym wskaźniku giełdowej koniunktury aspirują, publikowały raporty w cztery, pięć tygodni po końcu półrocza i trzy, cztery tygodnie po skończeniu nieparzystego kwartału. Co prawda, jeśli więcej firm poszłoby w ich ślady, znów prawdopodobnie byłoby spiętrzenie raportów, ale przynajmniej wszyscy mieliby spokojne sierpniowe wakacje.
Autor jest publicystą ekonomicznym
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA