fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Naprawdę głośny spektakl Zadary

Anna Cieślak i Arkadiusz Brykalski
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Jan Bończa-Szabłowski
Eksperymentalny pokaz powieści Marka Hłaski w Muzeum Historii Żydów Polskich.
Michał Zadara jest z pewnością barwnym ptakiem wśród polskich reżyserów teatralnych. Zaskakuje błyskotliwością skojarzeń. Jest reżyserem efektownym, czasem bywa, niestety, efekciarski. Kiedy oglądałem „Aktora” w Teatrze Narodowym, miałem wrażenie, że tym spektaklem wszedł w reżyserską dorosłość. Spektakl szalony, ale przemyślany w najdrobniejszych szczegółach odświeżył Norwida, otrzepał go z kurzu badaczy, a jednocześnie pozostał wierny jego filozofii i wyobraźni. Późni wnukowie mogli być dumni.
W przypadku realizacji utworu Marka Hłaski zadanie było łatwiejsze. Twórca „Pięknych dwudziestoletnich” wciąż pozostaje Jamesem Deanem polskiej literatury, a hasło „Wszyscy byli odwróceni”, które umieściła na grobie matka, nie dotyczy jego pośmiertnych losów.
Inscenizacja powieści „Wszyscy byli odwróceni” w Muzeum Historii Żydów Polskich jest pomysłem błyskotliwym i logicznym.
Tytuł oskarżycielski odwołujący się do potrzeby tolerancji dotyczy jednej z izraelskich powieści Hłaski. Tej, która w dość zgodnej opinii krytyków otwiera dojrzały etap w twórczości autora „Pięknych dwudziestoletnich”.
Chwała Michałowi Zadarze, że inicjując działalność teatralną w MHŻP, wybrał ten utwór. To wielowątkowa powieść dotycząca pogmatwanych losów polskich Żydów, którzy w Izraelu pojawili się w latach 50. ubiegłego wieku. Ocaleni z zagłady postanowili tam osiąść i rozpocząć nowy etap życia. Dostosowując się do nowych warunków, próbowali ocalić tożsamość.
Ludzie zawieszeni między dwoma światami walczą z obojętnością, poszukują pracy, znoszą upokorzenia, wchodzą w skomplikowane męskie przyjaźnie, rywalizują o kobiety. Opowieść wydaje się wprost stworzona dla teatru.
Nieduża scena sali konferencyjnej Muzeum pozbawiona zaplecza zachęciła Michała Zadarę do prezentacji opowieści w warunkach studyjnych. Prawie bez dekoracji. Mamy wrażenie,  że uczestniczymy w próbie. Aktorzy sami sterują oświetleniem, co pewien czas zmieniają kostiumy w przebieralni usytuowanej centralnie na scenie.
Największym problemem inscenizacji jest nadekspresyjna gra aktorów. Wszyscy, oprócz Edwarda Linde-Lubaszenki, każdą kwestię wykrzykują oraz wzmacniają nadmierną gestykulacją. O prawdzie psychologicznej nie może być mowy. W którymś momencie miałem wrażenie, że spektakl przygotowany jest nie do MHŻP, ale na Stadion Narodowy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA