fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Prace Lebensteina w Muzeum Karykatury

Jan Lebenstein
Muzeum Karykatury
Prace wybitnego polskiego malarza i rysownika wystawia warszawskie Muzeum Karykatury - pisze Monika Kuc
– Może to budzić zaskoczenie – mówi „Rz" Zygmunt Zaradkiewicz, dyrektor Muzeum Karykatury w Warszawie – ale przecież wiele prac Lebensteina jest bliskich karykaturze. Prezentuje ironiczne, wręcz satyryczne spojrzenie na świat i ludzi. Ujawnia ludzkie wady, używając środków zaczerpniętych z karykatury. Lebenstein tworzy metaforyczny klimat iluzji, który – po dokładniejszym przyjrzeniu – okazuje się światem doskonale nam znanym z osobistego doświadczenia, a dzięki talentowi artysty staje się światem niezwykłym. Zobacz galerię zdjęć
Prezentowane prace na papierze pochodzą z kolekcji Marii i Marka Pileckich. Układają się w rodzaj notatnika, świetnie uzupełniającego wiedzę o artyście i zdradzającego tajniki jego warsztatu. Przypominają, że sławę przyniosły Lebensteinowi „figury osiowe" z lat 50. – syntetyczne sylwetki na granicy abstrakcji, przekształcone w znaki ludzkiej egzystencji. To za nie Lebenstein otrzymał Grand Prix na Biennale Młodych w Paryżu w 1959 r., co otworzyło mu drogę na Zachód.
Przede wszystkim wystawa w Muzeum Karykatury prezentuje prace, które artysta zaczął tworzyć od lat 60., czyli fantazyjne „Bestiarium", zapełnione hybrydalnymi zwierzętami i karykaturalnymi ludźmi. Mimo pozorów drapieżności to świat przesycony humorem, opowiadający głównie o relacjach między kobietą i mężczyzną, podszytych grą zmysłów i wybujałą erotyką. Artysta odwołuje się tu zarówno do mitologicznych skojarzeń, sztuki antycznej, sumeryjskiej, barokowej, jak i współczesnej.
Na wystawie zastosowano pomysłowy chwyt scenograficzny. Niektóre z demonicznych zwierząt, pojawiających się na rysunkach, zostały powiększone i wydają się biegać pod ścianami.
Zanim Lebenstein zaczynał malować obrazy, zawsze robił dużo rysunków, gwaszy, akwarel, bo uważał, że trzeba znaleźć ideę obrazu, a nie „mazać na oślep" od razu na płótnie. Szkice robił dosłownie na wszystkim, na każdym skrawku papieru, który miał pod ręką. Mogła to być kawiarniana serwetka lub papier milimetrowy, jakiego używali kreślarze i architekci. Używał ołówka, kredek, długopisu, flamastra, farb, niejednokrotnie miksując techniki.
Wiele motywów ze szkiców malarz przenosił potem do obrazów. Jednak wśród zaprezentowanych prac zdarzają się także zupełne unikaty, oglądane po raz pierwszy, jak rysunek 18-letniego Lebensteina, jeszcze sprzed studiów na Akademii, przedstawiający nagą kobietę o rubensowskich kształtach. Albo przykład politycznej satyry – rysunek z ptakiem pozornie w narodowych biało-czerwonych barwach, który ma głowę i krańce skrzydeł jakby unurzane w czerwonej farbie, co niedwuznacznie kojarzy się z czerwonym reżimem.
To przypomnienie, że artysta związany z paryską „Kulturą" uprawiał również polityczną karykaturę, chociaż lepiej pamiętamy go jako ilustratora „Apokalipsy" i „Księgi Hioba" w tłumaczeniu Czesława Miłosza czy „Folwarku zwierzęcego" Orwella.
Jan Lebenstein, „Widzenie świata" – wystawa czynna do 1 września
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA