fbTrack

Społeczeństwo

Ocaleje emerytalny raj

Fotorzepa, Tom Tomasz Jodłowski
Różnice między prawami górników a resztą ubezpieczonych w ZUS są wręcz szokujące. Mimo tego rząd wycofuje się z reformy ich systemu
Średnia emerytura górnika wynosi 3,6 tys. zł miesięcznie – wynika z najnowszych danych ZUS z 2012 r. Pozostali dostają 1,9 tys. zł, najmniej  nieposiadający żadnych przywilejów samozatrudnieni (1,3 tys. zł).
Wiek emerytalny wszystkich pracowników wynosi docelowo 67 lat. Dla górników – niespełna 50 lat, a przed ukończeniem tego wieku ze świadczeń korzysta 2/3 z nich. Średnia renta z tytułu niezdolności do pracy to 1,4 tys. zł. Górnicza – 3,5 tys. zł.  Wszystkie osoby ubezpieczone w ZUS obowiązuje zasada – ile wpłaciłeś, tyle dostaniesz na starość.
Z górnikami jest inaczej – każdy rok ich zatrudnienia liczy się tak, jakby pracowali dłużej. Nawet tak hojnie, że 12 miesięcy traktuje się jak 1,8 roku. 3,6 tys. zł dostaje na emeryturze górnik. Samozatrudniony niemal trzy razy mniej – 1,3 tys. zł Wszystko to powoduje, że świadczenia górników kosztują podatników krocie. Jak wynika z szacunków rządu, do których dotarła „Rz", w 2011 r. do ich emerytur podatnicy musieli dopłacić 6,5 mld zł. Z kolei z danych ZUS wynika, że w 2012 r. wydaliśmy na te świadczenia 8,8 mld zł, co stanowi prawie 8 proc. wszystkich wydatków na emerytury (111,4 mld zł). Dzieje się tak, mimo że górnicy stanowią zaledwie 4 proc. wszystkich świadczeniobiorców – 204 tys. z 4,96 mln. Dostają zatem dwukrotnie więcej pieniędzy niż ich udział w liczbie osób pobierających świadczenia. – Nadwyżkę finansują podatnicy. Nie widzę żadnego ekonomicznego powodu, by utrzymywać tę świętą krowę – mówi „Rz" Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku. Mimo tego rząd nie zamierza podjąć reformy tego systemu. Premier Donald Tusk potwierdził w środowym wywiadzie dla „Polityki" informacje, które opublikowaliśmy 5 marca w artykule „Rząd klęka przed górnikami". Napisaliśmy wtedy, że już w styczniu zapadły decyzje, by z tym systemem nic nie robić. W marcu rząd starał się jeszcze dementować nasze informacje. Dziś premier przyznaje, że zmian nie będzie. Co więcej, przekonuje, że wcale ich nie zapowiadał. Mimo że w exposè w 2011 r. mówił: „jeśli chodzi o uprzywilejowane warunki przechodzenia na emeryturę w górnictwie będziemy proponowali utrzymanie tych przywilejów wyłącznie dla tych, którzy pracują bezpośrednio przy wydobyciu", pozostali mieli korzystać „z emerytur przejściowych, tak aby (...) jak najszybciej mogli wejść do systemu powszechnego". Mecenas Paweł Pelc, b. wiceprezes Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi, wskazuje, że konserwowanie obecnego systemu jest nie tylko bardzo kosztowne, ale niezgodne z prawem. – Ewidentnie naruszona jest tu zasada sprawiedliwości społecznej – mówi. Wskazuje, że górniczy system pogłębia permanentne manko w emeryturach, które muszą pokrywać podatnicy. – Te pieniądze nie biorą się znikąd. Do górników muszą dopłacać podatnicy, którzy często znajdują się w gorszej sytuacji – dodaje Wojciechowski. Eksperci oprócz konsekwencji ekonomicznych wskazują też na to, że decyzja rządu osłabia argumenty do jakichkolwiek reform. – Zawsze ludzie mogą powołać się na przykład górników, protestując przeciw odbieraniu im jakichś praw – wskazuje Pelc. Wojciechowski zwraca ponadto uwagę, że Komisja Europejska w tym tygodniu domagała się od rządu urealnienia planu dochodzenia do 3 proc. deficytu, który ma skutkować zdjęciem z nas tzw. procedury nadmiernego deficytu. – Jednym z zaleceń zawartych wprost jest reforma emerytur górników i KRUS – podkreśla ekonomista. Obetnijmy emerytury górnikom
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL