fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Donald Tusk to Platforma

Nowe zasady głosowania pomogą Donaldowi Tuskowi znokautować konkurentów
Rzeczpospolita, Beata Kitowska BK Beata Kitowska
Aż 69 proc. wyborców PO deklaruje, że chce, aby na czele partii pozostał premier Donald Tusk
W wewnętrznych wyborach, w których lidera wybiorą wszyscy członkowie Platformy, Tusk chce osiągnąć jeszcze bardziej miażdżącą przewagę niż w sondażu „Rz".
Dlatego podczas czwartkowego posiedzenia zarządu partii zaproponował takie rozwiązania, które utrudnią uzyskanie dobrego rezultatu Grzegorzowi Schetynie i Jarosławowi Gowinowi. Choćby takiego, jaki uzyskali w naszym sondażu – Schetyna dostał poparcie co ósmego zwolennika PO (12,5 proc.), Gowin zaś co szesnastego (6 proc.). Przede wszystkim Tusk przyspieszył wybory o pół roku – na lato tego roku. Wedle naszych rozmówców w obozie Schetyny, szef rządu obawiał się, że w miarę upływu czasu będzie politycznie coraz słabszy i coraz trudniej mu będzie odpierać ataki. Już dziś premier zjechał tak nisko w sondażach popularności, że zrównał się z Jarosławem Kaczyńskim, niekwestionowanym dotąd królem elektoratu negatywnego. Spadek trwa od listopada i nic nie wskazuje na to, aby premier miał pomysł na odwrócenie tej tendencji.
Żeby utrudnić swoim konkurentom kampanię, premier zmienił zasady głosowania – zamiast głosowania tradycyjnego przeforsował głosowanie korespondencyjne i przez Internet. Opozycja wobec Tuska odebrała to jako jednoznaczny sygnał: informacja, kto na kogo głosował, może trafić do zwycięzcy. Taka sytuacja miała już miejsce. Po prezydenckich prawyborach początku 2010 r. okazało się , że kierownictwo PO miało pełne informacje, kto głosował na Bronisława Komorowskiego, a kto na Radosława Sikorskiego. – Byłem w komisji podczas prezydenckich prawyborów. Kiedy docierały do nas korespondencyjne głosy, to wiedzieliśmy, kto jak głosował – przyznaje w rozmowie z „Rz" Tomasz Tomczykiewicz, lider śląskiej Platformy. Zachowanie Tomczykiewicza jest dobrą ilustracją jeszcze jednej zagrywki premiera. Otóż, Tusk odwrócił chronologię: najpierw zostanie wybrany lider partii, a dopiero potem szefowie lokalnych struktur. A zatem, gdy Schetyna przegra, jego ludzie także mogą w konsekwencji stracić stanowiska. Dlatego niektórzy bliscy Schetynie politycy – jak Tomczykiewicz – zaczynają się orientować na premiera. Według naszych informacji, gdy podczas czwartkowych obrad zarządu partii Schetyna starał się zablokować takie rozwiązanie, został na polu walki tylko ze swymi najwierniejszymi stronnikami – Andrzejem Halickim i Rafałem Grupińskim. Gowin ostro krytykuje Platformę. Co teraz zrobi Tusk? Takie zachowanie Tuska pokazuje, że spekulacje dotyczące powrotu Schetyny do rządu są nieaktualne. Były one żywe zwłaszcza po spotkaniu Schetyny z Tuskiem 16 maja. Jak relacjonują współpracownicy Schetyny, miał on opowiadać, że Tusk sonduje jego powrót do rządu. Tyle że tydzień później na posiedzeniu zarządu Tusk postawił Schetynę pod ścianą: przeforsował takie zasady wyborów, które stawiają Schetynę w bardzo trudnej sytuacji. – Tusk jest przekonany, że ludzie Schetyny atakują członków rządu poprzez przecieki do mediów – mówi nam stronnik premiera. – W takiej sytuacji nie ma mowy o kompromisie. Zdaniem naszego rozmówcy, premier uznał także, że Schetyna zawarł pakt z Gowinem, aby wymusić rekonstrukcję rządu. – Donald zwrócił uwagę na ich wywiady, w tym rozmowy opublikowane w „Rz" – twierdzi nasz rozmówca. – Identycznie krytykowali rząd i obaj mówili o rekonstrukcji, nie szczędząc sobie komplementów. Uznał, że nie może im ulec. Jeśli dojdzie do głosowania na nowych zasadach, to Tusk rozniesie i Schetynę, i Gowina, nawet jeśli będą współdziałać. Bez wątpienia premier gra dziś na absolutne zdominowanie partii. Wedle naszych informacji, zwolennicy Schetyny są w minorowych nastrojach. Szacują szanse swego lidera na nie więcej niż 10 proc. Jedyne, o co mogą teraz grać, to maksymalne opóźnienie wyborów, tak aby nie prowadzić kampanii w wakacje. Zwracają uwagę, że zarząd partii zatwierdził tylko jedną datę: 29 czerwca odbędzie się Konwencja Krajowa PO. Data samych wyborów nie została jeszcze ustalona, więc pojawiające się w wypowiedziach premiera terminy wakacyjne są tylko orientacyjne. Stronnik Schetyny się odgraża: – Wcale nie jest pewne, czy wybory rzeczywiście odbędą się w wakacje. Jarosław Gowin nieformalną kampanię prowadził jeszcze jako członek rządu, a dziś intensywnie podróże po kraju, to w tak szybkim czasie nie ma szans na zbudowanie poparcia – choćby takiego jak w sondażu „Rz". Wczoraj Gowin ogłosił list otwarty do członków Platformy. Chwaląc Tuska za walkę z kryzysem, wiele miejsca poświęcił krytyce rządu i partii. „Tempo wzrostu gospodarczego maleje. Szybko rośnie bezrobocie. Ponieśliśmy szereg dotkliwych porażek w różnego rodzaju wyborach lokalnych. Nasze koleżanki i koledzy alarmują?, że coraz częściej działania samorządowców Platformy i aparatu partyjnego w regionach zaczyna cechować buta, partyjniactwo i budzące wątpliwości moralne korzystanie z przywilejów władzy" – napisał. Skrytykował rząd za podnoszenie podatków, brak polityki prorodzinnej, rozrost biurokracji i opóźnienia w wydobywaniu gazu łupkowego. Zaatakował także partyjnych liberałów: „Jak do naszej Deklaracji Ideowej ma się dążenie do instytucjonalizacji związków homoseksualnych, sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem definiowanie płci poprzez role społeczne czy uznawanie poloneza na studniówce za przejaw homofobii?" – napisał. Według informacji „Rz" podczas obrad zarządu Platformy premier ostrzegł, że po wyborach nie będzie tolerował publicznej krytyki, w której wyspecjalizowali się i Gowin, i Schetyna. Najtrudniejsze będą dla nich zatem nie same wybory – bo wiedzą, że nie mają szans wygrać z Tuskiem. W najgorszej sytuacji znajdą się po tych przegranych wyborach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA