Projekt ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury (patrz: tekst sędziego Dariusza Wysockiego w „Rz” z 30 czerwca „Jak zostać sędzią: droga z przeszkodami”) nie tworzy nowej drogi dojścia do zawodu sędziego, lecz krzyżujące się i przeplatające serpentyny, z których połowa to ślepe zaułki. Młody prawnik aspirujący do zawodu sędziego, czytając proponowane rozwiązania, dojdzie zapewne do wniosku, że nie długa i żmudna aplikacja sądowa, nie kariera naukowa ani doświadczenie w zawodzie asystenta sędziego czy referendarza zwieńczone egzaminem sędziowskim, lecz odbycie aplikacji adwokackiej czy radcowskiej i trzyletnia obecność na liście adwokatów i radców prawnych mogą najpewniej doprowadzić do osiągnięcia stanowiska sędziowskiego.

 

 

Na zupełny margines autorzy projektu zepchnęli absolwentów aplikacji sądowej i aplikantów odbywających szkolenie na dotychczasowych zasadach. Grubą kreską oddzielono ich od aplikantów sądowych, którzy odbędą szkolenie w Krajowej Szkole.

Na margines autorzy projektu zepchnięto absolwentów aplikacji sądowej i aplikantów odbywających szkolenie na dotychczasowych zasadach

Dotychczasowi aplikanci po zdanym egzaminie sędziowskim, przystępując do konkursu na wolne stanowisko sędziowskie, będą się musieli legitymować trzyletnim zatrudnieniem na stanowisku referendarza sądowego w pełnym wymiarze czasu pracy lub czteroletnim na stanowisku asystenta sędziego. Oznacza to, iż aplikant sądowy, który rozpoczął aplikację w październiku 2007 r., przystąpi do egzaminu sędziowskiego w październiku 2010 r., a w konkursie na wolne stanowisko sędziowskie będzie mógł wziąć udział najwcześniej w listopadzie 2013 r. lub listopadzie 2014 r. Natomiast aplikanci, którzy rozpoczną szkolenie w Krajowej Szkole w 2009 r., będą się mogli ubiegać o wolne stanowisko sędziowskie w tym samym czasie, co sprawia, że szanse „niepełnowartościowych” aplikantów szkolonych na starych zasadach nikną. Absolwenci aplikacji sądowej i obecni aplikanci, którzy podjęli trud odbycia szkolenia i przystąpienia do egzaminu sędziowskiego, staną zatem na pozycji przegranej wobec absolwentów Krajowej Szkoły, a ich droga do zawodu sędziego okaże się ślepym zaułkiem.

 

 

Kontrowersyjna jest także propozycja uzależnienia długości stażu na stanowisku asystenta sędziego od wymiaru czasu pracy. Dotknie ona choćby osób łączących zatrudnienie na stanowisku asystenta sędziego lub referendarza z dziennymi studiami doktoranckimi. Osoby te w myśl art. 200 ust. 4 ustawy z 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym (DzU nr 164, poz. 1365 ze zm.) nie mogą podejmować zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy, więc będą mogły przystąpić do egzaminu sędziowskiego i ubiegać się o wolne stanowisko sędziowskie dopiero w czasie wydłużonym proporcjonalnie do wymiaru czasu pracy, czyli znacznie bardziej odległym od zatrudnionych na stanowisku asystenta sędziego czy referendarza w pełnym wymiarze czasu pracy. Kwestia ta wprawdzie nie dotyka znacznej grupy osób, ale jest istotna, bo burzy wypracowany model łączenia drogi naukowej z praktyką. Aplikacja sądowa w proponowanej formie będzie bowiem trudna lub wręcz niemożliwa do połączenia z pracą naukową, choćby ze względów logistycznych.

Autopromocja
PRENUMERATA 2022

Znacznie więcej o biznesie, finansach oraz prawie

Zaprenumeruj

Wprawdzie projekt przewiduje możliwość podjęcia przez aplikanta zatrudnienia na stanowisku dydaktycznym, naukowo- dydaktycznym lub naukowym, ale równocześnie daje dyrektorowi Krajowej Szkoły możliwość wyrażenia wiążącego sprzeciwu. Opcja sprzeciwu przypuszczalnie nie będzie jedynie martwą literą prawa, ponieważ aplikant odbywający dzienne studia doktoranckie na uniwersytecie oddalonym od ośrodka szkoleniowego nie będzie miał szans uczestniczyć w pełnym wymiarze w szkoleniach aplikacyjnych prowadzonych w trybie ciągłym i zajęciach na uczelni, co dziać się będzie ze szkodą dla obu przedsięwzięć. Będzie więc zmuszony do dokonania dramatycznego wyboru, który zawsze doprowadzi go do rezygnacji z jednej ze ścieżek.

Nie przewidziano również opcji przystąpienia do egzaminu sędziowskiego bez dodatkowych kryteriów przez osoby z tytułem naukowym doktora nauk prawnych, choć rozwiązanie takie istnieje w przypadku egzaminu adwokackiego, radcowskiego czy notarialnego. Osobom zatem pragnącym łączyć pracę naukową z praktyczną zwieńczoną przystąpieniem do konkursu na stanowisko sędziowskie możliwość taką projektodawcy niemal odebrali.

 

 

Niejasne, bo niekonsekwentne, jest także wprowadzenie przez projektodawców rozróżnień w długości stażu w zawodzie asystenta sędziego i referendarza uprawniającego do udziału w konkursie na wolne stanowisko sędziowskie. Dzisiaj rozróżnienie to jest w miarę logiczne, ponieważ różne są kwalifikacje i kompetencje dwóch grup zawodowych. Projekt jednak różnice te znosi w sferze kompetencji, bo do obu zawodów rekrutowane będą osoby, które ukończyły aplikację ogólną. Przypuszczalnie wraz ze zrównaniem kwalifikacji przybliżone zostaną także zakresy kompetencji, co wnioskować można z uzasadnienia projektu. Nierówne traktowanie dwóch grup zawodowych w drodze do zawodu sędziego jest zatem nielogiczne, podobnie jak niezaliczanie do okresu stażu referendarzy uprzedniego zatrudnienia na stanowisku asystenta sędziego, gdy asystentom sędziego staż na stanowisku referendarza zostanie zaliczony.

 

 

Autorzy w uzasadnieniu projektu słusznie optują za tym, by nabór na stanowiska sędziowskie miał charakter konkursu, do którego przystępowaliby przedstawiciele wszystkich zawodów prawniczych, ale sam projekt w żaden sposób nie określa zasad organizacji i przebiegu konkursu. Widocznie natomiast faworyzuje przedstawicieli tzw. wolnych zawodów prawniczych, wobec których przewidziano najmniej rygorystyczne kryteria uprawniające do ubiegania się o wolne stanowisko sędziowskie, obejmujące jedynie egzamin zawodowy i trzyletnie wykonywanie zawodu (cokolwiek to nieostre i pozaustawowe pojęcie znaczy).

Tendencja ta wyraźnie została zaakcentowana w uzasadnieniu projektu ustawy z 28 kwietnia 2008 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, w którym autorzy, rozważając drogi dojścia do zawodu sędziego, wskazują wprost, że najwłaściwszą z nich wydaje się umożliwienie dochodzenia do zawodu sędziego przedstawicielom innych zawodów prawniczych legitymującym się egzaminem zawodowym (adwokackim, radcowskim) oraz odpowiednią praktyką prawniczą wykonywaną poza korpusem sędziów. Ze stanowiskiem tym zgodzić się nie sposób, ponieważ faworyzowanie przedstawicieli któregokolwiek z zawodów prawniczych niweczy plany rekrutowania w konkursie na stanowisko (urząd) sędziego osób o najwyższych kwalifikacjach zawodowych i moralnych.

Skomentuj artykuł