Spotkała się pani z sytuacjami wykorzystywania aplikantów przez patronów?

Osobiście na szczęście nie. Warszawska Okręgowa Rada Adwokacka stara się, by program patronatu był coraz lepszy. Ale wiem, że przypadki wykorzystywania aplikantów zdarzają się i w Warszawie. Np. aplikanci, którzy pracują gdzie indziej, ale wykonują dla patrona czynności i poświęcają swój czas po pracy, wieczorem, nie otrzymują wynagrodzenia za wykonaną dla patrona pracę. Nikt nie chce o tym mówić. Nikt nie chce się przyznać, że wykonuje pracę za darmo. Ludzie niechętnie przyznają się do tego, że pracują na cały etat za 3 tys. do ręki. To nie jest powód do chwalenia się. Warszawski Samorząd Aplikantów Adwokackich kilka miesięcy temu zrobił ankietę o zarobkach i formie zatrudniania aplikantów i aplikantek. Okazało się, że zarabiają od 1 tys. do 9,5 tys. zł na rękę. Mediana na pierwszym roku wynosi zaś 3500–4500 zł miesięcznie.

Aplikanci to dorośli ludzie. Za 3 tys. zł trudno utrzymać rodzinę w Warszawie.

Sama aplikacja kosztuje prawie 6 tys. zł rocznie. Pamiętajmy, że to działa w dwie strony. Aplikanci nie powinni godzić się na zbyt niskie stawki. Kto nie ma doświadczenia zawodowego, może zacząć pracę za niższym wynagrodzeniem, ale z biegiem czasu powinien zarabiać więcej. Sytuacja aplikantów zmienia się na lepsze. Jeszcze kilkanaście lat temu bywało, że to aplikant płacił patronowi. Teraz byłoby to traktowane jako wykroczenie.

Czytaj więcej

Mec. Ryszard Kalisz: minimalna pensja dla aplikanta to za mało

Aplikanci z innych okręgowych rad odmawiali mi wypowiedzi.

To o czymś świadczy. Ja poinformowałam panią wicedziekan ORA, że będę wypowiadać się do gazety. Nie widziała problemu.

Słyszałam o aplikantach, którzy kończą pracę nad ranem.

Bywa, że w dużych kancelariach pracuje się w niestandardowych godzinach – oczywiście nie codziennie. Czasem trzeba popracować i do trzeciej w nocy. Z naszej ankiety wynika, że 66 proc. aplikantów pracuje w nadgodzinach, a zaledwie 23 proc. z nich otrzymuje za to wynagrodzenie bądź premię.

Ostatnio jeden z moich kolegów mówił, że o 15.30 dostał od swego szefa do napisania trzy skargi na czynności komornika z terminem na dzisiaj. Wiadomo, że aplikant najczęściej dostanie czarną robotę do zrobienia. Taką ścieżkę przeszło wiele osób, zanim zostało adwokatami. Zawsze np. aplikantów wysyła się na przeglądanie akt. Ale z tego też się wiele uczymy. Adwokaci poszukują osób do przeglądania akt. Szukają aplikantów, bo za takie czynności wezmą mniej.

Czytaj więcej

Koniec z niepłaceniem aplikantom za pracę, problem chce rozwiązać resort Ziobry

Mniej, czyli ile?

To zależy, jakiej objętości są akta. Zazwyczaj około 100–150 zł netto. Problemem jest to, że stawki za pracę nie są jawne. Ogłoszenia o pracę nie zawierają informacji o wynagrodzeniu. To my musimy zgłosić propozycje stawek. I zazwyczaj adwokaci wybierają osoby, które chcą otrzymać najniższe wynagrodzenie.

W jakiej formie zatrudniani są aplikanci?

Z naszej ankiety wynika, że 44,5 proc. pracuje na podstawie umowy o pracę. To się zmienia. Jeszcze pięć lat temu w ogóle nie słyszałam, by kogokolwiek zatrudniano na podstawie umowy o pracę. Ja mam to szczęście.