fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

#RZECZoBIZNESIE: Janusz Piechociński: Możemy stać się nie tańszą, ale droższą imitacją Zachodu

materiały prasowe
Jak obumrze służba zdrowia albo przerzucimy do końca wszystkie ciężary wzrostu kosztów na samorządy, to uda nam się w przyszłym roku uzyskać zrównoważony budżet – mówi Janusz Piechociński, były wicepremier w rządzie PO–PSL, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Co pana zaskoczyło w nowym składzie rządu?

Janusz Piechociński: Niewiele. Wiele postulatów, z którymi dokonywało się zmiany w 2015 r., zmieniło się i przekreśliło w międzyczasie. Wtedy padło wiele nieprzyjemnych określeń pod tym, co kryło się pod nazwą Ministerstwo Skarbu. Rozparcelowano je, spółki stały się przedmiotem gier i umacniania pozycji polityków. Premier niektórym musiał odbierać zabawki. Taki sposób oddziaływania na spółki Skarbu Państwa okazał się wyjątkowo kosztowny i nieskuteczny. Nie było podobnych standardów. Wystarczy spojrzeć, ile razy zmieniali się czołowi prezesi i rady nadzorcze. To nie służy stabilności.

Ale teraz idea Ministerstwa Skarbu wróciła i mamy podobne w zamyśle Ministerstwa Zasobów Naturalnych.

Tak. Chociaż już na starcie, ze względu na Jacka Sasina, pojawią się pytania i wątki, które znamy z przeszłości. Np. czy wnioski z postępowań prokuratorskich w sprawie SKOK-u Wołomin zostały do końca wyjaśnione. Pada tam w niekorzystnym świetle nazwisko wymienionego kandydata.

Mam nadzieję, że nie będzie już takich ciągłych rewolucji. To, co było najważniejsze, i w konsekwencji negatywne w etapie przekazywania władzy, to rewolucja polityczna, umocnienie się wszystkich opcji oddziaływania na państwo, prawo, konstytucję. Stworzono gigantyczne zagrożenia, o czym za chwilę będą świadczyć kolejne orzeczenia Trybunału Europejskiego w sprawie praworządności. To będzie miało konsekwencje dla systemu gospodarczego. Druga sprawa to rewolucja instytucjonalna. Wszystko łączono i rozmywano na nowo, żeby tylko przyspieszyć wymianę kadr. Trzecia to właśnie rewolucja kadrowa.

Gdy oddawałem gospodarkę w ostatnim kwartale 2015 r., to wzrost był na poziomie 4,6 proc., najwyższy w Europie. W 2016 r. rząd samymi słowami spowodował istotny spadek tempa wzrostu.

Ale później tempo wzrostu PKB sięgnęło 5 proc.

Ten wzrost bierze się z radykalnego wzrostu dopingu socjalnego. Wpompowaliśmy do gospodarki dużo dodatkowych pieniędzy.

Mamy też nowe Ministerstwo Klimatu.

Kolejny niepokojący obszar to klimat i środowisko. Zostaje Ministerstwo Środowiska jako regulacyjne. Z drugiej strony ma być Ministerstwo Klimatu. Na Kongresie Klimatycznym w Katowicach chwaliliśmy się, że węgla w Polsce wystarczy na 200 lat, i krytykowaliśmy tych, którzy chcą przyspieszyć ochronę klimatu.

To jaka jest rola Ministerstwa Klimatu? Lobbing za granicą?

Tak. Nie tylko obcy, ale ostatnio np. Pekao SA zapowiedziało, że w znacznym stopniu ograniczy finansowanie w projektach emisyjnych. To pokazuje, że instytucje finansowe przechodzą na zieloną stronę mocy.

To znak, że potraktujemy poważnie sprawę klimatu i odejścia od węgla?

Do tej pory finansowanie i realne możliwości były w jednym ministerstwie. Teraz to się rozmywa i może być sporo konfliktów. I gdzie tu jest górnictwo? Nie wiadomo, który scenariusz będziemy realizować. Czy scenariusz premiera Morawieckiego, kandydata na posła z okręgu katowickiego, obiecującego górnikom? Na koniec zeszłego roku górnictwo zarabiało kilkanaście złotych na tonie węgla. W tej chwili pewnie mniej, bo wzrosły koszty. Mamy bardzo wysoki import węgla i rekordowy import energii.

Nasze moce są niewystarczające?

To nie jest główny powód. Produkcja energii ze stabilnych źródeł w Polsce spada. Importowaną energią zbijamy ceny energii dla polskiej gospodarki, a jesteśmy w totalnym chaosie po kilku nowelizacjach ustawy o rynku energii. Były minister energii zapowiadał, że morskie farmy wiatrowe ruszą po 2025 r. Łudzimy się, że uzyskamy tam 10 GW mocy. Napinamy mięśnie po polonizacji EDF. Po co było kupować stare zasoby węglowe w przypadku elektrowni w Połańcu za 4,2 mld zł, kiedy trzeba do nich dołożyć nawet 1 mld zł rocznie. Trzeba było budować nowe moce.

Wróćmy do Ministerstwa Zasobów Naturalnych. Prezesa Kaczyńskiego zmęczyły wojny personalne w spółkach?

W makroekonomicznym wymiarze chodzi o to, że stare się nie sprawdziło. PiS krytykował poprzedników, ale sam chce do tego wrócić.

To jest na pewno wyciągnięcie wniosków, że wielu ludzi „popaliliśmy" w tym procesie albo trzeba wstydliwie niektóre rzeczy chować. Np. konsekwencje lex Obajtek, czyli zarżnięcie wiatrowego OZE. Doprowadzono do sytuacji, gdzie spółki kupują stare zasoby energetyki wiatrowej, żeby ukryć roszczenia i odszkodowania.

Po trzecie to wariant polityczny. Następuje usamodzielnienie i emancypacja polityczna dwóch współliderów, którzy uzyskali zaskakująco dobre wyniki. PiS poniósł koszty kampanii, a Porozumienie Jarosława Gowina i ludzie Ziobry zdobyli po kilkanaście mandatów. Bez nich nie da się nic zrobić. Jacek Sasin będzie mógł spełniać się jako nadzorca pilnujący kolejności dziobania. Będzie musiał ze wszystkich stron opędzać się od roszczeń i ponosić gigantyczne konsekwencje.

Nie zaskoczyło pana zniknięcie ministra finansów Jerzego Kwiecińskiego?

Zaskoczyło. Bierze się to z powodów osobistych. Kwieciński to wybitnej klasy fachowiec, a przez ostatnie pół roku musiał mieć bardzo dużo optymizmu, niepopartego realiami. On może bardzo dobrze reprezentować Polskę w którejś międzynarodowej instytucji finansowej.

Jakie są największe wyzwania przed rządem? Będzie w stanie dotrzymać obietnic?

Rząd był autorem skutecznego planu politycznego opartego na zwiększeniu wydatków socjalnych. Jakoś to będzie, pobudzimy konsumpcję, ludzie będą mieli więcej pieniędzy, budżet więcej podatków i to się kręci.

Przez dwa–trzy lata przedsiębiorstwa, które nie inwestują, mogą się utrzymać. Teraz przychodzi chwila prawdy. Jeszcze pani premier Szydło mówiła, że mamy bilion na rozwój. Później Morawiecki zrobił z tego półtora miliarda. Powołaliśmy Polski Fundusz Rozwoju. I gdzie są te pieniądze na rozwój? Dlaczego wskaźnik udziału inwestycji w PKB jest rekordowo niski? To jest dramat.

Nasza gospodarka to nie tylko wielkie międzynarodowe koncerny. Mało mamy polskich międzynarodowych lwów. Jest mała i średnia przedsiębiorczość bardzo wrażliwa na podaż siły roboczej, koszty personalne i energii.

I pojawia się pensja minimalna. Rząd jest w stanie osiągnąć obiecane 4 tys. zł?

Tu rząd jest w stanie osiągnąć wiele, bo nie budżet płaci za pensję minimalną, ale przedsiębiorcy. Tyle że mamy najniższy od 10 lat wskaźnik PMI. Składają się na to rosnące wymagania wobec przedsiębiorcy. Płace musi poprzedzać rosnąca efektywność i wydajność pracy.

Uda się nam utrzymać zrównoważony budżet w przyszłym roku?

Jak obumrze służba zdrowia albo przerzucimy do końca wszystkie ciężary wzrostu kosztów na samorządy, to tak. Same zmiany w PIT odebrały samorządom 8,8 mld zł. Statystyczny samorząd zaczyna dokładać więcej do subwencji oświatowej niż dostaje. Jest ping pong, kto powinien płacić koszty podwyższonej płacy dla nauczycieli.

Do tego następuje degrengolada i załamanie systemu publicznej służby zdrowia. Ostatnio minister Emilewicz powiedziała, że skończył się czas, gdy Polska ma być tanią imitacją Zachodu. Czy to znaczy, że ma być drogą imitacją Zachodu, gdzie obowiązki publiczne nie są realizowane z taką skutecznością jak w państwach skandynawskich?

Jeżeli padnie co drugi szpital, to utrzymamy budżet bez deficytu.

Czy widać już w Polsce wpływ spowolnienia za granicą?

Mamy największą liczbę niewypłacalności polskich firm od 10 lat. Coś się zaczyna dziać. Nie myślimy o tym, że kryzys światowy, to zupełnie inna sytuacja niż w 2008 r. Tamten przyszedł do nas z opóźnieniem. Chodzi o to, czy polska przedsiębiorczość, polski produkt i usługa jest konkurencyjna w związku z istotnym wzrostem kosztów. To jest najważniejsze.

Po drugie, gospodarki na dorobku są najbardziej wrażliwe na wstrząsy.

Rząd zdaje sobie sprawę z zagrożeń, które następują?

Premier, ekonomista z wieloletnim doświadczeniem bankowym, mówił, że jest i będzie dobrze. Prezes Kaczyński, po poważnej rozmowie z prezesem Glapińskim, sygnalizował między wierszami, że złoty okres się skończył, bądźcie gotowi na pierwsze trudne informacje.

Z czego można zrezygnować, żeby ratować finanse?

Już mówili, że nie podniosą stóp procentowych. Prezes Glapiński zapowiedział, że jeśli do 2020 r. będzie jakikolwiek ruch, to może być obniżka. Już mamy zapowiedź, że w inny sposób traktujemy rezerwy. Po trzecie, po cichu poprawi się wynik inflacją. Rosnąca inflacja będzie błogo działała.

Polityka rolna, którą prowadzi PiS, jest panu bliska?

A prowadzi? Wszystkie statystyki pokazują, że wsparcie dostała wieś nieprodukcyjna, ta socjalna. Do tego trzeba zaliczyć 500 plus, dodatek emerytalny. Mamy pogłębiające się załamanie produkcji rolnej i jej rentowności

Janusz Piechociński w latach 2012–2015 był wicepremierem, ministrem gospodarki w rządzie PO–PSL, a także prezesem PSL. Wcześniej poseł na Sejm w czasie kilku kadencji, podczas których pełnił funkcje m.in. wiceprzewodniczącego Komisji Infrastruktury, a także Komisji Innowacyjności i Nowych Technologii

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA