fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Sklepy walcza o pracownika i płacą coraz lepiej

Sieci handlowe podnoszą pensje pacownikom
123rf.com
Sklepy płacą coraz więcej, bo na rynku coraz trudniej o pracowników. Kuszą też dodatkowymi bonusami, takimi jak bony na święta, i pakietami socjalnymi.

Po szeregu skandali z wykorzystaniem pracowników do pracy ponad siły oraz zaniżaniem wynagrodzeń personelu w sklepach duże sieci handlowe zapracowały sobie na fatalny wizerunek jako pracodawcy. I choć firmy dość szybko zaczęły pracować nad jego zmianą, to do dzisiaj branża handlowa uważana jest za dość kiepskie miejsce pracy. Czy słusznie? Przynajmniej jeśli chodzi o warunki pracy i wynagrodzenia dużo się zmieniło.

Choć liczba sklepów systematycznie spada, to jednak firmy potrzebują coraz więcej rąk do pracy. Duże sieci nadal się szybko rozwijają, a nowe punkty powstają w lokalizacjach, w których trudno o chętnych do pracy.

Podwyżki co roku

Sieci wynagrodzenia podnoszą i to najmocniej w aglomeracjach, gdzie pracowników najbardziej brakuje i najtrudniej ich znaleźć. Po przeprowadzonej w styczniu w IKEA podwyżce pracownik sklepu pracujący na pełen etat będzie zarabiał minimalnie ponad 3,3 tys. zł brutto. Jednak firma zapowiada, iż w kolejnym etapie weźmie też pod uwagę znacznie wyższe koszty życia w Warszawie. Dlatego planuje, aby w tym mieście minimalne wynagrodzenie dla osób zaczynających pracę w sklepach na pełen etat wynosiło ponad 4,4 tys. zł brutto miesięcznie.

To efekt rosnącej pensji minimalnej, ale wiele sieci już płaci znacznie więcej niż planowane na przyszły rok minimum 2 tys. zł. Ważniejsze są bowiem inne czynniki, np. spadające bezrobocie, imigracja zarobkowa oraz świadczenia z programu 500+.

– Przy ustalaniu zasad wynagradzania nie tylko kierujemy się obowiązującymi przepisami prawa, ale także monitorujemy poziom zarobków w innych przedsiębiorstwach, aby nasz system wynagradzania mógł być konkurencyjny. Tylko w tym roku przeznaczyliśmy ponad 44 mln zł na podwyżki – mówi Krzysztof Szponder, wiceprezes Kaufland Polska.

Z kolei w lipcu podwyżkę otrzymali pracownicy sklepów Tesco na stanowiskach niekierowniczych – pensje wzrosły średnio o 7 proc. – Teraz najniższe miesięczne wynagrodzenie w strukturach Tesco wynosi 2295 zł brutto na pełny etat dla osób z co najmniej 12-miesięcznym stażem pracy. Wcześniej było to 2110 zł – mówi Michał Sikora, rzecznik Tesco Polska. – Porozumienie w sprawie wynagrodzeń podpisało wszystkich pięć związków zawodowych działających w firmie.

Po podwyżkach pensja na stanowisku pracownika sklepu w Lidlu wynosi 2,4–2,8 tys. zł brutto na początku pracy z gwarantowanym wzrostem do poziomu 2,85–3,25 tys. zł po dwóch latach stażu.

Nie tylko pensje

Sieci inwestują zarówno w pensje, jak i w świadczenia dodatkowe. – W październiku wszyscy pracownicy firmy otrzymali bony w wysokości 600 zł do wykorzystania w sieci sklepów Lidl z okazji otwarcia naszej 600. placówki. Łączna wartość tych bonów to aż 9 mln zł – mówi Aleksandra Robaszkiewcz, rzecznik Lidl Polska.

– Na nadchodzące święta Bożego Narodzenia firma ma dla pracowników bony do wykorzystania w sieci sklepów Lidl o wartości ponad 5,5 mln zł. To ponad 10 proc. więcej niż w ubiegłym roku.

– Pracownicy sklepów objęci są programem darmowych dodatkowych badań medycznych, a w sierpniu otrzymują bony na zakup wyprawki szkolnej dla dzieci – dodaje Michał Sikora z Tesco. – Z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych pochodzą środki na bony świąteczne oraz dofinansowanie do wypoczynku i programów rekreacyjnych.

Pracownicy dostają też zniżki na zakupy, świąteczne karty podarunkowe, których wartość uzależniona była od deklarowanych dochodów na członka rodziny. Jak podaje firma, dla ok. 90 proc. pracowników były to bony w kwocie 550–730 zł, przy czym największa grupa pracowników otrzymała karty o najwyższym nominale.

Szansa na awans

Wynagrodzenia rosną nie tylko na stanowiskach sklepowych, ale również na tych wyższych. W Lidlu początkowe wynagrodzenie menedżera sklepu wynosiło 4,1 tys. zł brutto plus samochód służbowy, a po dwóch latach pensja wzrastała do 5,9 tys. zł brutto. Po podwyżce początkujący menedżer może liczyć na 4,4–5 tys. zł brutto, a po dwóch latach, analogicznie jak w przypadku pracowników sklepu, wzrost wynagrodzenia jest gwarantowany i kształtuje się na poziomie 6,3–6,8 tys. zł brutto.

– Pracownicy w handlu nadal pracują ponad siły, ponieważ nawet uzupełnianie braków imigrantami czy więźniami nie spowoduje, że mogą być oni skierowani do bardziej skomplikowanych zadań – mówi Alfred Bujara, szef sekcji handlowej NSZZ Solidarność. >B4

Podyskutuj z nami na Facebooku www.fa­ce­bo­ok.com/eko­no­mia Czy dla klientów mają znaczenie warunki pracy i wynagrodzenia pracowników w sklepach?

Opinia

Anna Pawlak-Kuliga, prezes IKEA Polska

Od stycznia podnosimy minimalną stawkę godzinową wynagrodzenia z 15 zł do 20 zł brutto. Pracownicy sklepów, którzy już dzisiaj z racji stażu pracy zarabiają powyżej nowego minimum, otrzymają proporcjonalnie wyższe stawki wynagrodzenia. Wzrost wynagrodzeń obejmie ponad 90 proc. osób zatrudnionych w sklepach, poza kadrą kierowniczą i menedżerami z centrali. Oczywiście obserwujemy zmiany na rynku pracy, spadek bezrobocia i związane z tym trudności w poszukiwaniu nowych pracowników. Decyzja o podwyżce ma jednak inne podłoże, gdyż naszym wyższym celem jest wprowadzanie w życie wizji tworzenia lepszego życia na co dzień dla wielu ludzi, w tym oczywiście dla osób, które u nas pracują.

Czy sklepy będą musiały zwalniać?

Zdaniem branży handlowej wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę oznaczać będzie redukcję miejsc pracy o co najmniej 36 tys.

Z kolei autorzy projektu ustawy przekonują, że już dzisiaj w handlu brakuje nawet kilkadziesiąt tysięcy pracowników, więc prognozy na temat zwolnień są nieuprawnione. Niemniej Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest w ocenie projektu ustawy bardzo ostrożne. Projekt stanowiska rządu do obywatelskiego projektu ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele został skierowany do uzgodnień międzyresortowych. – Zawiera szczegółowe uwagi, także te zgłaszane dotychczas przez niektóre resorty – wyjaśnia biuro prasowe ministerstwa. – Projekt stanowiska rządu zwraca także uwagę na konieczność wnikliwego rozważenia wszelkich uwag i wątpliwości wyrażanych przez różne środowiska i podmioty zainteresowane projektem ustawy, a także propozycje innego podejścia do tego zagadnienia – dodaje.

Według firmy PwC zakaz handlu w niedziele sprawi, że obroty punktów handlowych i usługowych zlokalizowanych w centrach handlowych spadną o 4,6 mld zł, czego skutkiem będzie spadek zatrudnienia o 19–20 tys. osób. Zdecydowanie najsilniej dotknie to sektora handlu odzieżą – jego obroty spadną o 1,3 mld zł, a liczba zatrudnionych zmniejszy się o 6–7 tys. osób. Przychody Skarbu Państwa pochodzące z centrów handlowych zmniejszą się o ok. 890 mln zł, z czego większość – 660 mln – przypadnie na podatek VAT. – Szacujemy, że spadek obrotów w całym sektorze handlu detalicznego w Polsce wyniesie co najmniej 9,6 mld zł, a spadek zatrudnienia minimum 36 tys. osób. Bezpośrednie straty Skarbu Państwa związane z wprowadzeniem zakazu handlu w niedziele to co najmniej 1,8 mld zł – mówi Mateusz Walewski, starszy ekonomista PwC.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA