fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory we Francji

Chrabota: Macron i Polska na peryferiach

Fotorzepa/Maciej Zienkiewicz
W tej sprawie pomyłki być nie może. Emmanuel Macron w drugiej turze francuskich wyborów zdystansował Marine Le Pen i został ósmym prezydentem V Republiki.

Tuż po zamknięciu urn wątpliwości też nie mieli przywódcy europejscy. „Brawo Emmanuel Macron, będziemy współpracować razem na rzecz nowego impulsu europejskiego" – napisał na jednym z portali premier Belgii Charles Michel. Nie on jeden oczekuje „impulsu". Także większość triumfujących euroentuzjastów. Na brukselskich salonach pewnie zabrakło w niedzielę wieczorem szampana.

A w Warszawie? Budapeszcie? Pradze? Ten sam impuls, na który z taką niecierpliwością czekają w Brukseli, w stolicach Europy Środkowej prędzej budzi konsternację niż entuzjazm. Zważywszy na poglądy Macrona i rolę Francji w europejskiej polityce, ów „impuls" musi oznaczać nasze problemy. Bo Macron nigdy nie ukrywał poparcia dla daleko idącej integracji strefy euro. Odrębny budżet, koordynacja polityki fiskalnej, wspólna administracja gospodarcza, to pomysły, które nie są w twardym jądrze UE uznawane za szczególną ekstrawagancję. Jeśli nowy francuski prezydent będzie konsekwentny, realne działania w tym kierunku rozpoczną się już niedługo.

Dla Warszawy byłby to cios między oczy. Rząd premier Beaty Szydło wielokrotnie zapewniał, że fundamentalną racją polskiej polityki zagranicznej jest zapobieżenie Europie wielu prędkości. Cóż więc, jeśli Macron od słów przejdzie do czynów, i na dodatek (na co Europa bardzo liczy) uda mu się zdobyć poparcie w wyborach parlamentarnych i udanie zacznie francuskie reformy? Co się wydarzy, jeśli się politycznie wzmocni? Z pewnością pękną niemieckie opory i silna integracja strefy euro stanie się faktem. Jak zareaguje Warszawa? Tego nie wiemy, ale już czas przygotowywać się na zmianę strategii europejskiej.

Po pierwsze trzeba zakopać topór niechęci wobec Paryża. Zintensyfikować kontakty dyplomatyczne. Rozważyć katalog spraw problematycznych w relacjach polsko-francuskich. Jedno jest oczywiste. Petryfikacja Europy dwóch prędkości z Polską na marginesie byłaby fundamentalnym błędem cywilizacyjnym. Odpowiedzialność podpowiada: trzeba być w twardym jądrze Unii. Nawet kosztem wprowadzenia euro. Kosztem głębszej integracji gospodarczej z Unią. Nie wolno dopuścić, by Warszawa znalazła się na peryferiach Europy. Nie wybaczą nam tego nasze dzieci.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA