fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory samorządowe

Trzaskowski: Skończyły się czasy mniejszego zła

Rzeczpospolita, Jerzy Dudek
Konieczny jest audyt struktur ratusza – zapowiada kandydat PO w Warszawie.

Rzeczpospolita: Dlaczego chce pan być prezydentem Warszawy?

Rafał Trzaskowski, poseł Platformy Obywatelskiej: Chcę być prezydentem Warszawy, bo moje miasto jest dla mnie najważniejsze. Chcę, żeby Warszawa była miastem otwartym, tolerancyjnym, nowoczesnym i europejskim. Miastem przyjaznym i bliskim ludziom, miastem, które pochyla się nad problemami najsłabszych. Po 2,5 roku w ławach opozycji chciałbym także odzyskać wpływ na rzeczywistość.

Czyli chce pan mieć wpływ na to, co się dzieje.

Tak. Zwłaszcza że Warszawa wymaga zmiany priorytetów. Ja jestem zadaniowcem. Nie przyszedłem do polityki, by sprawować funkcję, tylko po to, by coś zrobić, coś konkretnego dla ludzi. Ile można być w opozycji?

Tego pan chce? Bycia samorządowcem?

Przez ostatnie lata moja rola polegała głównie na recenzowaniu dyletanckiej, opartej na kompleksach polityki zagranicznej prowadzonej przez PiS. Szkoda najbardziej produktywnych lat życia na bycie recenzentem. Stąd decyzja ponad rok temu, że trzeba iść tam, gdzie jest kawał fajnej, ciekawej roboty, tam, gdzie widać efekty swojego działania. Tam, gdzie można coś zrobić dla ludzi.

Skoro tak, to co po zostaniu prezydentem pan chciałby zrobić? W pierwsze pół roku?

Podejmuję już teraz pewne zobowiązania dotyczące jakości życia i chciałbym je realizować. Po pierwsze – darmowe żłobki dla każdego warszawiaka. To moja obietnica sprzed kilku miesięcy. To się da zrobić niemalże z dnia na dzień. Ja nie ograniczam się w swoich propozycjach dla warszawiaków do dwóch sloganów w każdym temacie. Wszystkie moje propozycje są dokładnie przemyślane i wyliczone. Wszystko jest wykonalne – niektóre propozycje, takie jak darmowe żłobki, lepszy system opieki nad seniorami czy respektowanie prawa kobiet w szpitalach miejskich wykonalne bardzo szybko, inne, jak na przykład tanie mieszkania na wynajem czy budowa nowych linii tramwajowych na Wilanów, Białołękę czy na Gocław, w perspektywie kilku lat.

Jak by Pan ogólnie opisał kierunek zmian tych priorytetów w mieście?

Do tej pory Warszawą rządził ktoś, kto jako osoba wywodząca się ze środowiska bankowego koncentrowała się na inwestycjach. One były w stolicy konieczne. Ale dziś, gdy jeżdżę i słucham warszawiaków, to mówi mi o swoich potrzebach związanych z jakością życia. Warszawiaków nurtują podstawowe problemy dotyczące komunikacji miejskiej, opieki nad seniorami, walki ze smogiem, edukacji, zieleni, czy opanowaniem chaosu w planowaniu przestrzennym. Czasem, zwłaszcza w dzielnicach bardziej oddalonych od centrum, takich jak Białołęka, czy Rembertów padają pytania o potrzeby jeszcze bardziej podstawowe – utwardzenie dróg, czy oświetlenie ulic. W Warszawie musi obowiązywać pewien podstawowy standard dla wszystkich.

A decyzje personalne w ratuszu?

Oczywiście, że też będą. Ja w tej chwili, budując propozycje programowe, to widzę już, jak funkcjonuje ratusz. Widzę, gdzie jest dobrze, a gdzie dobrze nie jest. Wiem, że potrzebna jest zmiana struktury ratusza. Oczywiście konieczny jest audyt struktury oraz zadań, a także wyznaczanie i twarde egzekwowanie nowych celów.

Co się nie udało przez te 12 lat?

W mojej ocenie działań poprawiających codzienne życie obywateli było za mało. To nie był priorytet. Stąd większość moich propozycji koncentruje się właśnie na poprawie jakości życia warszawiaków. Nie było także pomysłu, czym Warszawa ma być. Ja taki pomysł mam – chciałbym, aby Warszawa miała swój profil – nowoczesnego, europejskiego miasta, przyciągającego inwestycje w nowe technologie. Mam nadzieje, że moje doświadczenie europejskie i rozległe kontakty w Europie i na świecie pomogą taką wizję realizować.

Kraków ma. Warszawa jest stolicą i to tyle jeśli chodzi o profil.

I taki profil musimy zaplanować. Kiedyś mówiło się o Warszawie jako o europejskim centrum konferencyjnym, a do dziś w Warszawie nie ma nawet centrum widowiskowo- konferencyjnego z prawdziwego zdarzenia. Także to musimy zmienić. Przede wszystkim musimy jednak określić czym Warszawa ma się wyróżniać na tle innych miast regionu.

Co z reprywatyzacją?

To skandal. Świadomie używam w tym kontekście mocnych słów. Wnioski są dwa. Po pierwsze, musimy uchwalić ustawę reprywatyzacyjną. Mam jedno proste pytanie do polityków PiS: Kiedy będzie ustawa reprywatyzacyjna, która nie przerzuci kosztów jej funkcjonowania na samorząd? To jest prawdziwy test ich intencji. Mam też szczegółowy plan dotyczący polityki mieszkaniowej, której jednym z priorytetów jest zwiększanie zasobu mieszkań komunalnych. Każdy, kto został poszkodowany w reprywatyzacji, dostanie je w pierwszej kolejności. Zrobimy dokładny audyt tych potrzeb. Jeżeli komukolwiek działa się krzywda, to miasto się nim zaopiekuje. Musimy tutaj wykazać maksimum empatii. Z tego wszystkiego trzeba wyciągnąć wnioski dotyczące zarządzania miastem. Nie może być tak, że w urzędzie są enklawy, które funkcjonują w niezmienionej formie od kilkunastu lat.

Czy nawiązuje pan do lekcji, którą przerobiło PiS w 2014 r., kiedy uznało, że po 8 latach rządów PO opartych na modernizacji, infrastrukturze potrzebne są inne priorytety?

Tak. Wszystkie badania socjologiczne wskazują na to, że ludzie uznali, iż skończyła się transformacja. Dlatego nasi współobywatele chcą poczuć owoce tej transformacji we własnych kieszeniach. Olbrzymim problemem PO było to, że opowiadaliśmy o wybudowanych kilometrach autostrad, oczyszczalniach ścieków, ale nie zawsze zwracaliśmy uwagę na te podstawowe potrzeby obywateli. Wyciągam też wnioski z rozmów z mieszkańcami mojego miasta. Ludzie chcą, by Warszawa przede wszystkim koncentrowała się na podnoszeniu jakości ich życia.

Co z tych spotkań wynikło?

Większość warszawiaków jest zadowolona, widzą I doceniają olbrzymie zmiany, które zaszły wokół nich. Ale widzą też olbrzymie deficyty w niektórych obszarach. Poziom usług jest różny w różnych dzielnicach, są takie poniżej standardów jeśli chodzi o infrastrukturę, jak Rembertów, Wesoła i Białołęka. Są ludzie, którzy uważają, że miasto idzie w złym kierunku. Ja do tych ludzi także staram się dotrzeć. Zacząłem rozmowy z warszawiakami od rozmów z organizacjami lokatorskimi, czego owocem była nowelizacja ustawy o ochronie lokatorów. Złożyłem publicznie bardzo konkretne propozycje jeśli chodzi o pakiet mieszkaniowy. Poza dwoma-trzema tematami (komunikacja, smog) mieszkańcy zwracają w rozmowach ze mną uwagę głównie na problemy lokalne - dzielnicowe.

Czy przesłanie „IV kadencja HGW" panu zaszkodzi?

Jestem człowiekiem z innego pokolenia, z innymi przekonaniami. I chciałbym skoncentrować się na innych priorytetach, ale powiedzmy szczerze – jest to możliwe również dzięki olbrzymiej pracy, jaką wykonała pani prezydent przez ostatnie 12 lat. Warszawiacy mówią mi – widzimy jak miasto się zmieniło na lepsze, ale nie mamy poczucia, że Warszawa była zawsze miastem dla nas przyjaznym. Stąd moja odpowiedź programowa.

Jest napięcie między ratuszem a panem? Np. w sprawie marszu narodowców były różne komunikaty. Tak samo na temat żłobków.

Rozumiem, że miasto czasami czuje się oceniane niesprawiedliwie. Ja jednak będę zawsze mówił to, co myślę. Nie ukrywam, że często mam inny ogląd sytuacji. Nie jestem tak zadowolony jak niektórzy urzędnicy ratusza.

A uważa pan, że dla ludzi o poglądach lewicowych będzie pan wiarygodny? Np. w sprawie związków partnerskich.

Będę przekonywał moich kolegów i koleżanki do głosowania „za". Mam swoje poglądy, nie będę się ich wyrzekał.

Lewica może powiedzieć, że Pan nie będzie wiarygodny, jako członek PO z jej konserwatywną kotwicą.

Wiarygodność ocenią wyborcy. Np. można się zastanawiać, jak ocenią całkowitą zmianę poglądów niektórych polityków PIS. Schetyna nie jest konserwatywny. Wszyscy wiedzą, że w PO jest skrzydło konserwatywne i silne skrzydło centrowe. Moją wiarygodność można oceniać po czynach. Jeśli ja będę głosował czy działał inaczej niż zgodnie z moimi wartościami, to ludzie wystawią mi za to rachunek.

Czuje się Pan kandydatem warszawskiej elity? Był o tym ostatnio głośny tekst, o Panu i Patryku Jakim.

To klasyczna narracja PiS. Dziś elitą w naszym kraju są pisowscy aparatczycy partyjni. Ja wywodzę się ze środowiska naukowego i nigdy żadnym aparatczykiem nie byłem, a do czynnej polityki przyszedłem w życiu stosunkowo późno, bo w wieku 37 lat. Ja przede wszystkim chce, by Warszawa była dla ludzi.

A porównania do kampanii Komorowski-Duda?

Nie widzę w tym analitycznej głębi. Można dzisiejszych polityków PIS porównać do Trumpa: obrazoburczy, bez kręgosłupa, sprzeczni ze sobą, gotowi obiecać wszystko wszystkim. To ryzyko, które jest realne. Tylko czy warszawiacy się na to nabiorą?

Czyli nie budzi się Pan codziennie z myślą, ze i tak w drugiej turze Pan wygra?

Mam nadzieję, ale to będzie trudna walka.

Opozycja ma prosty plan: Wygramy w samorządach, wygramy w 2019 roku. To nie jest zbyt proste?

Takie rozumowanie wskazuje zdrowy rozsądek. Jeśli wygramy wybory samorządowe, to łatwiej będzie wygrać kolejne, europejskie i parlamentarne. Jeżeli przegramy, to będzie dużo trudniej później. Dopiero po wyborach będziemy w stanie ocenić rzeczywistą siłę opozycji i PiS. Jeśli będzie remis, to znaczy, że trochę będzie przełomu, ale potrzeba więcej pracy. W PO i Nowoczesnej jest zresztą silne przekonanie, że nie ma powrotu do tego, co było. I że przegramy wybory, jeśli nie wymyślimy dokładnego przekazu, który w 2019 roku wyjdzie naprzeciw konkretnym oczekiwaniom Polaków. Jeśli będzie remis, to znaczy że trochę będzie przełomu, ale potrzeba więcej pracy. W PO i Nowoczesnej jest zresztą silne przekonanie, że nie ma powrotu do tego co było. I że przegramy wybory, jeśli nie wymyślimy dokładnego przekazu, który w 2019 roku wyjdzie naprzeciw konkretnym oczekiwaniom Polaków.

Nie można wygrać, mówiąc tylko, że PiS-u już nie będzie?

Oczywiście, że nie. Skończyły się czasy „mniejszego zła". PO nie wygra, mówiąc: my może nie jesteśmy doskonali, ale oni są gorsi. To się nie sprawdzi ani w Warszawie, ani w Polsce. Wygra się rozmową z wyborcami, ciężką pracą oraz konkretnymi, realistycznymi zobowiązaniami.

Możliwe jest szerokie zjednoczenie opozycji tylko po to, by wygrać z PiS. A rywalizacja na programy później?

To nie ma sensu. Bycie wyłącznie anty-PiS-em - to jest droga donikąd. Można stworzyć wspólny program jeśli chodzi o budowę państwa, naszą rolę w Unii Europejskiej, kontynuację programów socjalnych rozpoczętych przez PiS, czy takich spraw jak związki partnerskie. Macron wygrał łącząc liberalne, socjalne, prawicowe elementy. My nie chcemy tworzyć jednej partii, tylko porozumienie. Ludzie muszą wiedzieć czego konkretnie mogą się spodziewać głosując na nas.  

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA