fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Ile kosztowały wybory, których nie będzie 10 maja?

Poczta Polska zapewnia, że była gotowa do przeprowadzenia procedury wyborczej
Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Awantura o koszty głosowania, które się nie odbędzie. Pakiety wydrukowane, pocztowcy gotowi. Ile to kosztowało?

Bez ustawy o głosowaniu korespondencyjnym, przetargu na druk pakietów wyborczych i przy braku danych rejestru wyborców z gmin – tak były szykowane wybory prezydenckie 10 maja, które się nie odbędą.

Ustawę z 6 kwietnia, która wprowadza głosowanie listowne, Sejm przyjął ostatecznie w czwartek. Mimo to rząd już kilka tygodni wcześniej uruchomił całą procedurę przygotowań, za które odpowiadały logistycznie dwie państwowe firmy: Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych (przygotowanie pakietów) oraz Poczta Polska (doręczenie pakietów wyborcom, ustawienie urn wyborczych, dostarczenie ich do komisji liczących głosy).

Zwarci i gotowi

Jak przyznaje w odpowiedzi „Rzeczpospolitej" Justyna Siwek, rzeczniczka Poczty Polskiej, spółka „przygotowała się do procesu obsługi wyborów zgodnie z harmonogramem, m.in. zostały wypracowane rozwiązania logistyczne, przeprowadzono rekrutację pracowników wspierających obsługę, przeanalizowano potencjalne koszty przedsięwzięcia. Poczta Polska nie rozpoczęła dystrybucji pakietów wyborczych i nie zlecała PWPW druku kart wyborczych. Nie zostały też zatrudnione żadne dodatkowe osoby do wsparcia tego procesu".

– My byliśmy gotowi do tego, żeby wykonać tę pracę nawet na 10 maja. Przesunięcie terminu dla nas oznacza jedynie tyle, że będziemy mieli więcej czasu na wykonanie swojego zadania, bo sądzę, że Państwowa Komisja Wyborcza z tego zlecenia dla Poczty się nie wycofa – dodaje Witold Paluszak, wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność Pracowników Poczty Polskiej.

Związkowiec wyjaśnia, że firma stworzyła zespoły pracownicze składające się z dwóch osób po to, żeby było komisyjne doręczanie pakietów wyborczych i by wyeliminować zastrzeżenia.

– Gdyby opozycja miała większe zaufanie do pocztowców, to wystarczyłoby, żeby listonosz doręczył przesyłkę i odznaczył takie doręczenie. A tak będziemy to robić komisyjnie, żeby nie można było tego podważyć – zaznacza Paluszak. – Jeżeli teraz forma zmieni się na przesyłki rejestrowane w postaci listu poleconego, to do każdego mieszkania trzeba będzie zapukać i doręczyć za potwierdzeniem, na takiej samej zasadzie jak się doręcza list polecony. Wtedy nie będzie to druk bezadresowy, bo na kopercie będzie musiało się znajdować imię, nazwisko i adres – tłumaczy.

Wiem, ale nie powiem

O tym, że Poczta była gotowa na wybory 10 maja mówił też w czwartek rano wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

– Te działania, które zostały zlecone przez pana premiera instytucjom rządowym czy podległym rządowi, PWPW i Poczcie Polskiej, zostały w pełni wykonane – mówił w RMF FM.

Nie chciał jednk podać kosztów druku pakietów wyborczych, zapewniając, że powie to „w momencie, gdy dojdzie do zawarcia stosownych umów" między PWPW a MSWiA oraz Ministerstwem Aktywów i Pocztą.

– Dzisiaj to są pieniądze, które wyłożyły spółki, Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych i Poczta Polska, tworząc pakiety. Nie będą to pieniądze zmarnowane, bo będą to materiały wyborcze, których użyjemy w wyborach, do których dojdzie – przekonywał.

Nie jest to jednak takie pewne. Sąd Najwyższy może bowiem uznać, że wszystkie procedury wyborcze trzeba przeprowadzić od początku – łącznie z rejestracją kandydatów i zbieraniem podpisów. A kandydaci mogą się zmienić. Gdyby tak było, 30 mln wydrukowanych kart musiałoby zostać zmielonych.

Ich druk – jak podawał Onet – zlecono (nie wiadomo kto dokładnie) bez przetargu prywatnej firmie z Brodnicy, znów powołując się na specustawę o Covid-19, która pozwala rządowi chodzić na skróty. Jak zauważył Krzysztof Kwiatkowski, były prezes NIK, dziś senator, nikt nie chce się przyznać do tego, że zlecił druk kart, w jakiej liczbie, ani podać miejsca, gdzie je drukowano.

Opozycja nie odpuszcza

Z danych Krajowego Biura Wyborczego wynika, że koszty tradycyjnych wyborów (dwie tury) określano na 320 mln zł. Dotychczas to KBW w przetargu wybierało drukarnię pakietów, kierując się najniższą ceną.

Opozycja żąda podania dokładnych wyliczeń wydatków poniesionych do tej pory na przygotowanie wyborów korespondencyjnych.

„Z jakimi dodatkowymi kosztami miałyby wiązać się wybory korespondencyjne: druk 30 mln pakietów wyborczych, umowa z Pocztą Polską, wynagrodzenia dla osób towarzyszących listonoszom podczas dostawy pakietów to tylko niektóre z czynników, które musiały znacznie podnieść zakładany budżet" – pyta w interpelacji posłanka KO Aleksandra Gajewska.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA