fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Wybory prezydenckie zaczynają się od nowa

Małgorzata Kidawa-Błońska ma pozostać kandydatką Koalicji Obywatelskiej na prezydenta RP
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Porozumienie dwóch Jarosławów – Gowina i Kaczyńskiego – zażegnało najpoważniejszy kryzys Zjednoczonej Prawicy od momentu jej powstania.

W czwartek kluczowe głosowanie – odrzucenie weta Senatu do ustawy o wyborach korespondencyjnych – Zjednoczona Prawica wygrała gładko. Stało się to tylko ze względu na zawarte w środę porozumienie między PiS a partią Jarosława Gowina zakładające rozpisanie nowych wyborów prezydenckich po unieważnieniu przez Sąd Najwyższy tych z 10 maja. Jednocześnie partia Gowina – który postawił na swoim w ostatnich kilku tygodniach i utrzymał lojalność swojej grupy parlamentarzystów – przedstawi nowelizację ustawy, która sprawi, że głosowanie, być może już na początku lipca, zorganizuje Państwowa Komisja Wyborcza. Będą się mogli zgłaszać nowi kandydaci, ale kalendarz sprawi, że na zebranie co najmniej 100 tys. podpisów będzie mało czasu. Gowin wielokrotnie podkreślał, że wybory korespondencyjne w maju nie mogą się odbyć.

Rozmowy z restartem

Oświadczenie o porozumieniu między partią Jarosława Gowina a PiS pojawiło się kilka minut po debacie prezydenckiej w TVP z udziałem wszystkich kandydatów. W czwartek trwały rozmowy w gronie, w którym byli Jarosław Kaczyński, Jarosław Gowin, premier Mateusz Morawiecki, wicepremier Jadwiga Emilewicz i wiceprezes Porozumienia Marcin Ociepa. Jak wynika z naszych rozmów, bardzo mocno do porozumienia ratującego większość parlamentarną parł premier Morawiecki, który w czwartek rozmawiał też o nim z prezydentem Andrzejem Dudą. – Dwa tygodnie toczyły się rozmowy z politykami Porozumienia, ale też z politykami Pawła Kukiza – mówi o udziale premiera Morawieckiego i jego ludzi osoba znająca kulisy sprawy.

Przyjęcie rozwiązania kończącego kryzys koalicyjny jest odbierane w PiS jako sukces Jarosława Kaczyńskiego – który zmodyfikował swoje podejście, oraz premiera Morawieckiego. Zmianę podejścia prezesa PiS wywołały też – jak słyszymy – kolejne problemy organizacyjne z wyborami, które pojawiały się w Poczcie Polskiej i wokół niej.

Zmiany w koalicji

Zarówno w samej koalicji, jak i w Porozumieniu szykują się zmiany. Z partią i stanowiskiem wiceministra aktywów państwowych pożegna się Zbigniew Gryglas, który miał próbować przeciągać na stronę PiS polityków lojalnych wobec Jarosława Gowina.

Koalicję czekają najpewniej dużo większe zmiany. Politycy Porozumienia mówią o stworzeniu własnego klubu parlamentarnego, pojawia się też kwestia renegocjacji umowy koalicyjnej. Nasi rozmówcy przekonują, że jeśli układ koalicyjny ma sprawnie działać do kolejnych wyborów w 2023 r., to konieczne będzie zdefiniowanie na nowo zasad współpracy. Bo inaczej dojdzie do kolejnych politycznych przesileń.

Opozycja ma swoje zdanie

Kandydaci i sztaby reagują w zróżnicowany sposób na zapowiedź nowej sytuacji i przyznanie przez PiS, że wybory 10 maja się nie odbędą.

Jak mówią nam politycy KO, samo przyznanie się PiS , że wybory 10 maja byłyby niedemokratyczne, stanowi sukces. Borys Budka w czwartek mówił, że to dopiero pierwszy krok na długiej i trudnej drodze, podkreślał także znaczenie samorządowców i Senatu. Powiedział też, że KO podtrzymuje rekomendację dla Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w wyborach.

Lewica w czwartek podkreślała za to, że pomysł negocjacji z Gowinem nie był udany – mówił o tym wprost Włodzimierz Czarzasty, lider SLD. Politycy Lewicy od samego początku kryzysu odmawiali rozmów z liderem Porozumienia. – Od miesiąca konsekwentnie to mówiliśmy, od miesiąca mieliśmy rację, pomimo że byliśmy oskarżani o różne rzeczy, które okazały się głupotą – podkreślał Czarzasty.

Innym elementem strategii polityków Lewicy jest list, który Krzysztof Gawkowski skierował w czwartek do liderów wszystkich sił politycznych, z apelem o spotkanie w formacie okrągłego stołu w sprawie bezpiecznych i demokratycznych wyborów.

Sztaby już teraz szykują się na dalszy etap zmagań o Pałac Prezydencki. W trakcie debaty najwięcej spięć było między kandydatem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem a prezydentem Dudą.

Lider ludowców mówił pod koniec, że to sygnał, iż PiS obawia się najbardziej właśnie jego. A w czwartek podkreślał, że wybory nie dojdą do skutku nie przez koronawirusa, ale przez to, że władza traktuje „nas jako poddanych, a nie jako obywateli". W czwartek PiS po raz kolejny przypominało o podniesieniu wieku emerytalnego w trakcie, gdy – jak mówili sztabowcy – rządziła „koalicja 67". Nie ma wątpliwości, że w kolejnych tygodniach ten temat będzie wracał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA