fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Plan rozprawy - czy przyspieszy sprawy cywilne

AdobeStock
Czy plan rozprawy rzeczywiście przyspieszy sprawy cywilne?

Jedną ze zmian proponowanych w obszernej nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego (druk sejmowy 3137) jest wprowadzenie obowiązku sporządzania planu rozprawy. Ta propozycja od początku budziła wiele skrajnych ocen. Oceny są pozytywne tym bardziej, im bardziej oceniający jest przekonany, że to sądy i sędziowie przyczyniają się do przedłużania spraw sądowych. Gdyby jednak ocena wynikała z innych przesłanek, np. że przyczyną jest przeciążenie sądów, to dodatkowe obowiązki jeszcze tę sytuację pogorszą, a zmiana zostanie uznana za przeciwskuteczną.

Warto więc rozważyć argumenty obu stron. Materia jest delikatna, bo dotyczy sposobu przeprowadzenia postępowania sądowego, które ma doprowadzić do wydania orzeczenia w sposób zgodny z prawem i niezawisły. Wszelkie próby wpływania na pracę sądu zmierzają oczywiście do uzyskania oczekiwanego przez nich wyniku. Można to czynić tylko zgodnie z prawem, w ramach procedury. Obecne przepisy są tak ukształtowane, że sąd nie może żadnych wniosków pominąć lub lekceważyć. Strony są tego świadome i z pomocą dawkowania wniosków lub dowodów przejmują sterowanie postępowaniem. W dodatku zdarza się, że strona najpierw spowalnia postępowanie, aby potem składać skargi na jego przewlekłość, a nawet domagać się odszkodowania. Reakcja ustawodawcy jest więc uzasadniona. Czy przygotowana nowelizacja okaże się remedium na przedłużające się postępowania sądowe?

Plan rozprawy a myśl Platona

Platon miał powiedzieć, że lepiej mieć mądrych sędziów i złe prawo niż złych sędziów i dobre prawo. Sędziowie odnoszący się krytycznie do planu rozprawy uważają, że potrafią dobrze stosować także złe przepisy. Rozległość i treść zmiany sugeruje, jak projektodawca ocenia sędziów. Mamy więc konflikt zamiast dyskusji o potrzebie lub rodzaju zmian w prawie. Należy więc rozważyć, czy i kiedy plan rozprawy jest koniecznością, bo nie znajduje alternatywy w już istniejących zasadach. Ponadto – czy jesteśmy skazani na rozwiązania legislacyjne zawarte w projekcie. Do powyższego pomocne wydaje się udzielenie odpowiedzi na kilka pytań:

1. Czy brak planowania jest przyczyną przewlekłości postępowań cywilnych?

2. Jakie korzyści ma przynieść planowanie przewidziane nowelizacją?

3. Czy lub dlaczego planowanie to nie udaje się w obecnym stanie prawnym?

4. Czy plan rozprawy nie powoduje szkodliwych skutków ubocznych?

Ad 1. Przyczyn przewlekłości cywilnych postępowań sądowych jest wiele, a brak planowania nie uchodzi raczej za główny powód. Zainteresowanych przyczynami opisanymi kompleksowo odsyłam do opracowania sędziego Łukasza Kurnickiego („Strukturalne przyczyny przewlekłości postępowań sądowych na przykładzie spraw cywilnych", „Krajowa Rada Sądownictwa" 2016/1/13–23). Planowanie jest więc jednym ze sposobów przeciwdziałania przewlekłości. Ponadto jest powszechne we wszystkich dziedzinach, chyba że okazuje się niemożliwe. Na przeszkodzie staje mu brak pozytywnej relacji między zapisami planu a jego wykonaniem. Do tego konieczne jest spełnienie przynajmniej dwóch warunków: narzędzi do egzekwowania planu oraz przewidywalności planowanej materii. Warunki te obecnie nie są spełnione. Projektowana nowelizacja może to zmienić, wtedy planowanie znajdzie podstawę prawną, czyli narzędzia. Drugą przesłankę spełnia usunięcie w całości art. 217 k.p.c., co ma skutecznie eliminować przebieg postępowania jako spontanicznego toku czynności moderowanych z rozprawy na rozprawę. Jeżeli zauważymy, jak ważny dla przebiegu postępowania jest czas między poszczególnymi rozprawami, trudno nie podzielać przekonania o słuszności planowania postępowania cywilnego.

Ad 2. Zwalczanie przewlekłości zacząć wypada od likwidacji odraczania rozpraw na odległe terminy, bo tutaj można najwięcej i najłatwiej osiągnąć. Warunkiem krótkich terminów nie jest oczywiście plan rozprawy, ale infrastruktura i zasady codziennej pracy sądu. Czyli pełna dostępność sal rozpraw z dnia na dzień, oraz sposób zawiadamiania uczestników rozprawy o tych terminach. Dlaczego już teraz tak się nie dzieje ? Otóż nie tylko z mojego doświadczenia wynika, że sądy dawniej procedowały szybciej, a odroczenia rozpraw na odległe terminy były rzadkością. Zmiana na gorsze ma dwie przyczyny – doręczanie i awizowanie wezwań sądowych oraz praktyka nadzorcza w sądach. Prezesi i wizytatorzy wdrożyli administracyjny obowiązek „pełnego obłożenia" każdej wokandy. Im to zapewne zawdzięczamy rozwleczenie większości spraw na długie lata, czyli zabetonowanie sądów. Wnioski wydają się oczywiste: samo planowanie nie wystarczy. Dopiero dostępność sali na rozprawę oraz pokonanie problemów z doręczeniami pozwolą na wdrożenie planu rozprawy. Można przekornie zapytać, co ma być pierwsze, żeby usłyszeć w stylu Platona: gdy są sale i doręczenia, plan okaże się zbyteczny, podczas gdy plan bez sali i doręczeń staje się bezużyteczny.

Ad 3. Planowanie postępowania jest zawsze możliwe i należy do postępowania dowodowego. Niestety, w obecnym stanie prawnym głównym powodem braku planowania jest art. 217 k.p.c., który pozwala wnosić nowe wnioski do zamknięcia rozprawy, obalające przygotowany wcześniej jej plan. Nie bez powodu praktyka sądowa ukształtowała się jako sztuka dostosowania do rzeczywistości i pozorowania tego, co niemożliwe. Trudno sądzić, aby do planu rozprawy sądy odnosiły się inaczej niż np. do nagrywania rozpraw. Dopóki nie będą miały korzyści z planowania, raczej nie należy liczyć na przyspieszenie postępowania z tego powodu.

Ad 4. Obowiązek sporządzenia planu rozprawy może mieć niepożądane skutki uboczne. Kiedy przebieg procesu zostanie spetryfikowany, trzeba przemyśleć środki przeciwdziałające jego dalszemu zabetonowaniu, czyli prowadzeniu rozprawy według planu, choć pewne czynności stały się zbędne lub wymagają zmiany. Zaplanowanie rozprawy na wiele dni sesyjnych następujących po sobie znaczy, że np. świadkowie mają od razu otrzymać wezwania na wszystkie posiedzenia. Jeżeli na pierwszej rozprawie strony zechcą zawrzeć ugodę albo wycofają część dowodów – trzeba będzie przemyśleć, kto poniesie koszty wezwania daremnie świadków i zatrudnienia biegłych, o kosztach administracyjnych sądu nie wspominając. W efekcie suma problemów związanych z przystąpieniem do ugody będzie zachęcała do dalszego procesowania się. Teraz jest odwrotnie i wiele beznadziejnych spraw kończy się ugodą.

Planowanie rozprawy a niezawisłość sędziowska

Nie można zapominać o wyższości sędziowskiego kierowania rozprawą nad planowaniem rozprawy. Bez trudu można sobie wyobrazić zarzuty przeciwko sędziom, którzy postanowili odstąpić od wcześniej ustalonego planu rozprawy. Są ku temu ważkie przyczyny, bo według projektowanego art. 2059 k.p.c. (umieszczonego w nowym rozdziale 2a. Organizacja postępowania) zawarte w planie rozprawy rozstrzygnięcia co do wniosków dowodowych zastępują postanowienia dowodowe. Projektodawca odwrócił więc porządek rzeczy. Teraz zaplanowanie rozprawy odnosi skutek w postaci dopuszczenia dowodów uwzględnionych w tym planie (proj. art. 2059 § 1 k.p.c.). Co ciekawe, oznaczenie terminów posiedzeń dla poszczególnych dowodów i ich kolejność nie są już wymagane i stanowią treść fakultatywną planu rozprawy (proj. art. 2059 § 2 pkt 3 i 4 k.p.c.). Zgodnie z projektem sąd może dokonać zmiany planu rozprawy, ale w tym celu musi wydać postanowienie poprzedzone wysłuchaniem stron (proj. art. 20511 § 1 k.p.c.).

W dotychczasowej praktyce potrzeba zmiany postanowień dowodowych wynikała z wniosków stron (przynajmniej jednej), a rozpatrzenie wymagało udziału przeciwnika na rozprawie, nie było więc problemu z dostosowaniem postanowień dowodowych do aktualnej sytuacji procesowej. Projektowany przepis wskazuje na zależność postanowień dowodowych od planu rozprawy, a zmiany są możliwe „jeżeli plan rozprawy stał się nieaktualny", co jest warunkiem silnie niedookreślonym. Czytając przepis dalej (proj. art. 20511 § 2 k.p.c.), dostrzegamy, że sprzeciw choćby jednej ze stron przeciwko proponowanej zmianie wymusza ponowne przeprowadzenie posiedzenia przygotowawczego. Strona zainteresowana przewlekaniem zyska więc nowe narzędzie obstrukcji, nie mniej skuteczne niż projektowany do derogacji art. 217 k.p.c.

Co Platon powiedziałby dzisiaj?

Platon dostrzegłby z pewnością ogrom przepisów i innych regulacji, oraz potęgę zbudowanej na nich biurokracji. Dlatego musiałby nieco zaktualizować swoje spostrzeżenia, aby uwzględnić warunki, w jakich dzisiaj pracują sędziowie – profesjonalne przygotowanie, zawodowe wykonywanie obowiązków i wsparcie administracją. Powiedziałby więc może, że dobre prawo i dobra organizacja uczyni dobrym nawet złego sędziego. A złe prawo i organizacja uczynią najlepszego sędziego złym sądem. Bo dobry sędzia nie pokona przeszkód wywoływanych błędami prawa. Nie zmieni też organizacji, która narzuca mu sposób wykonywania obowiązków. Idealizm platoński zakładał wyższość idei nad ich odzwierciedleniem w świecie materialnym. Idea prawa pochodząca ze świata idealnego powinna więc wyznaczać standardy jego stosowania w realnym świecie. Dlatego można się spodziewać zdumienia a nawet irytacji mistrza Platona, dlaczego mając takie cuda jak GSM, internet, zaufane profile itd. służące do natychmiastowego przekazywania informacji, sądy grzebią się i toną w stosach papierowej korespondencji. Na Zeusa – z małym pudełkiem przy uchu gadają z końca świata na drugi jego koniec, wszystko wiedzą, stukając palcem w ekranik, a nie potrafią zwołać rozprawy zakończonej wyrokiem. O tempora, o mores! Dawniej było szybciej!

To jakość wykonania przesądzi o sensie zmian

Wbrew różnym wątpliwościom nie powinno się podważać sensu planowania nie tylko rozpraw, ale i całego postępowania sądowego. Nie ma też żadnego usprawiedliwienia praktyka odraczania rozpraw na dalekie terminy, połączona ze spontanicznością ich przebiegu. Przyczyną są przepisy kodeksowe, które pozwalają bez istotnych ograniczeń dawkować wnioski dowodowe i procesowe aż do zamknięcia rozprawy. Ono jest niezwykle trudne, a art. 217 k.p.c. służy głównie do przedłużania postępowania. Jeżeli sąd ma zaplanować rozprawę i proces, nie można dalej tolerować tego przepisu w dotychczasowym kształcie. Prawo do obrony daje się pogodzić z dyscypliną postępowania, jeżeli nowe wnioski dowodowe i procesowe zostaną ograniczone do odpierania zarzutów strony przeciwnej. Aby można się było bronić, a nie przeciągać postępowanie dla innych powodów. Do tego derogacja art. 217 k.p.c. w całości nie jest konieczna, można wręcz zaproponować tylko jedną zmianę: w § 1 zastąpić słowo „lub" słowem „wyłącznie", co spowoduje oczekiwany skutek. Wprowadzenie w miejsce art. 217 k.p.c. nowego rozdziału 2a o organizacji postępowania znacząco ogranicza sędziowskie kierownictwo postępowaniem sądowym w sprawach cywilnych. A właśnie w tym kierownictwie oraz dyskrecjonalnej władzy sędziego widziano dotąd metodę na zapewnienie sprawności postępowania. Taka doktryna obowiązuje np. w prawie amerykańskim i brytyjskim.

Osobnym zagadnieniem do ustrojowego wyjaśnienia jest lokalizacja przepisów o planowaniu rozprawy w strukturze k.p.c. i zasadach postępowania cywilnego. Obrane rozwiązanie musi najpierw przejść test pragmatyczny, czyli obronić się przed zarzutami, że nowa zasada będzie źródłem nowych obowiązków (czyli udręki dla stron i sądu) oraz dalszym postępem w dziele wydłużania postępowania. Następną próbą jest test pozorności: czy wymagane planowanie rozprawy nie stanie się aktem czysto formalnym, zewnętrznym i pozornym, bo pozbawionym rzeczywistej treści. Oba testy są zdawalne, jeżeli planowanie stanie się immanentną częścią dopuszczania dowodów. Obecnie sąd wskazuje równocześnie, kiedy zostaną zrealizowane. Nie przyspieszyłoby procedowania, gdyby sąd miał najpierw dowody dopuszczać, a potem dodatkowo planować rozprawę. Jeżeli część sędziów tak zrozumiała projektowaną zmianę, to ich praktyka stała by się karykaturą woli ustawodawcy i należy to wziąć pod uwagę przy pracach legislacyjnych nad projektem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA