fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

VAT

Oszustwa podatkowe w VAT a upadłość firmy

www.sxc.hu
Przez poczynania urzędników skarbowych upadają kolejne firmy w branży elektronicznej. Fiskus za nic ma orzeczenia sądów i dowolnie ocenia dowody.

Fikcyjne transakcje i niesprawdzanie kontrahentów pod kątem oszustw – to najczęstsze zarzuty pod adresem firm z branży elektronicznej podejrzewanych o wyłudzenia VAT. Jak zapewniała na łamach „Rz" wiceminister finansów Agnieszka Królikowska, ową „należytą staranność" urzędy rozumieją według orzecznictwa sądów administracyjnych i Trybunału Sprawiedliwości UE.

Kłopoty za nawigację

W praktyce bywa inaczej. Urzędy dowolnie rozumieją „fikcyjność" transakcji i staranność w dobieraniu partnerów biznesowych. Przykładem jest historia warszawskiej firmy GPS Konsorcjum. Miała mocną pozycję na rynku nawigacji samochodowych, i to nie tylko jako ich sprzedawca, ale też producent i twórca oprogramowania do nich. Firma sprzedawała także telefony i tablety (wyłącznie w Polsce).

Interesy szły dobrze: w 2013 r. przychody spółki sięgnęły niemal 1,5 mld zł. Kontrolerzy z urzędu skarbowego pojawiali się w firmie regularnie i większych błędów nie wykrywali. Rok później do firmy wszedł Urząd Kontroli Skarbowej z Zielonej Góry i zarzucił jej, że dostawy były fikcyjne.

– Naszymi ostatecznymi odbiorcami były znane sieci sprzedaży detalicznej, np. Neonet, czy też duże hurtownie IT z warszawskiego parkietu. Dostawy były nawet filmowane – opowiada Przemysław Kowalski, wówczas prezes GPS Konsorcjum. Z jego relacji wynika, że dochodziło nawet do prucia fabrycznych opakowań, by obalić podejrzenia o handel pustymi pudełkami.

Te i inne argumenty nie skutkowały. Wobec firmy wydano decyzję o zabezpieczeniu na jej aktywach prawie 300 mln zł ewentualnej zaległości podatkowej, a członkom ówczesnego zarządu spółki zablokowano rachunki bankowe. Samego prezesa, podejrzewanego o przestępstwo, na krótko nawet umieszczono w areszcie. Wyszedł za kaucją, ale postępowanie wobec niego trwa. A sama firma, sparaliżowana działaniami urzędników, znalazła się w stanie upadłości.

Przemysław Kowalski nie zaprzecza, że w łańcuchu sprzedaży jego produktów mogli być oszuści.

– Nie było ich jednak wśród firm, z którymi bezpośrednio handlowaliśmy. Badaliśmy ich rzetelność starannie, korzystając z narzędzi, jakie dają nam organy podatkowe, w tym zaświadczenia o niezaleganiu. Wynajmowaliśmy nawet firmy detektywistyczne – zapewnia.

W podobnych sytuacjach firmy przedstawiają różne dowody na to, że do transakcji rzeczywiście doszło.

Trzeba udowodnić

– Kontrolujący najczęściej je ignorują, powołując się na zasadę swobodnej oceny materiału dowodowego. Zapominają, iż swoboda nie równa się dowolności – ocenia Mariusz Korzeb, doradca podatkowy, ekspert Pracodawców RP.

Oceny rzetelności w doborze kontrahentów nie reguluje prawo. Wiele jednak wyjaśnia tu wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawach Mahageben i David (C 80/11 i C 142/11). Trybunał zauważył, że to organ podatkowy powinien udowodnić podatnikowi, że ten zlekceważył ryzyko kontraktu z oszustem. Zresztą podobnie stwierdził polski NSA w wyroku z 26 czerwca 2012 r. (I FSK 1200/11). Sędziowie, rozpatrując nieprawidłowości w handlu złomem, stwierdzili, że „w takiej sytuacji wymagana jest szczególna staranność nie tylko ze strony podatników uczestniczących w tym obrocie, lecz również ze strony organów podatkowych". Te nie wykazały, jakoby podatnik miał świadomość transakcji z oszustem. Jak wynika z relacji firm z branży elektronicznej – sytuacja się powtarza.

Alicja Sarna, doradca podatkowy w kancelarii MDDP

Organy kontroli skarbowej, badając sprawy przestępstw karuzelowych i im podobnych, powołują się na orzecznictwo sądów i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Często pomijają jednak wytyczne wynikające z tych wyroków. Należyta staranność, której dochowanie pozwala zachować prawo do odliczenia podatku naliczonego, powinna być badana w relacji z bezpośrednim kontrahentem. Dopiero później organy mogą weryfikować, czy podatnik w ogóle mógł wiedzieć o uchybieniach na wcześniejszych etapach obrotu. Szczególnie że w praktyce biznesowej nie zna dostawców swojego kontrahenta.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA