fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Urzędnicy

Podwyżki w budżetówce: kto dostanie najwięcej

AdobeStock
Pensje w budżetówce wzrosną średnio o 6 proc. Więcej dla tych, którzy przynoszą państwu dochód.

Z zapowiedzi rządu wynika, że w przyszłym roku wynagrodzenia zatrudnionych w sferze budżetowej wzrosną o 6 proc. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę zamrożenie pensji od 2009 r., a pierwsza podwyżka o 2,3 proc. nastąpiła dopiero w zeszłym roku.

Analiza projektu przyszłorocznej ustawy budżetowej wskazuje, że nie wszyscy urzędnicy mogą liczyć na takie podwyżki. W samym uzasadnieniu czytamy, że chodzi o wzrost „co do zasady", na poziomie 106 proc.

Ile dla kogo

– „Co do zasady" oznacza, że średnio fundusz płac w budżetówce wzrośnie o 6 proc. Pytanie kto wyrwie więcej, przez co inni dostaną mniej – komentuje urzędnik i związkowiec zatrudniony w jednym z urzędów centralnych. – Będziemy pilnowali tego wzrostu wynagrodzeń, tak byśmy wiedzieli, ile trafi do naszego urzędu i jak będzie to rozdzielone.

Rząd planuje w przyszłym roku wydać na pensje w państwowych jednostkach budżetowych ponad 40 mld zł, czyli prawie 5 mld zł więcej niż obecnie – to wzrost o 14 proc. Wynikać to ma z podwyżki wynagrodzeń funkcjonariuszy i żołnierzy, sędziów i prokuratorów, zwiększenia zatrudnienia w obronności i wzrostu funduszu uposażeń w Służbie Ochrony Państwa w związku ze zwiększeniem zatrudnienia.

Widać to zresztą w planowanych na przyszły rok budżetach resortów siłowych. W obronie narodowej fundusz płac na pracowników nieobjętych mnożnikowym systemem wzrośnie do 2,64 mld zł i będzie o przeszło 370 mln zł wyższy niż w tym roku. Oznacza to wzrost funduszu płac o 16 proc. Z kolei budżet na wynagrodzenia w sektorze spraw wewnętrznych wzrośnie do 692 mln zł i będzie wyższy od zeszłorocznego o 112 mln zł. Tu podwyżka jest dużo większa, bo aż o 19 proc.

Prawdziwymi rekordzistami będą jednak pracownicy prokuratury, dla których budżet wynagrodzeń wzrośnie aż o 27 proc. Dostaną oni o 121 mln zł więcej i fundusz płac wzrośnie tam do 558 mln zł.

Faktycznie wyższe od średniej będą także podwyżki w urzędach wojewódzkich, gdzie fundusz płac dla osób nieobjętych mnożnikowym systemem wynagradzania wzrośnie o 134 mln zł, do 1,12 mld zł, czyli o przeszło 13,5 proc. Tu z pewnością kryją się podwyżki dla tzw. służb zespolonych, różnego rodzaju inspekcji i dozorów, podległych wojewodom.

Mocno wzrośnie także fundusz wynagrodzeń w Państwowej Inspekcji Pracy, bo aż o 36 mln zł, co będzie oznaczało więcej o przeszło 10 proc.

Te podwyżki mają zatrzymać kontrolerów i inspektorów na stanowiskach.

Służba zdrowia i oświata

Problematyczne mogą się okazać najbardziej potrzebne podwyżki w służbie zdrowia.

– Minister zdrowia obiecał więcej pieniędzy dla personelu medycznego przez podwyżkę wycen świadczeń medycznych. Problem w tym, że te wyceny są teraz niedoszacowane i szpitale wpadają w coraz większe długi – mówi pracownik NFZ. – Nawet jeśli podwyżka wycen nastąpi, to dyrektor będzie musiał zdecydować, czy spłacać długi, czy płacić wyższe pensje obiecane przez rząd.

Może być też problem z podwyżkami dla nauczycieli.

– Subwencja oświatowa ma wzrosnąć o 8,3 proc., jednak, aby sfinansować obiecane podwyżki, powinna wzrosnąć o ponad 9 proc. – zauważa Sławomir Broniarz, przewodniczący ZNP. – Pytanie kto i w jaki sposób sfinansuje tę różnicę. Być może zostanie wdrożony zapowiadany już przez Beatę Szydło plan, aby przywrócić możliwość odchodzenia przez nauczycieli na wcześniejsze emerytury. Wtedy duża część osób spełniających warunki może chcieć skorzystać z takiej zachęty. Grozi im jednak poważny problem niskich emerytur. Mam więc nadzieję, że nie złapią się na ten lep. Tylko przy mniejszej liczbie nauczycieli będą możliwe podwyżki przy zakładanej wysokości subwencji. Chyba że samorządy dołożą pieniądze z własnej kieszeni.

OPINIA

prof. Andrzej Rzońca główny ekonomista Platformy Obywatelskiej

Projekt budżetu potwierdza to, co można było wyczytać z Wieloletniego Planu Finansowego Państwa z kwietnia bieżącego roku. Płace w budżetówce nie są priorytetem tego rządu. Kolejny rok mają one rosnąć przeciętnie wolniej niż w przedsiębiorstwach. Dla władzy liczą się tylko świadczenia socjalne, a właściwie jedno z nich: 500 plus, bo w projekcie budżetu na przyszły rok nie ma „13 emerytury". Żeby je sfinansować, rząd jest gotowy wprowadzić kilkanaście nowych podatków lub podwyżek istniejących i zagrabić oszczędności emerytalne. Wszystko zaś podlewa propagandą o zrównoważonym budżecie. Żeby się przekonać, że to czyste kuglarstwo lub – jak stwierdził wiceminister finansów w rządzie PiS – „iluzja księgowa", wystarczy spojrzeć na prognozy długu publicznego z projektu budżetu. Ma on rosnąć szybciej niż w br., mimo że sektor publiczny zasilą jednorazowe dochody w wysokości około 24 mld zł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA