fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Uchodźcy

Turcy nie kochają już braci w islamie 

Turecki patrol po syryjskiej stronie granicy
AFP
W dziewiątym roku wojny przybysze z Syrii nie są tu mile widziani, co grozi nową falą imigracji w Europie.

– Islam wymaga, aby odpłacić dobrem za dobro, ale my nie możemy na razie tego uczynić. Przyjdzie czas, że będziemy mogli się odwdzięczyć – mówi imam Ahmed, prosząc, aby nie podawać jego nazwiska. Rozmawiamy w ośrodku rehabilitacji i protetyki w Reynalhi. Został utworzony przez uchodźców z Syrii i wspomagany przez UE z funduszy przeznaczonych na pomoc humanitarną i ochrony ludności ECHO.

Z okien ośrodka widać imponujący mur graniczny, oddzielający syryjską prowincję Idlib od tureckiej prowincji Hatay. Od czasu do czasu docierają tu echa eksplozji z syryjskiej strony granicy. Do Idlib, ostatniego bastionu syryjskiej opozycji, gdzie bombardowania są na porządku dziennym, jest niecałe 40 km, do Aleppo 80.

Imam Ahmed stracił kilka lat temu w czasie bombardowania w okolicach Homs nogę, oko i doznał wielu innych obrażeń. Pierwszej pomocy udzielono mu w Syrii, ale właściwe leczenie odbyło się w Turcji. Protezę otrzymał w ośrodku w Reynalhi.

Granice dobra

Nie tylko za to wyraża wdzięczność i nie tylko  w swoim imieniu, ale milionów syryjskich uchodźców, którzy od niemal dziewięciu lat mieszkają w Turcji i doświadczyli w tym kraju wiele dobra. – Od 20 lat zajmuję się uchodźcami w różnych rejonach świata, ale nie spotkałem się z pomocą na taką skalę jak w Turcji – mówi Felix Leger, ekspert UE ds. pomocy humanitarnej. Nie chodzi tylko o atmosferę, w jakiej przyjmowano uchodźców, otwierając granice dla braci i sióstr w islamie, jak mówił prezydent Recep Tayyip Erdogan, czy pomoc finansową państwa oraz zwykłych obywateli, którzy zasypali przybyszów zbędnymi meblami. Syryjczycy dostali też niemal natychmiast dostęp do tureckiej służby zdrowia, szpitali i przychodni, a także bezpłatne leki. Od 2011 roku uchodźcy otrzymali 60 mln konsultacji lekarskich, z czego jedna dziesiąta została opłacona z funduszy programów pomocowych UE i innych organizacji międzynarodowych – mówi Felix Leger.

Mur graniczny nie jest bynajmniej szczelny. Przez dwa przejścia graniczne w Reynalhi docierają niemal co dnia wymagający leczenia Syryjczycy z drugiej strony muru.

– Na liście oczekujących mamy 750 nazwisk – mówi szef centrum Raid al-Masri, Syryjczyk, który przy pomocy syryjskich lekarzy zorganizował strukturę pomocy w tym rejonie, zaopatrując w protezy i zapewniając rehabilitację ofiarom wojny.

Nagła zmiana

Jednak stosunek tureckiego społeczeństwa do uchodźców uległ ostatnio dramatycznej zmianie. Jak wynika z badań instytutu PIAR ze Stambułu, 82 proc. obywateli pragnie, aby przybysze wrócili już do domu. Trzy czwarte uznało za słuszną decyzję jednego z miast zakazującą uchodźcom wstępu na miejską plażę.

W nacjonalistycznych mediach pojawiły się określenia w rodzaju „plaga" czy „inwazja milionów obcych". W Kücükcekmece, dzielnicy Stambułu opanowanej przez uchodźców z Syrii, miały miejsce nawet zamieszki i ataki na syryjskie sklepy i restauracje. Przy tym 3,6 mln syryjskich uchodźców to jedynie liczba oficjalna. Jest ich zapewne o milion więcej. Połowa przebywa w rejonach nadgranicznych, milion w Stambule, a reszta na zachodnim wybrzeżu.

Jedynie niewielka część z nich (ok. 100 tys.) znalazła schronienie w obozach. Reszta mieszka wśród Turków.

– Gdy znalazłem to miejsce, moi tureccy sąsiedzi natychmiast przynieśli meble i domowe sprzęty – mówi 74-letni Husejn z Rakki, zdobytej przez bojowników samozwańczego kalifatu, tzw. Państwa Islamskiego (ISIS). W czasie walk o miasto Husejn stracił połowę licznej rodziny. Do Turcji przedostał się nielegalnie, gdyż w czasie jego ucieczki granica była zamknięta. Mieszka w podłych warunkach w dzielnicy slumsów na obrzeżach dzielnicy Altinbag w Ankarze.

Pieniądze i polityka

Ale razem z żoną ma dach nad głową i utrzymanie w postaci 240 lir miesięcznie z funduszu pomocowego UE plus 600 co trzy miesiące. Od władz miasta otrzymuje bony żywnościowe. Pomaga mu także dwu synów.

Turcja wydała oficjalnie na uchodźców 40 mld dol. W porozumieniu zawartym wiosną 2016 roku Unia Europejska zobowiązała się przeznaczyć na ich utrzymanie 6 mld euro, ale w zamian za zastopowanie przez tureckie władze fali uchodźców na Bałkany. Prawdziwe wydatki rządu tureckiego nie są znane, bo informowanie w czasie grożącego kryzysu gospodarczego o wypłaconych miliardach wywołuje komentarze opozycji domagającej się większej troski o własnych obywateli. Dane rządu świadczą, iż na jednego uchodźcę przypadało 10 tys. dolarów przez ostatnie osiem lat. – Nie brak opinii, że nie jest to wcale tak dużo – przypomina Nils Grede z UN World Food Program, koordynujący pomocowy program żywnościowy UE. Ankara domaga się większego finansowego udziału Europy w utrzymaniu uchodźców. W końcu płaci za nich, chroniąc Europę przed kolejną falą niepożądanych przybyszów, obecnie chyba w większości krajów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA