fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Uzależnieni od rocka

materiały prasowe
O muzyce, która budzi poczucie wspólnoty plemiennej opowiada amerykański dokument „Niech żyje rock”. Premiera w niedzielę w Canal+.

- Muzyka daje schronienie, poczucie solidarności – uważa Lars Ulrich z zespołu Metallica. – Na  koncertach nawet wyrzutki czują się częścią czegoś wielkiego.

Fani podkreślają poczucie całkowitej wolności i jedności w kilkudziesięciotysięcznym tłumie wspólnie uczestniczącym w występach idoli. Dla wielu z nich „rock” oznacza styl życia, w którym ważna jest nie tyko muzyka, ale także ludzie wyznający podobną pasję. Ona z kolei znosi podziały społeczne zbliżając nie tylko architektów, nauczycieli, lekarzy i prawników, ale także, na przykład, strażników i więźniów.

- Gdy rozmawiamy o muzyce – napięcie spada – wyjaśnia policjant pracujący w więzieniu. – Wtedy zamiast strażnika i więźnia są dwie osoby.

Autor dokumentu, Jonathan McHugh, obserwuje z kamerą miłośników rocka żyjących na amerykańskiej prowincji. Pokazuje, że w codziennym zapracowanym życiu rock jest hasłem przyciągającym do siebie ludzi. Te przyjacielskie grupy, zastępujące często rodzinę. W weekendy udają się na koncerty, a jeszcze chętniej na muzyczne  festiwale, które od czasów Woodstocku w 1969 roku rosną w siłę.

- Rock budzi poczucie wspólnoty plemiennej, jesteśmy istotami stadnymi, w pojedynkę słabniemy i zamieniamy się w ofiary – deklarują miłośnicy rocka.

- Występy na festiwalach to całkiem coś innego niż w trasie, kiedy przychodzą fani znający teksty - przyznają muzycy.  - Na festiwalach trzeba się postarać.

Amatorów takich gigantycznych imprez przyciągają jednak nie tylko ulubieni wykonawcy i ich muzyka, ale też rozmaite rytuały, w których można wziąć udział tylko w takich okolicznościach.  - Łatwo wtedy o emocje i zatracenie, a pod sceną niekiedy leje się krew – przyznają bywalcy. – Tam adrenalina sięga zenitu.
O „ścianie śmierci” opowiada jeden z muzyków występujących w filmie. Tłum rozemocjonowanych słuchaczy pod sceną proszony jest o utworzenie korytarza. Kiedy rozbrzmiewa muzyka – obie strony nacierają na siebie.

- Gdy na widowni jest 30-50 tysięcy ludzi nieraz robi się groźnie – przyznaje muzyk.

Zupełnie niewinnie w tym kontekście brzmi zabawa w surfowanie nad głowami tłumu na rękach rozkołysanych słuchaczy, czy – jak pokazuje dokument  - w plastikowych przeźroczystych kulach…
O blaskach i cieniach rockowego życia opowiadają  muzycy z takich zespołów jak:  Metallica, Guns N 'Roses, Slipknot, Korn. Oprócz tego, że jest im miło mieć fanów, którzy nie tylko przemierzają ich śladem długie trasy koncertowe i tatuują ich wizerunki albo nazwy – to nie jest im łatwo. Życie na najwyższych obrotach domaga się ciągłego zwiększania bodźców. Z pomocą przychodzi, alkohol, prochy, narkotyki. Pomagają pozornie – przez chwilę, na początku.

- Trzustka mi wysiadła – to mnie ocuciło – wyznaje jeden z muzyków.

Ale nie każdemu się udaje. Takiego szczęścia nie miał, na przykład, Chris Cornell, który w 2017 roku, mając 53 lata popełnił samobójstwo.

Ciekawa, socjologiczna opowieść.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA