fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Pół wieku Henryka Talara

Henryk Talar
Fotorzepa/Jakub Ostałowski
Wybitny aktor teatralny i filmowy Henryk Talar postanowił świętować 50-lecie pracy artystycznej i 70. urodziny w sobotę w częstochowskim Teatrze im. Mickiewicza. Pytany, dlaczego właśnie wybrał Częstochowę, odpowiada z przekąsem: - Bo tu mi było najtrudniej.

Jubileuszowym spektaklem będzie przedstawienie „W starych dekoracjach" na motywach tekstów Tadeusza Różewicza. Scenariusz z myślą o jubilacie przygotował reżyser Igor Gorzkowski.

To będzie także powrót do wspomnień. Henryk Talar przez trzy sezony - w latach 1994-1997 - kierował częstochowską sceną. Okres ten wspominany jest jako jeden z najciekawszych w dziejach Teatru im. Mickiewicza. Przyniósł takie spektakle jak „Lot nad kukułczym gniazdem" czy „Bestia i Piękna", „Bachantki", głośny i odważny obyczajowo spektakl dla dorosłych „Boya wina". Henryk Talar zapraszał na scenę młodych realizatorów, m.in. Pawła Łysaka i Pawła Wodzińskiego, zaproponował debiut reżyserski w teatrze Łukaszowi Wylężałkowi, wyciągnął z aktorskiego niebytu Marka Perepeczkę proponując mu po długim pobycie w Australii powrót na scenę w „Locie nad kukułczym gniazdem".

Urodził się w 1945 roku w Kozach. Jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Zdobył uznanie nie tylko jako aktor teatralny i filmowy, również jako reżyser i dyrektor teatrów. Przez wiele lat związany był m.in. z warszawskim Teatrem Ateneum oraz z częstochowskim środowiskiem artystycznym, a w latach 1998- 2000 pełnił funkcję dyrektora Teatru Polskiego w Bielsku-Białej. Potem związał się z Teatrem Narodowym, w którym gra do dziś.

Aktorstwo Henryka Talara - jak zauważyli krytycy - kojarzy się przede wszystkim z wydobywaniem ciemnych, niepokojących rysów ludzkiej natury. W Teatrze Telewizji stał się specjalistą od policyjno-gangsterskich widowisk, począwszy od przebojowego tryptyku „Selekcja" według Waldemara Łysiaka reżyserowanego przez Tadeusza Kijańskiego (1984), w którym wcielił się w bossa włoskiej mafii w Stanach Zjednoczonych, poprzez „Modliszkę" Davida Williamsona w reżyserii Jerzego Domaradzkiego (1993) i telewizyjną adaptację klasycznego czarnego kryminału „Sokół maltański" Dashiella Hammetta w reżyserii Laco Adamika (1994).

Kilka razy powracał na ekran w mundurze niemieckiego oficera, między innymi jako Johan Heimann w serialu „Polskie drogi " Janusza Morgensterna (1976) i Knothe, dowódca Pawiaka w „Umarłem, aby żyć" Stanisława Jędryki (1984). Ma w dorobku główne role w takich sensacyjnych produkcjach jak wojenna opowieść Juliana Dziedziny „Umarli rzucają cień" (1978), współczesna historia przemytnicza „Prom do Szwecji" Włodzimierza Haupego (1979), czy wojenny obraz szpiegowski „Kim jest ten człowiek" Ewy i Czesława Petelskich (1984). Wystąpił w filmach Andrzeja Żuławskiego m.in. „Na srebrnym globie" i Janusza Kijowskiego „Stan strachu" (1989). Zagrał też inspektora policji w psychologicznym dramacie Feliksa Falka „Daleko od siebie" (1995), był tytułowym Eliaszem w „Historii o proroku Eliaszu z Wierszalina" w reżyserii Krzysztofa Wojciechowskiego (1997). W 2000 roku pojawił się jako Bolesław Bierut w obrazie Teresy Kotlarczyk „Prymas. Trzy lata z tysiąca".

- Spektakl „W starych dekoracjach" to nasza kolejna wspólna realizacja - wyjaśnia reżyser Igor Gorzkowski. - Henryk zdradził mi kiedyś, że chciałby swój jubileusz uczcić z publicznością w Częstochowie. Realizując spektakl w zespole, z którym był przez wiele lat związany. Zaczęliśmy się zastanawiać, jaki materiał literacki wybrać. Padł pomysł, żeby napisać tekst właściwie na nowo, ale nie z tekstów teatralnych Różewicza, lecz z jego prozy. A głównym tematem miały być relacje bohatera i kobiet.

Na scenie Talarowi - Bohaterowi będą towarzyszyć aktorzy, z którymi współpracował przed laty, ale także znacznie młodsi koledzy po fachu. Zobaczymy więc: Macieja Półtoraka, Sylwię Karczmarczyk, Iwonę Chołuj, Teresę Dzielską, Agatę Ochotę-Hutyrę, Małgorzatę Marciniak, Agnieszkę Łopacką, Cecylię Putro i Mateusza Trzmiela.

- Powracam do Częstochowy, bo tutaj było mi najtrudniej jako człowiekowi teatru - mówi Henryk Talar. - Aktor jest w lepszej sytuacji, ponieważ troszczy się tylko o siebie, a ojcem przedstawienia jest przecież reżyser. Jednak w przypadku mojego bycia w Częstochowie była to ogólniejsza troska o tych, co na widowni, i o tych, co na scenie. A nie zawsze było łatwo. Na pierwsze przedstawienia „Bachantek" Eurypidesa (a był to dobry spektakl) przychodziło cztery czy też siedem osób. Teatr można łatwo zmarnować, odbudować już nie.

- Ufność do świata teatru pozostała mi do dzisiaj - powiedział niedawno "Rzeczpospolitej". - Będąc aktorem wsłuchanym w autora, reżysera i publiczność z czasem zacząłem się upominać o status udziałowca, a nie wyłącznie wykonawcy. Polubiłem pracę z młodymi artystami nie dlatego, że czasem bywam pomocny w radzie. Zorientowałem się, że korzystam z ich innego spojrzenia, zaciekawienia, emocji. Nigdy nie uważałem, że wiek jest patentem na wiedzę całkowitą, również w teatrze.

Dlatego po raz kolejny chętnie zgodził się pracować z Igorem Gorzkowskim, jednym z ciekawszych twórców młodego pokolenia. - Nie znoszę reżyserów, którzy wchodzą na scenę i pokazują jak się ma grać. Wtedy aktor ogranicza się do roli marionetki - dodaje. - Dlatego tak bardzo wysoko cenię współpracę z Igorem Gorzkowskim, który patrzy na teatr, na otaczającą nas rzeczywistość jakby oglądał to po raz pierwszy. I to jego-dziecka zadziwienie bardzo wciąga współuczestników.

Henryk Talar uhonorowany został wieloma nagrodami, w tym m.in. nagrodą im. Tadeusza Żeleńskiego-Boya za całokształt osiągnięć aktorskich, ze szczególnym uwzględnieniem roli „Prospera" w „Burzy" Shakespeare'a (2012). Odznaczony został również Srebrnym Medalem Gloria Artis (2010) i nagrodami za wieloletnią współpracę z Teatrem Polskiego Radia.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA