fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Doping: Rosja się cieszy

Mo Farah to czterokrotny mistrz olimpijski w biegach na 5 i 10 km oraz sześciokrotny mistrz świata i pięciokrotny mistrz Europy na tych dystansach
shutterstock
Amerykanie chcą zbadać stare próbki Mo Faraha, Brytyjczycy nie chcą ich przekazać, co podkopuje wiarę w antydopingową jedność Zachodu.

To ciąg dalszy głośnej sprawy dyskwalifikacji przez Amerykańską Agencję Antydopingową (USADA) trenera Alberto Salazara i zamknięcia kierowanej przez niego od prawie dwóch dekad grupy lekkoatletycznej Nike Oregon Project, czyli NOP.

NOP stworzono za pieniądze firmy Nike w 2001 roku w ośrodku w Beaverton. Celem tego przedsięwzięcia miała być promocja biegania długodystansowego oraz poprawa wyników biegaczy amerykańskich, połączona z reklamą sponsora. Dyrektorem projektu został znany w branży trener Alberto Salazar, trzykrotny zwycięzca maratonu w Nowym Jorku na początku lat 80.

Projekt przyniósł sukcesy: Galen Rupp został dwukrotnym medalistą olimpijskim (na 10 000 m i w maratonie), Kara Goucher zdobyła srebro MŚ na 10 000 m, Matthew Centrowitz olimpijskie złoto w Rio na 1500 m, Dathan Ritzenhein był rekordzistą USA na 5000 m, Jordan Hasay osiągnął drugi wynik w amerykańskich kronikach maratonu, Donavan Brazier zdobył w Dausze złoto MŚ na 800 m.

Do grupy przybywali też sportowcy z innych krajów, najbardziej znanym był Brytyjczyk Mo Farah, czterokrotny mistrz olimpijski (wygrywał biegi na 5000 i 10 000 m w Londynie i Rio). Trafił do Salazara w 2010 roku, odszedł siedem lat później, gdy atmosfera wokół trenera była już gęsta od podejrzeń. W barwach NOP biegała także przez pewien czas Holenderka Sifan Hassan (mistrzyni świata z Dauchy na 1500 i 10 000 m).

USADA po raz pierwszy zwróciła uwagę na NOP już w 2002 roku, inicjując dyskusję na temat etycznych zasad wysokogórskiego treningu biegaczy z Beaverton.

Brytyjskie media (m.in. BBC w programie Panorama) już w 2015 roku zaczęły oskarżać Salazara o stosowanie nielegalnych metod dopingowych, sugerując, że podawał biegaczom mikrodawki testosteronu oraz prednizonu (silny środek przeciwzapalny, podnoszący poziom hemoglobiny i liczbę erytrocytów we krwi).

W połowie 2017 roku do mediów wyciekły pierwsze informacje z USADA o tym, że Salazar i jego współpracownicy stosowali nielegalne metody wspomagania, polegające m.in. na wstrzykiwaniu zbyt wysokich dawek L-karnityny.

Po opuszczeniu ośrodka w Oregonie kluczowymi świadkami oskarżenia w sprawie Salazar kontra USADA stali się Ritzenhein i Goucher. Sankcje wynikały także z zeznań personelu. Ocena dwóch niezależnych, trzyosobowych paneli arbitrażowych była zgodna: Salazar jest winny naruszeń przepisów antydopingowych, gdyż poza zabronionymi wlewami dożylnymi handlował testosteronem i brał udział w manipulacjach, które miały nie dopuścić do ujawnienia tych informacji.

Wyrok ogłoszony 30 września 2019 roku brzmiał: cztery lata bezwzględnego usunięcia z amerykańskiego sportu. Kilka dni później firma Nike zamknęła Nike Oregon Project.

Salazar zaskarżył czteroletni zakaz pracy do Trybunału Arbitrażowego ds. sportu w Lozannie (CAS), twierdząc, że jest niewinny. W dochodzeniu USADA nie znaleziono bowiem twardych dowodów na to, że podawał sportowcom zakazane substancje.

Działacze USADA, pragnąc je zdobyć, zwrócili się zatem m.in. do Brytyjskiej Agencji Antydopingowej (UKAD) o dostęp do próbek Mo Faraha z czasów jego biegania w barwach NOP. Usłyszeli odmowę, a właściwie stwierdzenie z ust pani dyrektor Nicole Sapstead, że USADA musi podać wiarygodne dowody, że próbki są potrzebne.

– Wspieramy USADA w jej dochodzeniu w sprawie NOP, ale kiedy otwierasz próbkę, rozmrażasz i zamrażasz, jest ona degradowana. Nie zamierzam ryzykować oddawania próbek, gdyż nauka się rozwija i można je będzie zbadać później – mówiła pani Sapstead. Argument wygląda na słuszny, ale chodzi m.in. o próbki z 2010 i 2011 roku, które zgodnie ze światowym kodeksem antydopingowym można przechowywać dziesięć lat i czasu na ponowne testy nie ma dużo. Wymaganie mocnych dowodów w tych okolicznościach też nie brzmi dobrze.

– UKAD rzeczywiście nie ma obowiązku przekazania próbek Amerykanom, może to robić, ale nie musi. Dopiero wniosek WADA skierowany w tej sprawie do Brytyjczyków obligowałby UKAD do przekazania próbek. Jeśli miałbym wskazać jakieś rozwiązanie, które zadowoliłoby obie strony, to zaproponowałbym współpracę na zasadach partnerskich. Działacze UKAD mogliby sami przeprowadzić ponowne testy próbek Mo Faraha i wdrożyć własne śledztwo, którego wynikami mogliby podzielić się w zamian za pełny dostęp do dokumentacji USADA. Celem nadrzędnym jest bowiem wyjaśnienie sprawy, a nie dostarczanie amunicji Rosji i innym krajom, które niezbyt chętnie walczą z dopingiem – powiedział „Rzeczpospolitej" Michał Rynkowski, dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej (POLADA).

Wykluczona na cztery lata z wielkiego sportu Rosja natychmiast dostrzegła w niechęci Brytyjczyków do ujawniania próbek Mo Faraha okazję do zabrania głosu i krytyki Wielkiej Brytanii, skądinąd znanej z głośnych przypadków dopingowych (kolarze), jak i równie głośnego wytykania innym dopingowych wpadek.

– Powinni przekazać próbki. Wszelka nieprzejrzystość tworzy ścianę nieufności w krajowym systemie antydopingowym, a tym samym także wobec sportowców w ramach tego systemu. Światowy kodeks antydopingowy i standardy WADA są takie same dla wszystkich – powiedziała rosyjskiej agencji TASS Margarita Pachnocka, wicedyrektorka RUSADA. I dodała: – Jeśli uznanie trenera za winnego złamania przepisów antydopingowych nie jest „wiarygodnym dowodem", to ja nie wiem, co nim jest.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA