fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spór o aborcję

Policja: Jedenaście osób zatrzymanych podczas sobotnich demonstracji

Legitymacje poselskie trzymane ponad głowami policjantów
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Jedenaście osób zostało zatrzymanych przez policję podczas sobotnich protestów organizowanych przez Strajk Kobiet w Warszawie. Większość z nich to osoby, które odmówiły podania swoich danych osobowych. Są trzy przypadki naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia funkcjonariuszy - poinformował podczas konferencji prasowej rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkomisarz Sylwester Marczak.

Rzecznik poinformował także, że policjanci wylegitymowali ponad 900 osób, sporządzili ponad 450 notatek do sanepidu i ponad 370 wniosków o ukaranie mandatem.

Marczak podkreślił, że nie można sobotnich protestów w Warszawie określić pokojowymi.

- Wczorajsze wydarzenia na pewno były spokojniejsze od tych, które miały miejsce 18 listopada, ale cały czas nie zgadzamy się z osobami, które wskazują, że są to zgromadzenia pokojowe - powiedział. - Pokojowe zgromadzenia same w sobie zakładają legalność przede wszystkim. A tutaj nie ma cały czas tego zgłoszenia. Zakładają również niełamanie prawa, a tutaj mamy do czynienia z licznymi wnioskami o ukaranie do sądu. Widzimy hasła, które są wznoszone - „To jest wojna”, a jeżeli ktoś tak mówi, to trudno wskazywać, że mamy do czynienia z pokojowym nastawieniem - mówił.

Według rzecznika podczas protestów doszło do "wielu naruszeń wymagających interwencji policji", gdy na przykład manifestanci zablokowali Trasę Łazienkowską. - Wybiegniecie na trasę, gdzie cały czas odbywał się ruch, jest sytuacją, która jest niedopuszczalna - powiedział Marczak.

- Oczywiście mogliśmy to zrobić bardziej dynamicznie, mogliśmy zastosować bardziej brutalne środki przymusu bezpośredniego, mogliśmy być bardziej bezwzględni. Ale nie o to chodzi. Nam zależy na tym, żeby przede wszystkim udrożnić drogę, w sposób bezpieczny znieść osoby z trasy - oświadczył Sylwester Marczak.


Rzecznik KSP odniósł się też do sytuacji, w której policjant użył gazu wobec posłanki KO Barbary Nowackiej prezentującej legitymację poselską.

Komendant Stołeczny Policji postawił jedno główne zadanie po wczorajszych wydarzeniach - dokładnie wyjaśnić sytuację z panią poseł, jakie były okoliczności i dlaczego został użyty gaz - poinformował rzecznik.

- Na pewno te zdjęcia, które krążą w przestrzeni publicznej, pokazują jedno: była trzymana w ręku legitymacja i był użyty gaz ze strony policjanta i to są dwa fakty, które w tej chwili są niepodważalne. Teraz musimy sprawdzić dokładnie, jak wyglądało to z drugiej perspektywy, czyli ze strony policjantów - mówił Marczak.

Najwięcej ma wyjaśnić nagranie z kamerki osobistej, noszonej przez policjanta. Ma ono zostać upublicznione. - Elementem najważniejszym w tej chwili to m.in. dokładne zbadanie nagrań z kamerki, którą posiadał policjant i myślę, że to będzie kluczem, bardzo istotnym elementem do tego, żeby zobaczyć, jak wyglądało to wydarzenie z perspektywy samego policjanta i w jaki sposób zachowywały się osoby wokół, ale również w jaki sposób zachowywała się pani poseł - powiedział rzecznik. Sylwester Marczak zaznaczył, że do użycia środka przymusu bezpośredniego doszło podczas "dynamicznych działań". 

Posłanka Barbara Nowacka została spryskana gazem z bliskiej odległości podczas poselskiej interwencji, gdy grupa kilkudziesięciu osób wbiegła na Trasę Łazienkowską. Na zdjęciach opublikowanych w internecie widać, że posłanka trzyma w ręku legitymację poselską.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA