fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Marek Kozubal: Armia nie skusiła rekruta

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Mariusz Błaszczak ogłasza sukces rekrutacji do wojska, tymczasem nie zostały zrealizowane nawet plany ustalone przez MON. Słabnie zapał do służby w WOT.

To dlatego, że tempo wzrostu liczby żołnierzy ochotników spada. Coraz więcej osób odchodzi z tej służby, w poprzednim roku 4 tys. Jeżeli wierzyć danym MON z połowy poprzedniego roku, w WOT służyło wtedy 24 tys. żołnierzy. Teraz resort podaje, że w szeregach tej formacji jest ich 23,5 tys. Słowem liczba żołnierzy spadła.

Z danych, które otrzymaliśmy z resortu obrony narodowej, wynika, że na 31 grudnia 2020 r. w armii służyło ponad 110 tys. żołnierzy zawodowych. W poprzednim roku z armii odeszło 5 tys. żołnierzy. Dodajmy, że poprzedni rok zamknięty został liczbą 107,7 tys. mundurowych oraz 20 tys. WOT.

Ślimacze tempo

Wzrostem liczby żołnierzy pochwalił się na Twitterze minister Błaszczak „Reforma systemu rekrutacji przynosi efekty. Pomimo pandemii udało się zwiększyć liczebność Wojska Polskiego. W ubiegłym roku przyjęliśmy ponad 7 tys. nowych żołnierzy zawodowych" – stwierdził. Oczywiście pominął „drobiazg", że w tym czasie ze służby odeszło też 5 tys. wojskowych, ale minister ma prawo mówić co chce.

Z prostej arytmetyki wynika, że w stosunku do poprzedniego roku w 2020 r. liczba żołnierzy realnie wzrosła o ok. dwa tysiące. Gdy dodamy, że w styczniu z armii odchodzą żołnierze na emeryturę (w poprzednim roku mundur zdjęło 1858 osób), okaże się, że realny wzrost może być minimalny.

Tymczasem fakty są takie, że MON nie zrealizował ustalonych przez siebie planów. Resort obrony założył, że w 2020 r. armia zawodowa powinna osiągnąć 111,5 tys. etatów, dodatkowe 29 tys. powinno być w Terytorialnej Służbie Wojskowej WOT.

Czy zatem jest to powód do odtrąbienia sukcesu? Tak, ale nie takiego, jakiego chciałby minister. Po pierwsze, był to rok pandemii, siłą rzeczy rekrutacja została ograniczona. Po drugie, zostały wprowadzone poważne zmiany w systemie rekrutacji, które sprowadziły się do jej uproszczenia i skrócenia. Można postawić tezę, że gdyby te zmiany nie zostały wdrożone, liczba wkładających po raz pierwszy mundur mogłaby być mniejsza od tych, którzy go zdejmują.

MON zakłada, że zawodowa armia osiągnie 150 tys. żołnierzy. Przy takim tempie wzrostu można założyć, że osiągnie ten stan za jakieś 20 lat. Przypomnimy jednak, że gdy PiS przychodził do władzy, liczba mundurowych wynosiła tylko 96 tys.

Co spowodowało, że liczba żołnierzy pomimo licznych kampanii społecznych, programów telewizyjnych i reformie werbunku skokowo nie wzrosła? Na to pytanie trudno odpowiedzieć w prosty sposób. Warto byłoby w tym miejscu poddać analizie motywacje kandydatów. Sęk w tym, że nie wiadomo, czy wojsko w ogóle prowadzi takie badania. Wojskowe Biuro Badań Społecznych od pewnego czasu utajnia przed mediami nie tylko wyniki swoich badań, ale też ich tematy.

Prawda czasu i ekranu

Nie wiemy zatem, czy w młodym pokoleniu obserwowany jest kryzys zaufania do wojska (widoczny np. w przypadku Kościoła, to młodzi ludzi byli uczestnikami protestów po przyjęciu przez TK orzeczenia na temat aborcji). Nie wiemy też, jak młodzi ludzie zareagowali na obraz wojska kreowany w poprzednim roku przez MON. Upraszczając, wyłaniał się z niego rys następujący: w wojsku w mniejszym zakresie będziesz szkolony, strzelał i korzystał z nowoczesnego sprzętu, za to będziesz pełnił rolę pakowacza kartonów, strażaka, policjanta albo medyka. To dlatego, że armia została skierowana do zadań związanych z ograniczaniem pandemii przypisanych w innych krajach obronie cywilnej.

Dodajmy, że w poprzednim roku mundur wojskowy został ubrudzony udziałem żołnierzy w zabezpieczaniu demonstracji (w przypadku protestów Strajku Kobiet – Żandarmeria Wojskowa, a organizowanych przez opozycję na placu Marszałka Piłsudskiego – z Dowództwa Garnizonu Warszawa).

Jeżeli komuś wydaje się, że młodzież nie obserwuje tego co się dzieje wokół wojska, nie ogląda filmów, nie uczestniczy w dyskusjach na forach, myli się. W czasie tych rozmów zderzają się kreowane przez MON wyobrażenia o nowoczesnej armii i rzeczywistość. Bo armia to nie są samoloty F-35, zestawy Patriot lub Himars, które „kupił minister Błaszczak", gdyż na razie ich nie ma, ale często sprzęt postsowiecki, np. wysłużone BWP-y, czołgi T-72 i odmalowane metalowe hełmy.

W jaki sposób można przekonać młodego człowieka, aby wstąpił do marynarki wojennej, gdy ten rodzaj wojsk powoli się zwija, a ostatnie okręty podwodne mają jedynie wartość muzealną?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA