Do katastrofy MiG-29 doszło 6 lipca we wsi Sakówko niedaleko Pasłęka. Pilot kpt. Krzysztof Sobański zdołał się katapultować. Zginął, gdyż nie otworzył mu się spadochron. Jak doszło do awarii maszyny i fotela katapultowego? Na te pytania odpowiada przesłany resortowi obrony raport Komisji Badania Wypadków Lotniczych, do którego dotarł Onet.
Raport, na który powołuje się Onet, jest tajny. Z tekstu wynika, że pilot zginął, ponieważ nie zadziałał fotel katapultowy K-36, uważany za jeden z najbezpieczniejszych na świecie.
Według Onetu, autorzy raportu winą za awarię obarczają Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 w Bydgoszczy, które zmodyfikowały odpowiadający za uwolnienie się spadochronu podczas katapultowania pierścień ustalający w mechanizmie strzałowym. Według raportu, modyfikacji dokonano bez dokumentacji i współpracy z rosyjskim producentem fotela.
Pierścień powinien być giętki, by podczas procesu katapultowania mógł się złamać i uwolnić spadochron. Według informatorów Onetu, pierścień z bydgoskich zakładów był kilkanaście razy mocniejszy od oryginału. Według portalu, piloci latali z wadliwymi fotelami katapultowymi od co najmniej siedmiu lat.
Proszący Onet o anonimowość oficer odpowiedzialny za zakupy dla wojska powiedział, że zakłady WZL-2 nie mają uprawnień do samodzielnego dokonywania napraw myśliwców MiG-29 i "robią to po partyzancku, bez certyfikatów".
Jak podaje Onet, do katastrofy MiG-29 pod Pasłękiem doszło po awarii filtra niskiego ciśnienia układu paliwowego. W ciągu trzech minut samolot miał stracić ponad dwie tony paliwa.
Ministerstwo Obrony Narodowej nie potwierdziło ani nie zaprzeczyło doniesieniom Onetu na temat raportu.
Być może loty myśliwców MiG-29 zostaną wznowione w lipcu. Według Onetu, opowiada się za tym Inspektor Sił Powietrznych gen. Jacek Pszczoła.