fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Wysoka cena za brak zaufania Kaczyńskiego do państwowej SOP

Jarosław Kaczyński
Fotorzepa/ Piotr Guzik
Gdyby Jarosław Kaczyński był chroniony przez Służbę Ochrony Państwa, nagranie go w siedzibie partii byłoby praktycznie niemożliwe.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński wypełnia wszystkie przesłanki do objęcia go ochroną SOP „ze względu na dobro państwa". Jednak od ponad dziesięciu lat korzysta z prywatnej i drogiej firmy ochroniarskiej – Grom Group, co kosztuje polskiego podatnika ok. 1,6 mln zł rocznie (PiS opłaca to z subwencji, jaką dostaje na partię).

Kaczyński nie ufał nigdy BOR, nie ufa także SOP. Ujawniona ostatnio przez media („Gazetę Wyborczą") historia nagranych rozmów ze spotkań w siedzibie PiS w Warszawie (ok. 50 godzin taśm) pokazuje, że absolutne zaufanie do Grom Group było chybione.

Firma ta dba o ochronę osobistą prezesa 24 godziny na dobę i ochrania budynek siedziby partii przy ul. Nowogrodzkiej, gdzie prezes urzęduje, przyjmuje gości, polityków i petentów. Zasady poufności i bezpieczeństwa są jednak dziurawe – ochrona działa „pod prezesa", a nie odwrotnie.

– Kluczowi politycy nie zostawiają telefonów na zewnątrz, ale wymaga się tego od reszty gości – mówi nam osoba związana z „Nowogrodzką".

Austriacki biznesmen jako powinowaty z Kaczyńskim – zwłaszcza że przychodził w otoczeniu swojego teścia i kuzyna prezesa – wchodził z telefonem. To prawdopodobnie dyktafonem w smartfonie nagrał rozmowy na temat odzyskania pieniędzy włożonych w „projekt Srebrna". Dlaczego ochronie prezesa ani jego współpracownikom nie zapaliła się czerwona lampka, że zdesperowanemu wizją odzyskania 1,3 mln zł biznesmenowi nie można do końca ufać? – Prezes o tym nie decyduje, ma od tego ludzi – przyznaje działacz związany z PiS.

Czy po aferze z „taśmami" prezes PiS zgodzi się jednak na ochronę SOP? Choć szefowie partii nie są wymienieni w ustawowej grupie osób chronionych (jest tu premier, byli i obecny prezydenci oraz marszałkowie Sejmu i Senatu), Kaczyński, ze względu na nietypową rolę, jaką odgrywa w polityce, wypełnia przesłanki do objęcia go ochroną SOP „ze względu na dobro państwa" – decyzję taką wydaje szef MSWiA. Wnosiła o to już w 2018 r. opozycja. Marek Biernacki, poseł, były szef MSWiA, wnioskował do szefa tego resortu, że powinien objąć ochroną prezesa PiS. Wskazywał, że na Nowogrodzkiej zapadają decyzje dotyczące państwa, prezes ma na nie ogromny wpływ, tu spotykają się najważniejsi politycy i podejmują decyzje. Po drugie, prywatna firma nie ma dostępu do informacji o zagrożeniach, które mogą zbierać tylko służby specjalne (m.in. ABW, SKW, Policja) i od niedawna SOP (dawniej BOR), która zyskała uprawnienia do samodzielnego pozyskiwania takich informacji.

– Ustawa z 2001 r. o usługach detektywistycznych ani ta o ochronie osób i mienia z 1997 r., na podstawie których działa Grom Group, nie przewidują prowadzenia pracy operacyjnej przez firmy ochroniarskie. A informacje o zagrożeniach mają elementarne znaczenie dla realnej ochrony osoby ochranianej – twierdził w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Biernacki, dodając, że Grom Group nie ma certyfikatów ABW dostępu do informacji niejawnych.

Rozmówcy ze służb są przekonani, że gdyby prezes PiS miał profesjonalną ochronę SOP, to uniknąłby nagrania rozmowy w gabinecie. – Osoba ochraniana jest ochraniana także w miejscu, w którym przebywa. To my dbamy o „szumidła" – mówi nam oficer SOP. – Gdyby to nam powierzono ochronę, niemożliwe byłoby nagrywanie rozmów na Nowogrodzkiej, bo nasze urządzenia antypodsłuchowe by na to nie pozwoliły – dodaje. Jak mówi, wadą „szumideł" jest to, że niekorzystnie wpływają na człowieka, nie wolno ich więc nadużywać. – Jednak tu mieliśmy do czynienia z osobą z zagranicy, więc tym bardziej środki ochrony byłyby wdrożone – ocenia oficer SOP. Uważa, że w ochronie Grom Group zabrakło profesjonalizmu.

Poseł Marek Biernacki wciąż uważa, że Kaczyński powinien mieć ochronę państwowej SOP, podobnie siedziba, w której urzęduje. – Nie tylko dlatego, że załatwia się w niej dziwne deweloperskie interesy, ale dlatego, że podejmuje strategiczne dla państwa decyzje – mówi Marek Biernacki. SOP, a wcześniej BOR, „z automatu" zagłuszała obrady posiedzeń rządu, Komitetu Stałego RM, Kancelarii Premiera i Belwederu, głównie ze względu na pobliskie sąsiedztwo ambasady rosyjskiej. Zdaniem Biernackiego prezes PiS zdania nie zmieni. - On ufa tylko Grom Group – ocenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA