fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Dlaczego policjant ściągał billingi rzecznika CBA?

Jacek Dobrzyński, b. rzecznik CBA, nie chciał komentować sprawy
Fotorzepa, Radek Pasterski
Po co policjant z komendy w Gorzowie nielegalnie ściągał billingi byłego rzecznika CBA? Interesowała go jedna doba.

Czego szukał policjant z Gorzowa nielegalnie sięgając po billingi rzecznika CBA Jacka Dobrzyńskiego? Interesował go tylko jedne dzień – 10 października 2014 r.

Śledztwo w sprawie „nieuprawnionego” pobierania połączeń telekomunikacyjnych prowadzi prokuratura.

– Zostało wszczęte 3 sierpnia, a dotyczy przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza policji poprzez uzyskanie danych telekomunikacyjnych numeru abonenckiego telefonu użytkowanego przez Jacka Dobrzyńskiego – mówi nam Roman Witkowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. – Było to działaniem na szkodę interesu prawnego – dodaje.

„Rzeczpospolita” ustaliła garść szczegółów.

Policjant z Komendy Wojewódzkiej w Gorzowie wystąpił o billingi 12 grudnia 2014 r. Nie powinien tego robić, ponieważ nie było mu to potrzebne do spraw, którymi się służbowo zajmował. Jednak wygląda na to, że policjant dokładnie wiedział, czego chce – wystąpił o billingi telefonu Jacka Dobrzyńskiego dotyczące wyłącznie jednej doby – z 10 października, i je uzyskał.

Co mogło się za tym kryć?

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, 10 października 2014 r. (w piątek) dziennikarz Piotr Nisztor, który ujawnił tzw. aferę taśmową i opisał ją we „Wprost”, wyprawiał huczne urodziny, które obchodził dzień wcześniej. Zjawili się na nich goście z różnych kręgów, wielu innych telefonowało do niego. Dlaczego policjant z Gorzowa był zainteresowany rzecznikiem CBA? Czy jego billingi były „wyjściem” na inne dzwoniące do niego osoby?

– Gdyby „billingowali” dziennikarza, byłaby afera – mówi nam osoba ze służb.

Sprawa jest zadziwiająca także z innych powodów. Dlaczego billingi dotyczyły tylko jednego dnia – czego policja ani służby nie praktykują, bo interesuje je znacznie szerszy okres?

W październiku 2014 r. komendantem wojewódzkim w Gorzowie był Ryszard Wiśniewski, zaufany człowiek ówczesnego komendanta głównego policji nadinsp. Marka Działoszyńskiego, który sam pochodzi spod Gorzowa i tam mieszka.

Czy ściągnięcie billingów było pomysłem policjanta, czy też działał na czyjeś zlecenie?

Wyjaśnienie, czym kierował się policjant z Gorzowa, interesując się rzecznikiem CBA z centrali w Warszawie, być może rzuci nowe światło na inną sprawę – domniemanej tajnej grupy, specgrupy, która miała być utworzona w MSW, w czasach gdy ministrem spraw wewnętrznych był Bartłomiej Sienkiewicz. Ta grupa, mająca się składać z policjantów Biura Spraw Wewnętrznych KGP i oficerów Służby Kontrwywiadu Wojskowego, miała zostać wydzielona latem 2014 r. z oficjalnie działającego pod kierunkiem ABW zespołu do zbadania tzw. afery taśmowej. – Gdyby warszawska specgrupa prowadziła kontrolę operacyjną wobec szefów służb i rzecznika CBA, szybko by to wyszło na jaw po zmianie władzy. Wygląda na to, że chciano ukryć ją „za Gorzowem” – ocenia nam człowiek służb.

Zadaniem tej grupy miało być sprawdzenie, czy za nielegalnymi podsłuchami w restauracji Sowa & Przyjaciele mogli stać byli szefowie ABW, SKW i BOR i ówczesny szef CBA. Ówczesny minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz miał ich podejrzewać o spisek (istnienie tajnej grupy opisała w 2015 r. „Gazeta Wyborcza” w tekście m.in. „Generałowie na podsłuchu”).

Choć szefowie tych służb wskazywali na sytuacje mogące świadczyć o tym, że byli m.in. śledzeni i podsłuchiwani, warszawski prokurator dowodów na to nie znalazł i umorzył śledztwo dotyczące rzekomej inwigilacji ówczesnych szefów służb (we wtorek umorzenie opisała „Rzeczpospolita”).

Choć warszawski śledczy uznał też kategorycznie, że nielegalne pobranie billingów Jacka Dobrzyńskiego nie miało związku z podsłuchami generałów, to wszystko wskazuje na to, że nie zbadał w ogóle kontekstu tej jednej daty. Np. podczas przesłuchania w ogóle nie zapytał o to byłego rzecznika. Tymczasem może mieć ona istotne znaczenie dla wyjaśnienia zagadki, w jakim celu gorzowski policjant chciał zobaczyć połączenia dotyczące tego właśnie telefonu.

Na pewno, co potwierdza nam jeden ze śledczych, wątek znajomości Dobrzyńskiego z Nisztorem miał mieć istotne znaczenie dla grupy śledczej rozpracowującej aferę taśmową. Służby śledziły dziennikarza, by dotrzeć do jego informatorów – chciały wiedzieć, skąd dziennikarz miał nagrania. Badały też jego znajomości i kontakty.Afera taśmowa wybuchła w czerwcu 2014 r. po tym, jak opisał ją „Wprost”, cytując fragmenty nagrań. Kolejne miesiące, kiedy wypływały następne taśmy, były okresem intensywnych poszukiwań osób, które za tym stały. Ostatecznie oskarżono Marka F. oraz kelnerów z restauracji. F. twierdzi, że jest tylko ofiarą służb specjalnych. Niedawno złożył apelację

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA